Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Syn dorożkarza ogląda "Wołyń"

22.10.2016

Przyzwyczailiśmy się do podlizywania innym, ponoć lepszym, bardziej światowym.

Jeśli łajał nas Niemiec, czy Francuz, to ćwiczono nas w odruchu skulenia uszu i złożenia ruk pa szwam.

Mieliśmy siedzieć cicho i pokornie znosić kolejne, coraz bardziej kuriozalne oskarżenia.

Z bohaterów drugiej wojny światowej ostatnie dwadzieścia pięć lat zeszmaciło nas do roli nieomal nazistowskich - bo przecież nie niemieckich - podnóżków.

Wobec Niemców mamy być uśmiechnięci i w przymilnych lansadach, Rosjan nie wolno nam prowokować, bo są jak wielki goryl - mogą usiąść tam gdzie chcą i nikt nie śmie zwrócić im uwagi. Amerykanów mamy słuchać jak Pani Matki, Ukraińcy to bezwzględnie "nasi bracia" obojętnie co by wyprawiali i jak nie zakłamywaliby naszej wspólnej historii. Nawet Litwinom nie możemy pogrozić palcem, bo to takie nieeuropejskie.

Oj biedny Żeligowski przewraca się w grobie.

Doszło juz do tego, że pouczają nas jacyś rozpici urzędnicy z UE, politycy z krajów, które nie radzą sobie z pedofilią i rozbuchanym, acz prostacko pojmowanym islamem.

Mamy siedzieć cicho i pokornie czekać, aż komukolwiek przyjdzie ochota protekcjonalnie poklepać nas po plecach.

Nawet w tzw. "obozie niepodległościowym" co i rusz rozlegają się nerwowe syknięcia: nie domagajmy się znów tak głośno prawdy o zbrodniach wołyńskich. Ne domagajmy się, bo to służy Rosji! To Rosja chce nas poróżnić z braćmi Ukraińcami!

Wychodzi nawet na to, że każdy kto mówi prawdę o łapówkarskim i oligarchicznym obliczu dzisiejszego państwa ukraińskiego jest agentem Moskwy.

Jednym słowem z obu stron pada ta sama komenda: buzia w ciup!

A tymczasem "bracia Ukraińcy" nie życzą sobie projekcji świetnego filmu "Wołyń" autorstwa Wojciecha Smarzowskiego. Nie życzą sobie... no to my im go nie puścimy w Kijowie.

Ma się rozumieć i już! Ktoś sobie nie życzy, no to Polacy ogonki pod siebie i grzecznie przystają.

Musimy być grzeczni i cichutcy jak myszki, no bo..... bo co?!

Polacy są dużym narodem w Europie i należy im sie posłuch większy niż mają go dziś.

To co sie z nami i naszymi interesami stało jest rezultatem ogromnego bagażu kompleksów jakie dźwiga dziś na swoich plecach pokolenie obecnych polityków.

Dopóki do władzy nie będziemy wybierać tych, którzy bez ogródek potrafią określić nasze interesy i nawet zbudzeni o dwunastej w nocy potrafią wyrecytować litanię najważniejszych spraw dla Polski, dopóty będziemy się plątać w ogonie Europy, jak ubogi syn dorożkarza.

Niestety nasze interesy są bardziej na Wschodzie niż na Zachodzie.

Kierunek polskich zainteresowań jest naturalny i wynika z prostego rachunku możliwości. Po prostu na Wschodzie, aż po Azję Środkową, możemy zdziałać o wiele więcej i szybciej niż w coraz bardziej hermetycznej dla nas Europie Zachodniej.

Aby jednak udanie te interesy realizować musimy wyraźnie określić proporcje naszych stosunków choćby właśnie z "braćmi Ukraińcami".

Jeśli ukraińskie władze będą dąć w banderowskie piszczałki, to powinny szybko dostać od Warszawy po łapach. Szybko i boleśnie...

Ustawienie właściwych proporcji w stosunkach z Kijowem jest warunkiem koniecznym dla powodzenia naszej ważnej - a jakże - misji przyciągania Ukrainy do świata Zachodu.

Jeśli zatem znakomity fresk filmowy reżysera Smarzowskiego ma być "kością niezgody" w relacjach pomiędzy Ukrainą i Polską, to niech Ukraińcy grzecznie tą kość przełkną i jeszcze powiedzą: - dziękuje.

Proste?


Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CSSIfotoMINI122016

Czas Stefczyka 138/2016

PDF (4,14 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook