Jedynie prawda jest ciekawa

Pomidor, albo ozdobny talerz

11.12.2016

Jest taka stara, dziecięca gra. Dziecko pytane o różne sprawy niezmiennie odpowiada: pomidor. Tak dziś chciałoby się odpowiadać na pytania dotyczące istoty sporu na polskiej scenie politycznej.

Nie ma co się czarować – jest on w dużej części jałowy, rytualny i nie rysuje ciekawych perspektyw na przyszłość. Być może zatem nadszedł czas na bardzo podstawowy namysł, pytania o źródła ideowych wyborów, którymi kierują się politycy.
Oni, owszem, bardzo chętnie powiedzą, że coś robią „konserwatywnie”, inni będą gardłować, że „progresywnie” czy „nowocześnie”, zaczną coś mówić o „sprawiedliwości społecznej”, „poczuciu sprawiedliwości”, „przeciwdziałaniu wykluczeniu”.

Najbardziej zabawny jest w tej sytuacji fakt, że podobnymi pojęciami – bez skrępowania – żonglują zarówno przedstawiciele tzw „prawicy”, jak i „lewicy” i w kolejnych dyskusjach mogą, po prostu, losowo wymieniać się miejscami.

Nikomu nie przeszkadza ten wolapik, mowa jako żywo politycznie przypominająca sposób wyrażania się jednego z bardziej szpetnych bohaterów „Imienia Róży”, mnicha Salwatora, który mówił używając słów z różnych narzeczy, nie posiadł jednak umiejętności posługiwania się żadnym konkretnym językiem.

W sporej konfuzji stają zatem ci, którzy ciągle wierzą, że polityka jest areną na której ścierają się wielkie idee, a sami politycy (przynajmniej niektórzy) polemizują, aby wykazać, ze ich pomysł na urządzenie kraju jest lepszy niż konkurencji.
W momencie, gdy nawet argumenty stają się umowne i względne, a najczęściej wynikają one z tzw „przekazów dnia” przygotowywanych przez sprytnych oszustów, dla przyzwoitości zwanych ekspertami od public relations, można jednak popaść w spore przygnębienie.
Okazuje się bowiem, ze współczesny polityk nie myśli, ba nawet nie powinien myśleć o ideach i promujących je argumentach, bo wyręczają go w tym jacyś anonimowi spece.

Współczesny polityk – zwolniony z myślenia – ma tym sposobem sporo czasu, który może poświęcić na jedno sensowne zajęcie – jakie mu w takiej sytuacji zostaje – myślenie o swoim własnym interesie.

Smętne te rozważania – przyznaję... no, ale czego spodziewacie się po ludziach podobnych do pana Petru?

Poruszę tu zatem, tylko śladowo, pewne zagadnienie, które niebawem rozwinę w szerszej publikacji.
Wracam do gry w pomidor.
Jeśli poważnie zapytają cię o to, jakie masz poglądy polityczne, odpowiedz: jestem katolikiem!
Nie wymijająco – chrześcijaninem, nie głupawo – humanistą.
Odpowiadaj: jestem katolikiem! Jestem katolikiem!, Jestem katolikiem!
Nie martwcie się obelgami i zarzutami, że w sferze politycznej i społecznej, to niewiele znaczy.

Odpowiadajcie jak w grze w „pomidor”.

Wbrew zarzutom waszych oponentów, bycie katolikiem, to cała filozofia i program polityczny.

Być może właśnie przypomnienie o tym fakcie niektórym panom i paniom politykom, sprawi, że niespodziewanie nieco przejrzystości wkradnie się także i na ulicę Wiejską w Warszawie.
Bycie katolikiem, to bardzo konkretne poglądy - nawet w sprawie tzw „kryzysu dotyczącego funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego”.
Obiecuję, ze rozwinę tę myśl w kilku najbliższych tekstach.

Katolicyzm, to wolność sądzenia, jasne przesłanki etyczne i opoka do wartościowania każdego nieomal działania i ustrojowego pomysłu, to także szacunek dla przełożonych, pokora, wrażliwość na realnie istniejące autorytety, to nawet dość precyzyjny program gospodarczy.

Napiszę o tym.... na razie kreślę tu kilka uwag, które - mam nadzieję - przeczyta także kilku polityków i kilka pań uprawiających tę profesję.
Przeczyta i.... zacznie myśleć nad tym, co my – jako Polacy – ciągle mamy podane, gotowe, na doskonale zachowanym talerzu.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook