Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rutkowski – tefauenowski golem

03.02.2012

Znów dał o sobie znać „detektyw” Rutkowski, bezczelny hucpiarz, prostak i zomowiec. Krzysztof Rutkowski nigdy nie był wykwalifikowanym detektywem, był natomiast doskonale wypreparowaną medialną wydmuszką, która dzięki wsparciu telewizji TVN zarabiała na wystawne życie żerując na łatwowierności ludzi, dla których prawda TVN stanowiła prawdę prawdziejszą niż ich własne doświadczenie.

Że co? Że ja tak bezceremonialnie o najsłynniejszym detektywie Trzeciej Rzeczpospolitej?

 

Przypadek zrządził, że znam kulisy jego medialnej sławy – opowieści operatorów, dźwiękowców i montażystów, którzy brali udział w produkcji „dokumentalnego” serialu TVN pt: „Detektyw”, w którym liczyło się wszystko tylko nie rzeczywistość.

Dla telewizji TVN Rutkowski był towarzyszem o bardzo podobnym do wielu decydentów  życiorysie i jednocześnie znakomitą okazją do szybkiego zarobienia pieniędzy.

 

Rutkowski, który nigdy nie był nawet śledczym milicjantem, a jedynie tępym, choć cwanym, zomowcem, dzięki TVN – owi stał się nie tylko zamożnym człowiekiem, ale nawet posłem (potem też kryminalistą).

W rozwoju kariery nie przeszkadzały mu nawet takie „fachowe” recepty jak ta gdy komentował tragiczne oblężenie bandytów w Magdalence, gdy zginęło kilku policjantów:

 

Rutkowski stwierdził wówczas, że należało podnieść w powietrze policyjny helikopter i...zrzucić na kryjówkę bandytów tonę ołowiu.

Potem była słynna, żarliwie i na poważnie filmowana przez kamery TVN – u, wyprawa Rutkowskiego do Iraku, gdzie niezwyciężony detektyw miał odnaleźć tajny arsenał Saddama Husajna.

 

No i znalazł, podrzucone wcześniej w zarośla polskie miny – atrapy przywiezione wcześniej z podkrakowskiego poligonu.

Hucp i kłamstw w serialu „Detektyw” było co niemiara, z rozbawieniem opowiadali o nich realizatorzy serialu. Jednak kiedy pytałem, czy zdają sobie sprawę z faktu, że kreują golema? zdziwieni wzruszali ramionami mówiąc, że oni tylko wykonują swoją robotę.

 

No tak, wszyscy wykonywali swoją robotę, a oślizłe zjawisko pod tytułem „Rutkowski” zaczęło bezkarnie hulać po Polsce.  W pewnej chwili nawet władze TVN wiedziały, że Rutkowski działa, hmmm – na pograniczu prawa – jednak, podobnie jak szeregowi robotnicy serialu, wzruszały ramionami uznając, że skoro „się kręci” i serial przynosi zyski, to pal licho jego wiarygodność i prawdę.

Naładowany turbowsparciem telewizji Rutkowski buszował po kraju i śmieszył, tumanił, przestraszał. Przede wszystkim odcinał jednak kupony od swojej tefauenowskiej sławy.

 

Przyznam, że przez całe lata ja też miałem tego clowna w nosie, kiedy jednak zacząłem spotykać ludzi „obsłużonych” przez słynnego detektywa nazwisko tego człowieka zaczęło wywoływać we mnie emocje.

Kilka razy spotkałem też „sławę” we własnej osobie, za każdym razem wysłuchiwałem głupawych tyrad przerywanych wejściami jego kolejnych, plastikowych narzeczonych.

 

Rutkowski z telewizji i Rutkowski z życia, to dwie diametralnie różne osoby.

 

Guzik jednak obchodzi mnie analiza psychiki prymitywa, chcę wam tylko zwrócić uwagę na fakt, że niezmiernie łatwo jest wyhodować takiego telewizyjnego golema. Janusz Palikot powinien coś o tym wiedzieć (Onet dwoi się i troi, aby powtórzyć z nim „TVN – owski fenomen Rutkowskiego”), potem, gdy się publice znudzi, można go wylać razem z innymi nieczystościami do telewizyjnego zlewu – miał pewnie skończyć jak „gwiazdy” Big Brothera, ale gdzie tam.

Rutkowski to jednak żywotna małża – znów wylazła na wierzch i znów nabrudziła po swojemu.

 

Jak hiena wychynął przy okazji tragedii małej Madzi z Sosnowca, znów odegrał bezczelną scenkę, znów z butami wdarł się w czyjeś życie i i znów media odegrały szmelcoperetkę według jego bezczelnej partytury.

Zomowiec z TVN – u wciąż krąży po Polsce, jak najniższej kasty wampir, któremu nikt jeszcze nie wbił w życiorys osinowego kołka zapomnienia.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook