Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Stanisław Dzięcioł

02.03.2012

Czasem spotykam ludzi, którzy z pozoru niczym nie różnią się od nikogo, a jednak ciągle przekonuje się o tym, że każdy człowiek to jednak odkrycie, tajna mapa.

Stanisława poznałem dzięki mojej studentce Oli Dukat – napisała reportaż o domorosłym artyście, a ja, zabierając się do czytania, z trudem powstrzymywałem się od ziewnięcia – ot kolejna sercoszczypatielna tyrada na temat ukrytego tygrysa i przyczajonego smoka, który nigdy nie wyda z siebie nic ponad piśnięcie polnej myszy.

Kiedy jednak, z rosnącym zafrapowaniem, przeczytałem tekst Oli do końca, sam siebie musiałem zganić za gruboskórne oczekiwania. Reportaż sprawił, że natychmiast musiałem poznać tego człowieka.

Odwiedziłem go w jego mikroskopijnym mieszkanku z bloku z epoki późnego Gomułki (ślepa kuchnia i mikroskopijny korytarzyk).

– Kilka lat temu wyrzuciłem z domu telewizor i zrobiło się więcej miejsca – usłyszałem i  odruchowo rozejrzałem się wokół.

– No nie tak dosłownie, tylko wiesz, tak w duszy – wyjaśnił z uśmiechem.

Po czym na skromnym, jesionowym stole rozłożył swoje rysunki. Cóż takiego mógłby narysować nocny portier, kowal i blacharz z zawodowym wykształceniem, przybysz z małej wioski na Mazurach, ukryty w anonimowym mieszkanku na parterze burego bloku w pełnej dresiarzy dzielnicy?

Ano tak rysował, że po obejrzeniu każdego arkusiku męczyłem go dziesiątkami pytań.

Skromnie spuszczał oczy i opowiadał o swojej metodzie:

– Rysuje to, co mi się w nocy przyśni, mam taką już pamięć, że dokładnie zapamiętuje obrazy, a potem ostrzę żyletką długopis i tym długopisem tak długo cieniuje, aż wyłaniają się kształty, światło i cienie.

Po pierwszej wizycie kłębiło mi się w głowie, nie mieścił się w żadnej z ciasnych przegródek w moim mózgu.

W jego rysowaniu nie ma żadnej nieporadności, jego perspektywy są doskonałe, ma wspaniałe wyczucie faktury i przestrzeni, nie jest ani celnikiem Rousseau, ani tym bardziej Nikiforem.

Jest przykładem na to, że talent, jeśli jest mocny, potrafi utorować sobie drogę na światło dzienne nawet gdy los piętrzy przed nim trudności.

Poprosiłem Staszka, aby narysował mi tytułowy rysunek do mojej nowej książki „Wieża komunistów”, po tygodniu przyniósł szkic – opadła mi szczęka... przed moimi oczami rozpościerał się szkic olbrzymiej doliny, z której wyrastała niezwykła wieża kształtem wyraźnie nawiązująca do „Wieży Babel” Breugela, jednak pod uważniejszym spojrzeniem okazywało się, że breugelowskie kształty ulepione są z cegiełek w o zarysie komunistycznych bloków i pałacu kultury, a wokół, jak mrówki, uwijali się ludzie w kufajkach, w skórzanych kurtkach, z łopatami, naganami i dziełami Marksa w dłoniach.

Stachu opowiada, że ilekroć przed snem myśli o komunistach, to potem w jego sennych wizjach, które uważa za świat realniejszy od tego, w którym egzystuje jako nocny portier, widzi widma ostateczne, obrazy końca.

Jeden rysunków Staszka zamieściłem w tym wpisie, dużo więcej znajduje się na portalu „You Tube” pod linkiem:

http://www.youtube.com/watch?v=9_NKzdZFWOI

Pooglądajcie, sztukę lepiej oglądać niż o niej czytać.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook