Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pierwszy trudny okres

02.02.2016

Najtrudniejszym okresem dla każdej władzy jest etap, w którym trzeba przeprowadzić zmiany personalne.

Następuje wtedy masowa wymiana ludzi na stanowiskach kierowniczych. Wokół tych, którzy przecież nie mają jeszcze doświadczenia tego co znaczy skupiona w ich reku moc, zaczynają się kręcić tłumy pochlebców, legionistów ostatniej chwili, cwaniaków i przemalowanych zwolenników.

Ten tłum, swoim impetem, zajadłością i opanowaną do perfekcji techniką pracy łokciami, spycha w cień, tych którzy są prawdziwymi autorami zwycięstwa, tych którzy swoją niezłomnością i charakterem tak naprawdę doprowadzili do zmiany. To ludzie, którzy wygrali bitwę, ale są zbyt dumni, czasem zbyt zmęczeni, aby teraz antyszambrować na salonach władzy.

Oczywiście nie każdy wojownik nadaje się na czasy pozytywistycznego trudu, ale wielu z nich udowodniło, że nie kręcą się po spiżarniach z konfiturami, tylko twardo wyznają głęboko wpojone im zasady.

Ci ideowi zwycięzcy nie są jednak pożądani przez żadną władzę, która chce mieć "święty spokój". 

Sprawiają zbyt wiele problemów, stawiają niewygodne pytania, nie naginają się do mądrości etapu.
Dużo łatwiej jest zawierać pakty z oblepiającym władzę tłumkiem, on pada do nóżek, spija  z ust. Ci ludzie zrobią wszystko, aby tylko się załapać, ale przecież są funkcjonalni i wygodni dla nowej władzy.

Z nimi - dopóki posiada się realne wpływy - można zrobić prawie wszystko. 

Są elastyczni, sypią pomysłami jak z rękawa.

Rychło właśnie tacy wypełnią przepastne korytarze nowej władzy. 

I co wtedy?

Władza staje się taka sama jak te poprzednie. Bo to nie osoby na najwyższych szczeblach nadają jej praktyczny kierunek, ale właśnie ci obli, dostosowani, dobrze wyszkoleni w łapaniu każdego powiewu zmieniających się wiatrów. Oni tworzą jej prawdziwe oblicze.

W dużej części są to ludzie, którzy służyli każdej dotychczasowej zmianie.

Jeden z byłych ministrów obrony opowiadał, że kiedyś zapytał pewnego pułkownika, który przeżył, na swoim stanowisku, wszystkie najnowsze zakręty dziejowe, jaka jest tajemnica jego niezniszczalności.

- Drogi ministrze, mój sposób jest prosty i wypraktykowany przez pokolenia. Jak tylko zmienia się władza, to ja natychmiast tej nowej włażę w d.... - odrzekł promieniejący przymilnością pułkownik. 

Tym samym wszedł oczywiście w to miejsce i nowemu ministrowi.

Wybaczcie wojskową frazeologię, ale oddaje ona dobitnie arkana pewnego fachu.
Dupowłazińcy przetrwają każde burze. 

Inna sprawa to oczywiście pytanie o pożytek z takich indywiduów w czasie, gdy wybucha prawdziwa wojna. 

Ostatnio jednak, na szczęście, taki test nie dotyczył już kilku pokoleń naszych rodaków.

Ci, którzy przynieśli nowej władzy zwycięstwo, którzy je praktycznie wywalczyli - po początkowej euforii - spuszczają głowy i odchodzą do swoich zwykłych codziennych zajęć. Często do mozolnego wiązania końca z końcem. Rychło się o nich zapomina.

 Oni nie mają żadnych szans w konkurencji z obłymi. Są zbyt kanciaści, zbyt charakterni, zbyt niezależni.

Jeden z wysoko postawionych dziś dygnitarzy opowiedział mi sytuację, w której miał do wyboru zasłużonego, fachowego i ideowego człowieka, oraz nieopierzonego młokosa.

- Wybrałem młokosa, bo on wszystko będzie mi zawdzięczał, będzie mi jadł z ręki i będzie wisiał na moim poparciu, z tamtym byłyby same problemy i nie chciałby się mnie słuchać - wypalił z rozbrajającą szczerością.

To bardzo trudny moment dla władzy - buduje bowiem swój wehikuł na najbliższe miesiące. To, z jakiego tworzywa zostanie on skonstruowany, przesądzi o jej szansach na dokonanie trwałych zmian.

Nie jestem specjalistą od modnego dziś HR, ale intuicyjnie czuję, że nadmiar miękkich tkanek, nie będzie stanowił wystarczającej tarczy, która może obronić nową władzę przed gradem strzał, które dopiero nadlatują, a wierzcie mi wystrzeliwane są przez zaprawionych w bojach łuczników.
Czy zatem władza może uchronić się przed wymachującymi łokciami cmokierami?

Pewnie nie, rzecz jednak w tym, aby nie straciła po drodze zbyt wielu tych, którzy z twardego kruszca są ulepieni.

Następnym trudnym momentem  będzie okres, w którym władza nasyci się już swoimi możliwościami, uwierzy, że świat bez niej nie będzie mógł przetrwać. 
Wtedy nadejdzie pokusa rozluźnienia zasad, skorzystania z posiadanych możliwości. 

Wtedy obli podpowiedzą rozrywki dużo bardziej wyszukane niż kolacje z ośmiorniczkami i drogim winem. 

To jeszcze przed nami. 

Pozostaje nadzieja, że wielu z tych, którzy wywalczyli zwycięstwo nie spuści nosów na kwintę i będzie kłuć balon władzy uniemożliwiając jego zbyt duże nadęcie.

Tak więc rozczarowani wojownicy - jesteście ciągle potrzebni. 

Musicie dźgać nową władzę szpikulcem szczerości, tak aby nigdy bielmo podłości i egoizmu nie zarosło jej oczu.

Wojownicy potrzebni są nowej władzy nawet wtedy, gdy ona sama zacznie się już przed nimi oganiać.
Inaczej zmiana nie miałaby najmniejszego sensu.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook