Jedynie prawda jest ciekawa

Sowa Minerwy …

07.05.2017

Dziś będzie nieco o nędzy politologii, dobrej kondycji filozofii i niedoli wróżbiarstwa.

Dwóch filozofów naraz skłoniło mnie do napisania tej pretensjonalnej – przyznaje – notki.
Jeden z nich nazywa się Jerzy Wilhelm Fryderyk Hegel, a drugi – jak sami już Państwo pewnie  odgadujecie – Karol Marks.
Tych dwóch ludzi, w historii europejskiego namysłu nad naturą zdarzeń, połączonych jest nieodmiennym, dialektycznym węzłem.
O ile jednak Hegel – jakkolwiek w pismach bardziej mętny  niż w ogólnym obrazie, jaki pozostawiła nam po nim historia filozofii – znalazł narzędzie ostrożnie porządkujące świat, to już Marks miał większe ambicje i sromotnie (pomimo niewątpliwego wkładu w myślenie o ludzkiej ekonomii) poniósł klęskę.
Hegel stworzył istotne metodologicznie twierdzenie:
„Sowa Minerwy wylatuje o zmroku…”
Marks, z całą dezynwolturą, jaka cechuje jego myślenie, nakazał sowie łowić pożywienie o świcie.
O ile sowa Hegla do dziś ma się dobrze, to ptak będący pod opieką Marksa sczezł paskudnie i bezpowrotnie.
Jak wiadomo sowa jest ptakiem nocnym i noc jest żywiołem, w którym najlepiej się porusza. Wypuszczenie więc sowy o świcie skończyło się tak, jak z ornitologicznego punktu widzenia, musiało się skończyć. Obłupił ją ze skóry pierwszy kot, jaki znalazł się na jej drodze.
No dobrze Gadowski, nikt tu nie jest ciekaw twoich naiwnych twierdzeń zapożyczonych zresztą z ornitologicznych czytanek dla eksternistów.
Czego ty w zasadzie się czepiasz?
Otóż twierdzenie Hegla (który nigdy mnie nie ukąsił i któremu nie oddaje żadnego nabożeństwa, w przeciwieństwie do michnikoidów) mówi mniej więcej tyle:
Nie chwal dnia przed zachodem. Nie wypowiadaj się o zdarzeniach, które jeszcze trwają. 
O zjawiskach możemy bowiem sądzić, określać je i opisywać, dopiero gdy one ukarzą się nam w całości i gdy będziemy zdolni spojrzeć na nie z pewnego dystansu. Wtedy unikamy ryzyka niedostrzeżenia rzeczy istotnych, widzimy proporcje i – co dziś niesłychanie istotne – jako badacze posiadamy już pewien zasób zimnej krwi, niemożliwy w momencie, gdy sami jeszcze w zjawiska jesteśmy zanurzeni.
Logiczne.
Marks był jednak bardziej zuchwały. Stwierdził, że  skoro tak trafnie potrafi opisać klasy społeczne, to także potrafi przewidzieć ich rozwój i charakter, jaki nadadzą one przyszłym zdarzeniom.
Jego zdaniem klasa robotnicza – jako najdynamiczniejsza i najbardziej poszkodowana w procesie produkcji – doprowadzi do rewolucyjnych zmian i obejmie władanie nad całym światem.
Sowa Marksa poszybowała o świcie wysoko – prosto w słońce i… spadła, jak nieopierzony Ikar.
Wniosek: 
Gdyby Marks słuchał swojego mistrza i nie uważał się za mądrzejszego, to pewnie wspominalibyśmy go dziś jako jednego z najbardziej spostrzegawczych myślicieli ekonomicznych. 
Nie wlókłby się za nim trup syfilityka zwanego Leninem, oszołoma Trockiego i zakompleksionego sadysty Stalina. 
Nie mielibyśmy też i dziś oszalałych fantastów z Unii Europejskiej, bękartów nieudanych wzlotów sowy Marksa…. 
Pewnie i w kościele nie byłoby sów wandali dewastujących tradycyjnie piękny gmach katolickiego myślenia. Nie byłoby „Tygodników Powszechnych” i całej reszty niebezpiecznych fantastów, którzy ciągle chcą dorwać się do kamienia filozoficznego socjologii, nie przyjmując do wiadomości, że takowy – prozaicznie - nie istnieje.
Dzisiejsi „alchemicy otwartego społeczeństwa”, to już jedynie epigoni, by nie rzec – bękarty, nieprzemyślanych pomysłów Karola Marksa.
Sowa Minerwy wylatuje o zmroku….
Tak więc i o dzisiejszych rządach Prawa i Sprawiedliwości poważnie sądzić będziemy, gdy wypełnią się one w całości. 
Za to rządy Tuska i kamaryli z „Sowy i przyjaciół” dostępne są naj już jak na tacy i cokolwiek byśmy o nich nie napisali, to jedno zdanie nie ulega już żadnej falsyfikacji:
Kradli!!!

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook