Jedynie prawda jest ciekawa

Tajemniczy pan „Ahma”

29.01.2017

Od dawna chciałem go spotkać.

W czasie wielu moich wojaży jawił mi się jak czarny cień wiszący nad wieloma ludźmi i rzeczami. Kiedy byłem w Izraelu, w jerozolimskiej dzielnicy Mea Shearim, w której mieszkają ortodoksyjni wyznawcy judaizmu, przeżyłem jedno z największych zaskoczeń w swoim reporterskim żywocie. Naraz, wśród bardzo przyjaznych ludzi, dostrzegłem mały transparent, na którym został postawiony znak równości pomiędzy gwiazdą Dawida i hakenkreuzem.

Zaintrygowany udałem się do siedziby jednego z bardzo konserwatywnych rabinów i tam zgromadzeni wokół niego ludzie jęli mi tłumaczyć, że państwo Izrael nie może istnieć, a jego obecne istnienie jest prawdziwym bluźnierstwem. W życiu codziennym zaś nie należy posługiwać się językiem hebrajskim.

Słowo do słowa i dowiedziałem się, że grupa radykałów skupiona wokół tego rabina niedawno była w Iranie i przekazała panującemu wtedy prezydentowi tego państwa Mahmudowi Ahadinedźadowi petycję, aby jak najszybciej… zniszczył to „bluźniercze państwo”!

Potem wpadła mi w ręce książka napisana przez mojego znajomego Yossi Melmana pt „Nuklearny sfinks”, która była w istocie dość nieobiektywną – już wtedy tak mi się wydawało – biografią prezydenta Ahmadinedżada.

 Ahmadinedżad był w niej przedstawiony jako niesłychanie wpływowy szyicki radykał, który nie tylko, że odpowiada za rozwijanie programu budowy tajnej bomby atomowej dla Iranu, ale bezwzględnie prze do wojny z Izraelem. Melman niedwuznacznie sugerował nawet, że pana Mahmuda A. należałoby jak najszybciej (za pomocą sprawnego kidonu Mossadu) zgładzić…dla dobra światowego pokoju oczywiście.

Zarówno z tej lektury, jak i z moich jerozolimskich pogawędek wyzierał obraz niesłychanie niebezpiecznego polityka, demiurga dybiącego na światowe odprężenie.

Mam już taką właściwość, że pewne rebusy same – w moim życiu - się rozwiązują. 

Intrygował mnie ten Ahmadinedżad przez wiele lat. 

Kiedy Adam, mój współpracownik i kolega znalazł się kilka miesięcy temu w Teheranie namawiałem go, aby jakoś skontaktował się z panem Mahmudem. Potem długo przekonywałem irańskiego ambasadora, że powinienem spotkać się z Ahmadinedżadem, choćby tylko po to, aby opowiedzieć mu o ciekawych wydarzeniach i opiniach, jakie słyszałem na jego temat.

Ambasador okazał się jednak nieugięty i nie wyraził na to zgody.

Ahmadinedżat  ….hmmmm, lektura amerykańskich i izraelskich opracowań, rozmowy z „ekspertami”, to wszystko przekonywało mnie o tym, ze to niebywale wpływowy polityk, który bardzo psuje nerwy zachodniego establiszmentu.

Adam wrócił z Teheranu i opowiedział mi, ze Ahmadinedżad jeździ do pracy na uczelni, tramwajem i mieszka w zwykłym bloku mieszkalnym. 

Znając Bliski Wschód zacząłem się zastanawiać, czy to tylko taka poza, czy też nie jest już poważany w swoim otoczeniu. 

Była jeszcze możliwość, że jest tak charyzmatyczny, iż sam wybrał ten styl życia, wszak wiedziałem, że przez dwa lata – gdy od 2003 do 2005 roku był burmistrzem czternastomilionowego Teheranu – nie pobierał za to żadnej pensji.

Ciekawość jedynie wzrosła.

Jako już rzekłem, życie zwykle przynosi rozwiązanie wielkich i małych zagadek.

Znalazłem się więc w Teheranie. 

Już od taksówkarzy usłyszałem bardzo krytyczne sądy na temat pana „Ahma”. Uniwersytecka młodzież śmiała się z niego w kułak. Okazało się, że w środowiskach irańskich intelektualistów (a wierzcie mi ich klasa jest naprawdę imponująca) uchodził za kogoś w rodzaju nieboszczyka Andrzeja Leppera.  

Opowiadano mi, że przez osiem lat – gdy sprawował funkcję prezydenta Iranu – był jedynie marionetką w rękach wyrafinowanych ajatollahów.

W końcu nie zdzierżyłem i pomimo zakazów irańskich służb specjalnych udałem się na osobiste spotkanie z panem Mahmudem. 

Chciałem po prostu spojrzeć w oczy człowieka, którego obawiał się cały Izrael i USA. Który uchodził za wcielonego szatana światowej polityki.

Spotkaliśmy się, spojrzałem w jego oczy i…. nie zobaczyłem tam nic.

Tak to praktyka daje przewagę nad wszelkimi wyrafinowanymi teoriami. 

Już wiem jaka jest prawda o Mahmudzie Ahmadinedźadzie, synu sklepikarza i szewca, byłym prezydencie Iranu.

Niech piszą uczone rozprawy, niech jajogłowcy debatują nad swoimi niesamowitymi informacjami i erudycją, a ja wiem, że jedna podróż,  jedno spotkanie oko z oko rozwiązuje więcej niż uczone rozprawy.

Oczywiście wynikł z tego problem dla mojego nowego filmu, bowiem właśnie rozmowa z panem „Ahma” miała być główną osią mojego spotkania z kolejnym smokiem.

Nie krzywduję jednak, Iran jest tak niesamowicie intrygujący, że pan „Ahma” nie jest już mi potrzebny do jego opisania, po prostu okazało się że klucz do zrozumienia Persji leży zupełnie gdzie indziej.

Ale o tym opowiem w kolejnym „Łowcy smoków”.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook