Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Piękni ludzie

05.09.2013

Zdarza mi się nie doceniać bliźniego…tu posłyszcie głuche walnięcie się w piersi. Ot pycha, która towarzyszy człowiekowi gdy zapomina, że jednak nie jest pępkiem świata.

Do niedawna spoglądałem na polskich chłopów przez szkiełko dawnych lektur. Ciągle roiły mi się w głowie obrazy z powstania styczniowego i chłopi wiszący, jak kruki, nad zamarzniętymi ciałami powstańców. Teraz już wiem, że gdy tylko wyobraźnią owładnie jakiś schemat, to – jako antidotum – natychmiast należy zaaplikować sobie podróż i to nie wygodna przejażdżkę ekspresem z Krakowa do Warszawy i z powrotem, ale klasyczną włóczęgę, bez celu, po prawdziwej Polsce, po drogach powiatowych i gminnych, w parafiach, gdzie nigdy sumy nie odprawi biskup.

No i wreszcie dochodzę do sedna tego o czym dziś chcę wam opowiedzieć. Kilka dni temu byłem na wspaniałej uroczystości poświęconej byłemu wicemarszałkowi Sejmu RP, panu Henrykowi Bąkowi.
Od tej chwili, pisząc „Henryk Bąk”, mam ochotę wstać i z uszanowaniem przywitać się ze wspomnieniami po tym niezwykłym człowieku.
Zapamiętałem go z moich pierwszych doświadczeń, pochodzących jeszcze z początku lat dziewięćdziesiątych. Łysiejący,  nieco roztargniony, z komicznymi szelkami na brzuchu. Wyglądał bardzo chłopsko i kompletnie nie budził wtedy mojego respektu. 

Naonczas nie mogłem zrozumieć dlaczego ówczesny premier Jan Olszewski odnosił się do niego z wielkim szacunkiem i atencją. Składałem to na karb wzorowych manier premiera Olszewskiego i jego naturalnej dobroduszności.

Dopiero jednak  kilka dni temu, słuchając o Henryku Bąku, rozmawiając z ludźmi, którzy go znali, zrozumiałem jakim wtedy byłem wielkomiejskim zadufkiem, jakim głupim szczawiem.

Ten Henryk Bąk to gigant. Człowiek, który od 1945 roku, nieprzerwanie, z niespożytą energia i pomysłowością, walczył z komunizmem. Stworzył zbrojna organizację: Polską Szturmówkę Chłopską, przez cztery lata – w absolutnej konspiracji – zorganizowani przez Bąka chłopi toczyli nierówne potyczki z czerwonymi. W końcu wpadli, posypały się wyroki śmierci – kilka z nich wykonano. Sam Bąk pięć lat spędził w celi śmierci, z czterema kaesami na karku. Po wyjściu z więzienia wykonał tytaniczna pracę organizując chłopska opozycję w czasach, gdy nikomu jeszcze nie śniło się o „Solidarności”, potem oczywiście tworzył także chłopską „Solidarność”. Nie sposób krótko opisać jego przygód i hartu ducha. Wierzcie mi, to był wielki człowiek, prawdziwy chłopski przywódca. Przyszedł nawet moment, gdy w uwolnionej od PZPR Polsce został posłem i wicemarszałkiem sejmu.


W bogatej dokumentacji,  zgromadzonej dziś, na jego temat, w IPN, nie ma ani jednego zdania, ani jednej wątpliwości. Nigdy nie uległ i nigdy przez myśl mu nie przeszło, ze mógłby dać się złamać, być kapusiem.
Kiedy stałem w wiejskim kościele niedaleko Białobrzegów i widziałem tłum ludzi modlących się za jego duszę, a potem w pięknym orszaku maszerujących na jego grób, miałem wrażenie, że oto na chwilę otworzyła się przede mną sekretna księga Prawdziwej Polski, w której nie dzieli się włosa na czworo i nie dekonstruuje rzeczywistości. Ci ludzie, małomówni, nieufni, za których wszystko mówiły ich spracowane ręce, powiedzieli mi, ze ta Polska istnieje, trwa, że ta Polska chce być blisko krzyża i blisko prawdziwych bohaterów. Tej Polski nie kupi się na plewy, na tanie intelektualne świecidełka.

Zobaczyłem Polskę chłopską, prawdziwą, bez zeteselowskiego lukru i pawlakowej cepelii, taką Polskę, o której nawet pojęcia nie ma wicepremier Piechociński.
Widziałem też bliskiego krewnego Henryka Bąka, posła Dariusza Bąka, który godnie przejął testament wuja i dziś otacza go wianuszek „swojaków”, ludzi którzy mu ufają i których zupełnie nie interesuje do jakiej należy partii. Oni głosują na Bąka, bo „Bąki w tej okolicy coś znaczą, bo Bąki pokazały jak walczyć i jak godnie żyć!”.
Wybaczcie patetyczne nuty, ale nie potrafię inaczej napisać o tym, zapamiętanym z mojej młodości, niepozornym człowieku. 

Gdyby powstał film o życiu Henryka Bąka, to zbladłby każdy sztucznie napompowany życiorys.

 Wyobrażam sobie na przykład  taka scenę: sześćdziesięciopięcioletni Bąk odwiedza swojego sąsiada i naraz rzuca się na niego olbrzymi brytan, wyglądający jak kaukaz. Starszy pan przez dwadzieścia minut toczy z nim morderczą walkę, po czym pies pada zduszony. Przybiegają chłopi z widłami, chcą zakłuć agresywne zwierzę, ale poraniony Bąk na to nie pozwala. – Wystarczy – mówi, - już mu dałem radę.


Albo:
Trwa polowanie na zające. Henryk Bąk zaczaja się na grobli przy stawie. Naraz wypada stado zajęcy, rozbiegają się, ale jeden z nich rzuca się do wody i przepływa staw. Wychodzi wprost naprzeciw lufy Bąka. Strzał nie pada. Biegną inni myśliwi i głośno pytają dlaczego nie ustrzelił zająca.
- Nie, kochani, do takiego bohatera się nie strzela – odpowiada ze spokojem.


Film o Henryku Bąku byłby filmem o jednym z prawdziwych twórców zwycięstwa nad komuną. Film nie powstanie, bowiem rodzice słynnych dziś „mistrzów ekranu” stali wtedy po drugiej stronie.
Pozostają opowieści, barwne – choć oszczędne – historie o prawdziwym heroizmie i zwykłym, codziennym męstwie.
Wyściskałem Darka Bąka (który sam odsiedział w więzieniach swoje za czasów „Solidarności”) i życzyłem mu „Szczęść Boże” – czułem, że wie o tym ile w tym życzeniu jest mocy.


Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook