Jedynie prawda jest ciekawa

Rzeczywistość podstawiona

17.08.2014

Długo zastanawiałem się nad komunistycznym manewrem, który doprowadził do spektaklu znanego nam jako „okrągły stół”.

Często to co najprostsze długo gnębi umysł, aż w końcu potykasz się o rzecz oczywistą, o analogię ze zdarzeniem, które nie budzi wątpliwości.

Kilka lat temu byłem w Bukareszcie i odwiedziłem nieco zdezelowany pałac, w którym mieściło się stowarzyszenie weteranów tzw „rewolucji grudniowej”, która miała miejsce pomiędzy 16 a 27 grudnia 1989 roku w Rumunii. 

Maskarada wyzierała tam z każdego kąta. Do pałacu zaprowadził mnie Dan Voinea, były komunistyczny prokurator, który wsławił się przewodnią rolą w sfingowanym procesie Nicolae i Eleny Ceausescu. 

Jak pamiętacie wtedy oboje zostali skazani na kary śmierci, które niezwłocznie wykonano – rozwalając im, z ckm – u, głowy pod murem powiatowej szkoły podstawowej. 

Prokurator Voinea był oczywiście w pierwszym szeregu  „rycerzy rewolucji”. 

Niedawno spotkałem Gorana – był „zatrudniony”(przez Securitate)  jako etatowy strzelec w Bukareszcie. Securitate zapłaciła mi za to, abym walił z kałacha w powietrze, od ósmej do piętnastej – śmieje się Goran.

Rumuńska „rewolucja”, przeprowadzona została przez ludzi z tamtejszej bezpieki, sygnał nadszedł z Moskwy. 

Rumunom tak podmieniono rzeczywistość, że do dziś muszą tolerować klasę polityczną, która - niemal w całości – została im podstawiona na czerwonej tacy.

Polski „okrągły stół” był ważnym elementem tego samego, co rumuński, eksperymentu – jak oddać władzę, a jednocześnie wcale jej nie oddać? Jak ze zdrajców i renegatów przemienić się w demokratów i ciągle utrzymać kontrolę nad pieniędzmi i mediami? Jak sprawić, że publiczność uzna dzieci czerwonych najeźdźców za elitę swojego kraju?

Pod koniec lat osiemdziesiątych czerwona międzynarodówka przeprowadziła niebagatelny eksperyment. Mieszkańcom kilku krajów Europy Środkowej sprytnie ukradziono realny horyzont i w zamian podstawiono inny – sztuczny, wygodny dla komunistycznej nomenklatury, oficerów czerwonych słuzb specjalnych i ich dzieci.

Od dwudziestu pięciu lat żyjemy w precyzyjnie zakomponowanej rzeczywistości podstawionej. W takiej rzeczywistości rozpatrywane są podstawione problemy, a na świeczniku prężą się podstawione figury.  W precyzyjnie przygotowanej nierzeczywistości obywatele żyją jak Jim Carey w filmie „Truman Show”. 

Ludzie, którym fastryga takiego świata się nie podoba, są precyzyjnie eliminowani poprzez otoczenie ich sanitarnym kordonem medialnego śmiechu i wyszydzenia. Słuzba Medialna w podstawionej rzeczywistości pełni rolę dawnego Urzędu Bezpieczeństwa. Tun nie ma miejsca na pobłażanie dla wrogów. Jeśli trzeba będzie, to powróci retoryka obrazująca szkody czynione przez, zrzucaną przez amerykańskich imperialistów, stonkę.

W podstawionej rzeczywistości właśnie media i „dziennikarze” mają szczególne zadanie. Muszą – bezwzględnie i skutecznie – trzymać ludzi w ryzach, stwarzać im wyimaginowane cele i marzenia, a także dawać namiastki spełnienia, takie jakie swoim uczestnikom dawały pierwszomajowe pochody.

Dan Voinea został w „demokratycznej Rumunii” prokuratorem generalnym, a nawet ministrem sprawiedliwości. W chwili, gdy spacerowałem z nim po Bukareszcie, pozostawiał swój drogi samochód otwarty – nikt nie śmiał go dotknąć. Byłem nawet świadkiem jak, w wykwintnej restauracji, ludzie podchodzili do niego i – z wielką atencją – prosili go o załatwienie rozmaitych spraw. On łaskawie kiwał głową. W tym czasie nie pełnił już żadnej oficjalne funkcji. Był jednak jednym z „ojców założycieli” „nowej Rumunii”

Polscy „ojcowie założyciele” także natychmiast stali się świętymi historii III RP. 

Kiedy na Tadeuszu Mazowieckim spoczął łaskawy palec generała Czesława Kiszczaka, automatycznie spłynęła na niego światłość, w której przechadzał się aż do końca swoich dni, Podobnie było z Bronisławem Geremkiem, szczególnym przypadkiem wybrańca okazał się być Adam Michnik, który zyskał też przywilej samodzielnego namaszczania – w efekcie do panteonu III RP wpuścił nawet takich komuszo umoczonych ludzi jak Mariusz Walter.

Co stanowi największe zagrożenie, dla – pozostajacych w cieniu – kreatorów i reżyserów podstawionej rzeczywistości?
Nie, wcale nie jest nim ujawnienie kłamstwa zawartego w przedstawieniu. To ledwie igraszka, z którą szybkie, medialne pranie mózgów radzi sobie nadzwyczaj skutecznie. Najwiekszym zagrożeniem dla reżyserów podstawionej rzeczywistości jest ...wątpliwość. !

Wirus niebezpieczny, dla wszelkiej holograficznej działalności. Od jednej wątpliwości może zrodzić się powszechna epidenia niewiary. To wątpliwość musi być tępiona w zarodku, izolowana już na poziomie prenatalnym, genetycznie wyodrębniana i tępiona.  Wszelka wątpliwość powinna być tak nieprzyjemna jak elektryczny szok, zaitnienie wątpliwości powinno być – przez właściciela mózgu – traktowane jak prelogomena do groźnej choroby. Samo przeczucie powstania wątpliwości winno być odruchowo leczone, jak początki kataru.

Podstawiona rzeczywistość znakomicie radzi sobie z podważaniem jej wiarygodności, z najbardziej nawet  płomiennymi atakami. Podstawiona rzeczywistość nie znosi jednak samodzielnego myślenia.  Mija 25 lat istnienia polkiej mutacji podstawionej rzeczywistości. Czasem jej wpływy maleją, innym razem rosną. Nie sposób jednak poradzić sobie z oblepiającą mgłą poprzez dążenie do frontalnego starcia z nią. Takie działanie przynosi efekty analogiczne do próby znokautowania pustki.
Mgłę należy wysuszyć u źródeł, tam gdzie ona powstaje.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook