Jedynie prawda jest ciekawa

Polski period (felieton quasi ginekologiczny)

16.12.2012

Odnoszę wrażenie, że Fukuyama Francis – pisząc swoje, sfalsyfikowane przez historię, życzeniowe brednie – nigdy nie zastanawiał się nad dziejami pewnego kraju, średnich rozmiarów, leżącego nad mętną rzeką.

Gdyby bowiem, choć przez moment, dzieje Polaków stanowiły dla niego przedmiot zainteresowania niechybnie zauważyłby, że Polska ma naturę kobiety i okresowość w jej dziejach stała się jedynym stałym ich elementem. Historia zatem, w wydaniu nadwiślańskim, nie tylko nie ma zamiaru się kończyć, ale jeszcze uzyskuje owulacyjny napęd.

Polska periodyczność w konsekwencji prowadzi oczywiście do pewnej niestałości emocjonalnej i kaprysów, które nijak nie dadzą się wyjaśnić na drodze logicznego wnioskowania. Polska to emocje, modlitwy, zaklęcia i owa – stała jak się okazuje – periodyczność.

Dość jednak akademickiego bełkotania, pora na konkrety.

Oto kilka przykładów periodyczności, których skutki  jesteśmy w stanie objąć swoimi życiorysami:

Niestety, jak mało pilni uczniowie, zmuszeni jesteśmy doświadczać replikowania się zjawisk z okresu magicznego starzenia się Gierka i gnicia Jaruzelskiego. Wszystko to przeżywamy z pewną,  osłabioną przez cywilizacyjny rozwój, intensywnością. Przeżywamy teraz, w dobie rządów Donalda Tuska.

Jesienny Gierek więcej wydawał już na propagandę sukcesu niż na realne działania i na ekranach telewizorów, oraz na ulicznych billboardach „Byliśmy dziewiątą potęgą gospodarczą świata” a „Polska rosła w siłę i ludziom żyło się dostatniej”. Dziś nie mamy już co prawda tak wdzięcznych ust jak Irena Falska, Grzegorz Woźniak, Marek Tumanowicz czy wczesna Bożena Walter (ta od entuzjazmowania się partyjnymi niedzielami), są jednak – być może mniej finezyjni – skuteczni jednak w praktyce: Lis Tomasz, Pochanke (FOZZ) Justyna, Durczok Kamil, Olejnik Monika i zawsze na posterunku Janina („Zmierzch”) Paradowska.

Miast „dziewiątej potęgi gospodarczej świata i potentata w produkcji buraków cukrowych i sznurów do snopowiązałek” mamy „oazę spokoju, kraj ludzi rozsądnych, zieloną wyspę i krainę miłością zarządzaną”, ludziom żyje się dostatniej a „jak żyć panie premierze” wypada całkiem przyjemnie.

Periodyczność epoki Tuska polega jednak niestety także na niezbyt higienicznym zlaniu się w jedno późnej gierkowszczyzny i zgnitej jarulelszczyny.

Brrr…wiem niesmaczne! Ale cóż tatuś czasem musi.

Ta jaruzelszczyna przypomina się w gorliwej praktyce wypychania Polaków za granicę. Jaruzelski i jego pomagierzy, już w połowie lat osiemdziesiątych, zrozumieli, że wywalanie zrewoltowanych rodaków na emigrację jest swoistym wentylem bezpieczeństwa systemu i ochoczo zgadzali się na wydawanie paszportów w jedną stronę. Tym sposobem ponad milion solidarnościowo usposobionych Polaków bezpowrotnie wyjechało na obczyznę.

Dziś paszporty posiadamy już w tylnych kieszeniach spodni, jednak to co oferuje młodym ludziom pan Rostowski na spółkę z niezbyt rozgarniętą w rachunkach (vide autostrady i stadiony) rządową kompanią, jako żywo przywodzi na myśl jaruzelszczyński wentyl bezpieczeństwa.

Na obczyznę wyjechało już, ku zadowoleniu ekipy Donalda Tuska, ponad dwa miliony najbardziej dynamicznych Polaków. Dwa  miliony młodych, przeważnie, ludzi, którzy nie widzieli dla siebie przyszłości w kraju nad Wisłą. Dwa miliony ludzi, którzy rodzą teraz dzieci w Londynie, Dublinie, Kopenhadze, Berlinie…słowem wszędzie, byle nie w Krakowie i Warszawie.

 Przypomnę mściwie, że dziś Polska znajduje się na 209 miejscu w świecie pod względem wskaźników demograficznych i przyrostu naturalnego po prostu.

Wyobraźcie sobie jednak, że te dwa miliony zostały w Polsce, nie mają dziś pracy a ich rodziny nie posiadają żadnych widoków na przyszłość – rewolta antytuskowa murowana!

A tak…przyjemny spokój, rytualne nawoływanie do anihilacji jedynego lidera opozycji, spokojne trwanie i w miarę niezłe sondaże popularności. Rząd pozbył się i pozbywa się nieustannie, problemu, rząd wyeksportował problem za granicę. Trudno oprzeć się bowiem wrażeniu, ze dziś podstawowym towarem eksportowym Donalda Tuska i jego rządu są polscy obywatele, w miarę dobrze wykształceni i sprawni. Budują dziś siłę gospodarki na Wyspach.

Co z tego wyniknie? A czy to kiedykolwiek zajmowało generała Jaruzelskiego? Dlaczego więc ma zajmować pana Tuska Donalda?

Oby tylko ten polski period nie skończył się tym, czym w naturze kończą się żeńskie periody.

Przepraszam, jeśli właśnie jedliście coś smacznego. Niestety czasami trzeba….

Witold Gadowski 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook