Jedynie prawda jest ciekawa

Sztuczki wiejskiego cwaniaczka

17.11.2012

Chuligan tym różni się od honorowego zawadiaki, że zamiast toczyć swoje pojedynki z każdym kto stanie mu na drodze, bije jedynie słabszych.

Chuligan z ochotą pobije słabszego, ale silniejszemu woli się przypodobać, od silniejszego – bez kwiknięcia – weżmie po mordzie. Na ringu typowym przykładem chuligana był Andrzej Gołota. Z wielkim animuszem okładał słabszych, a przed potencjalnie silniejszymi, lub takimi, o których słyszał, że mogą być silniejsi – uciekał. W ten sposób szybciutko dał się znokautować Lewisowi, a przed słabnącym, ale ciągle jeszcze groźnym, Mike Tysonem po prostu uciekł z ringu.

Premier Donald Tusk jawi mi się właśnie jak taki podwórkowy chuligan – cwaniaczek. Swoim rodakom, świadom potęgi skundlonych mediów i poparcia głupawego salonu, chętnie przyłoży, miny marsowe potrenuje, ale w przypadku kanclerz Anieli Merkel czy półcara Władimira Putina uszka po sobie kładzie i nie jest w stanie wydać z siebie nawet ostrzegawczego warknięcia. Jego lansady przed Putinem trudno nawet nazwać służalczymi – zawsze prężył się przed nim jak pierwszomiesięczny rekrut lub klasowy lizus.

Takie, zgoła banalne, obserwacje nachodzą mnie, gdy jeżdżę po Polsce i opowiadam publiczności o swojej „Wieży komunistów”.  Na spotkania z reguły przychodzi sporo osób, a dyskusje są ciekawe i pełne emocji. Oczywiście o wiele więcej osób przychodzi w małych miastach i takie spotkania mają dużo cieplejszą temperaturę, ale już Józef Piłsudski twierdził, że Polska jest jak obwarzanek i to co najlepsze znajduje się na jej brzegach.

Dziesiątki rozmów z rodakami podpowiadają mi jednak pewną oczywistą obserwację – Donald Tusk i jego akolici przyjęli bardzo sprytną strategię podporządkowania sobie Polaków. Otóż biorą ich na huki. Jak typowy chuligan, który na ulicy chce pozbawić nas portfela, usiłują nas zastraszyć i wykazać swoją oczywistą przewagę. W sytuacji gdy jesteśmy sami w ciemnej ulicy i napotykamy draba, za którym czają się inne menty, trudno jest podjąć walkę i wojować o swoje. Chuligańskie huki i kolesie dzialają.

Podobnie rzecz ma się  z Tuskiem i jego komilitonami – starają się wytworzyć w nas przekonanie, że jesteśmy sami w ciemnej ulicy, że nikt nam nie pomoże – ba, sprytnie suflują (za pomocą tefauenopodobnych szczekaczek), że nikt nie myśli tak jak my. Mamy pogrążać się w melancholii myśląc, że jesteśmy samotną wyspą w oceanie miłości do najlepszej pod słońcem władzy.

Tak nas chcą załatwić, obrobić z portfela jak cherlawy chuligan z kumplami.

Kiedy jednak tego samego chuligana spotkamy sam na sam jakiś taki lichy się staje, przepraszający, jakiś taki tchórzliwy – jakby wiedział, ze bez kumpli nic nie znaczy, że bez kumpli każdy może mu spuścić solidne manto. Ludzie siedzą przed telewizorami i codziennie utwierdzają się w przekonaniu, ze są sami, ze nikt nie podziela ich poglądów, ze zdrowy rozsądek, który nieustannie podpowiada, ze w Polsce dzieje się bardzo źle, to zły zdrowy rozsądek, przechodzony zdrowy rozsądek, niemodny zdrowy rozsądek  – niezdrowy rozsądek.

Kiedy jednak spotykamy się przy „Wieży komunistów” i wymieniamy nasze obserwacje, okazuje się że nie tylko jest nas bardzo wielu, ale – na dodatek – wcale się nie boimy.

Z moich obserwacji na gorąco wynika więc, że strategia cwaniaczka przestaje powoli działać. Nie tylko nie wydaje się nam groźny, ale wręcz widzimy w nim śmiesznego, chuderlawego pajaca, który bez wsparcia kolesi nic już sobą nie prezentuje.

Strategia chuligana działa bowiem tylko na krótką metę, do momentu, gdy wszyscy się zorientują, że tak naprawdę to on ma ze strachu porobione w portkach.
I ja Wam mówię, że ma.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook