Jedynie prawda jest ciekawa

Polski publicysta pisze krytyczny felieton

28.08.2016

Polski publicysta, obecnie czasowo na przykład pełniący funkcję w publicznej telewizji, albo też liczący na rychły etacik w państwowych mediach, zabiera się do napisania felietonu...

- Hmmm minister X nie sprawdza się, wpadka za wpadką i na dodatek powołuje jeszcze szemranych ludzi na wysokie stanowiska np. w PKP. Trzeba chyba o tym napisać - myśli publicysta i zamaszystymi ruchami pisze pierwsze zdanie:

"Minister X niestety popełnia coraz większe błędy. Chyba obowiązki w jego resorcie znacznie przerastają jego kwalifikacje - publicysta mechanicznie zapisuje najczęściej powtarzającą się opinię, którą słyszał z ust fachowców.

- Ojjj - krzywi się boleśnie publicysta. Intuicyjnie czuje bowiem, że minister X ma sporo do powiedzenia w jego mieście.

- Cholerka, muszę to inaczej sformułować, bo X może mi dać popalić - publicysta jest co prawda niezłomny, ale posiada odruchy samozachowawcze.

Napisze to bardziej dyplomatycznie, postanawia:

"Nie wszystko co dzieje się w resorcie ministra X jest sukcesem, zdarzają się tam także rzeczy, które mogą budzić zastanowienie..."

Publicysta jest dumny z siebie.

- Oto jak zjeść jajeczko, a jednocześnie nie naruszyć skorupki - na jego twarz wypełza pełen samozadowolenia uśmieszek.

Czuje, jak rośnie i przerasta swoich kolegów po fachu.

- Nikt mi nie wyciągnie, że się podlizywałem, że cyganiłem...a jak się zmieni epoka, to jeszcze będę mógł machnąć tym tekstem i wykazać, że byłem jednym z nielicznych, miłujących prawdę krytyków - zamyśla się błogo.

Publicysta kładzie się spać i z miłością tarmosi pod nosem wąsik, który niedawno zgolił.

W tym sezonie lepiej sprawdza się gładka twarz.

Rano budzi się jednak pełen złych przeczuć.

- Przecież ta szuja Miłosz Brombecki może od razu polecieć do ministra X i naskarżyć mu, ze go podgryzam, a wtedy X jego, a nie mnie, mianuje nowym dyrektorem regionalnej TVP - mina publicysty wydłuża się i w popłochu pędzi do służbowego laptopa. W napięciu, wytrenowanym od wielu lat mistrzowskim pociągnięciem, wykasowuje niebezpieczne zdanie.

Marszczy czoło i nagle twarz rozjaśnia mu się uśmieszkiem Bogumiła Kobieli przerabiającego urzędowa gazetkę ścienną w "Zezowatym szczęściu" Andrzeja Munka.

- Minister X pracuje już chyba ponad swoje siły, a jednak są tacy, jak choćby publicysta Brombecki, którzy twierdzą, że nie wszystko w resorcie ministra X idzie dobrze. Ba, opisują nawet rzekome potknięcia ministra - publicysta zaciera dłonie.

- Tak, teraz nie tylko, że to napisze, to jeszcze natychmiast wyślę ten tekst do sekretariatu ministra - ponownie zaciera dłonie.

W środowisku publicysta uchodzi za wyważonego, racjonalnego i pełnego chrześcijańskich wartości.

Niedawno regionalni posłowie poparli jego kandydaturę na dyrektora. On jednak publicznie ogłosił, że przecież są lepsi, że wcale nie ma takich aspiracji, po czym... zadzwonił do kilku działaczy społecznych i delikatnie - tak jak tylko on to potrafi - zasugerował im, że jednak to on jest najsposobniejszym kandydatem na dyrektora. Niech teraz piszą listy i namawiają go, a on - skromny, subtelny i taktowny - w końcu przecież będzie musiał im ulec.

Na wszelki wypadek zapewni liderów opozycji - po cichu, szepcząc do ucha temu i owemu - że tak naprawdę to z obecnymi władzami to on drze koty, no ale oni nie mają fachowców więc będzie musiał ulec presji, ale gdyby co, to wiadomo - jest gotowy - walczyć o wspólne wartości.

Musi przecież ocalić substancję, bo jak nie on to kto? Ta szuja Brombecki?

- Minister X jest jednym z najlepszych ministrów w nowym rządzie, dlatego spotyka go tak wiele ataków. Tylko ten, co nic nie robi nie budzi kontrowersji. Ministra krytykują za.... (tu następuje lista znanych publicyście potknięć i błędów ministra), ale czy ktoś z krytyków zapytał o to wszystko u źródła, czy zapytał samego ministra?! - tak ostatecznie będzie brzmiało to - cyzelowane od dwóch dni - zdanie.

Zanim to wszystko napisze już wystara się o wywiad z ministrem X, któremu wytłumaczy, że w ten sposób rozbroi ataki, jakie szykują na ministra X szuje pokroju Brombeckiego.

Ten koncept na tyle rozjaśnia duszę publicysty, że ten radośnie wychodzi na miasto i żwawo ściska dłonie tych, którzy mogą więcej skrzętnie nie zauważając tych, którzy wypadli już z gry, albo znajomość z nimi nie przyda się na wiele.

Nasz publicysta jest działaczem organizacji dziennikarskich, zasiada w gremiach oceniających i wyznaczających moralne standardy, jest uczestnikiem wielu ważnych spotkań i dyskusji.

Polski publicysta istnieje.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook