Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Piotruś Pan, kobiety i dzieci

07.01.2012

Właśnie wyszedł ode mnie sympatyczny ksiądz, był „po kolędzie”, więc wybaczcie, że zebrało mi się na nieco koturnowe rozmyślania.

Lubię „Ojca chrzestnego” zarówno w obrazie jak i w piśmie. Nie jestem oryginalny, do tego samego klubu należą Fidel Castro (opowiadał o tym Olivierowi Stone) i nieboszczyk Kim Dzong Il. Nic na to nie poradzę. Lubię mafijną sagę za pewien staromodny ton, za stawianie spraw ważnych bez przymrużenia oka, bez relatywizowania. Ktoś powie: doprawdy, ale znalazł sobie moralitet!

Tak jak wszyscy mam z tym filmem też i problem, jak bowiem przejść do porządku dziennego nad  tak artystycznie doskonałym, operowym wręcz, uczłowieczaniem zbrodni, gwałtu, przemocy?

Nie wiem i podejrzewam, że sam Coppola miałby poważny zgryz w tak ustawionej dyskusji. Zbrodnia jest atrakcyjna fabularnie, plastycznie, przemawia do wyobraźni z siłą jakiej nie posiada żaden nasz dobry uczynek. Dobre uczynki, te prawdziwie dobre, eksplodują z bardzo opóźnionym (nieraz o całe pokolenia) zapłonem

Zbrodnia jest sensacyjnym newsem ale jako taka szybko blednie i jej wstrząsająca moc ustępuje sile innej zbrodni.

Można powiedzieć, ze od zarania opowieści, od momentu, kiedy opowieść stała się społecznym misterium, istnieje niesłabnące zapotrzebowanie na zbrodnię opowiadaną, mówimy jednak o zbrodni jako widowisku, zbrodni filmowej, zbrodni nieprzeżytej.

Inaczej rzecz ma się w chwili gdy sami dostajemy w zęby od osiedlowego chuligana, gdy w ustach czujemy słodkawy smak własnej krwi. Wtedy boleśnie przekonujemy się o tym, że film, który dopiero co oglądaliśmy i nużył nas słabymi scenami mordobicia, niepostrzeżenie przekradł się na drugą stronę, wkroczył w nasze realne, jak ból puchnącej wargi, życie.

Nie piszę o tym, aby jałowo się wymądrzać i po belfersku pouczać o sprawach w istocie banalnych, ta przydługa antyfona służy jedynie jako moje alibi do użycia mojego ulubionego dialogu z „Ojca chrzestnego”.

Stary Don Vito niedołężnie siedzi na zydelku i skupiony, spogląda w twarz swojego syna Michaela. Obaj wiedzą, że szykuje się masakra przeciwników i obaj zdają sobie sprawę z faktu, że krwawą łaźnię przygotowuje Michael. Vito smutno kiwa głową i po zdawkowych pytaniach o rodzinę, ozywa się w te słowa:

- Michael, dzieci i kobiety mogą być nieodpowiedzialni, my nie!

Obaj wiedzą o czym mówią.

Przeskakujemy nagle w realia polskiej zimy 2012 roku - wyobrażam sobie, że siedzi przede mną Jarosław Kaczyński (wybaczcie raz jeszcze gangsterskie porównania, którymi nie chcę dotknąć jedynego, prawdziwego lidera opozycji oraz niezamierzoną megalomanię takiej sytuacji, rozmowy, która przecież prawdopodobnie nigdy nie nastąpi).

Jarosław jest zmęczony, ale przecież lepiej ode mnie (tu występuję bardziej jako wcielenie każdego obywatela, niż konkretnego Witolda Gadowskiego) wie ku czemu to wszystko zmierza. Obaj czujemy w kościach, że nieodpowiedzialność, często niestety zwykła smarkateria i małostkowość, działań najważniejszych figur w naszym rządzie, nieuchronnie wiedzie ku społecznemu wrzeniu.

To wrzenie może oczywiście przez długi czas być tłumione pokrywką mediów, może uchodzić jak para poruszająca gwizdek, ale prawa fizyki, także tej społecznej, w odróżnieniu od humanistycznych teorii, są jednak niewzruszone.

Rosnące ciśnienie musi odwalić pokrywkę, problem tylko w tym jak długo owo ciśnienie będzie sprężane – im dłużej tym gorzej, tym efekt eksperymentu będzie bardziej gwałtowny.

Każdy, kto świadomie czeka na wybuch pokrywki, w krótkim czasie może nią oberwać, choćby rykoszetem.  

I tu kłania się nam dialog Don Vito z synem. Każdy, kto biernie będzie czekał na wybuch niezadowolenia, kto z nadzieją będzie wypatrywał szału ulicy, który zmiecie Donalda Tuska i jego ekipę z polskiego Parnasu, a może i z polskiej rzeczywistości w ogóle, zachowuje się jak nieodpowiedzialny młokos lub rozhisteryzowana niewiasta.

Cały ten felieton, służy w gruncie rzeczy przypomnieniu (bo wiem, że je zna) Jarosławowi Kaczyńskiemu słów Don Vito:

- Jarosławie, dzieci i kobiety mogą być nieodpowiedzialni, my nie!
            
- Wspiął się pan, panie Jarosławie zbyt wysoko, ażeby teraz dąsać się, marudzić, dzielić włos na czworo. Teraz oczekujemy od Pana energii, inicjatywy, a przede wszystkim skutecznego, obliczonego na wiele ruchów naprzód, planu. Tylko zimny szachista może przewidzieć w jakim kierunku pójdą nastroje rozczarowanych niesprawdzonymi mirażami ludzi. Drożyzna, galopujące bezrobocie i rosnąca arogancja przestraszonej władzy (właśnie arogancją  - jak już widać- będzie pokrywała swoją bezradność i rosnący strach) rozhuśta nastroje jak sztorm.

 - Skwapliwie wyliczane przez media porażki nic nie będą znaczyć w momencie gdy nie stanie pan, panie Jarosławie na wysokości zadania. Jeśli bowiem gniew ulicy wymknie się poza dzisiejszy system, to jedna na tysiąc szansa, że będzie lepiej, ze znajdzie się nagle patriota, który tak posteruje polska nawą, tak, że wypłyniemy poza katarakty. Dużo pewniejsze niestety jest wtedy dojście do władzy typków, przy których Janusz Palikot okaże się tylko nieszkodliwym błaznem.

- Pan nie może być nieodpowiedzialny, panie Jarosławie Kaczyński – więc, albo ma pan realną wizję alternatywy wobec nieodpowiedzialnego rządu premiera w krótkich spodenkach, wiecznego Piotrusia Pana, który za jedyny oręż przybrał sobie naturalny wdzięk i zdolność uwodzenia tłumów (w tej dziedzinie bywali lepsi jak choćby Juan Peron, a zwłaszcza jego żona), albo przestańmy się czarować i zacznijmy wszystko od nowa, od podstaw, ale bez udziału aktorów z dzisiejszego teatrzyku kabuki.


Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook