Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Piczka i kiełbasa

11.05.2014

Marksiści – leniniści, to były ledwie leniwe prymitywy – chcieli siłą pozaprowadzać najlepszy z ustrojów, no to w końcu sami musieli zająć się okradaniem wielbionej przez siebie klasy pracującej.

Robili tak, bo byli forwarcznymi prymitywami, ich dzieci zrozumiały jednak, że sedno marksistowskiego bebeszenia świata nie tkwi w okupowaniu jakiegoś terytorium i upuszczaniu krwi jego mieszkańcom – sedno marksistowskiego borsuczenia polega na deprawowaniu umysłów, kolonizowaniu ich i okuwaniu w niewolnicze stereotypy. Zakucie łbów w nowe tabu, oto ich pragnienie i cel.

 

Marksiści kulturowi, to nieodrodne dzieci Gramsciego i „Szkoły Frankfurskiej”, najpierw wszystko kulturalnie, na paluszkach... powoli przesuwają granice, mizdrzą się i coś tam za plecami ukrywają, a potem – jak już poczują się mocniejsi – do dalejże palić ksiażki i policję polityczną nasyłać na przeciwników. Marza o tym aby wybatożyć, strzelić po sowiecku w mordę, ale póki nie poczują siły, to jeno tchórzliwie się skradają, udają, że dyskutują.

 

***

 

Takie, myśli już drugi raz, przyszły mi do głowy gdy spoglądałem na wybroczyny tej ich „kultury”.

Teraz powodem była baba z brodą, ale po kolei...

Pierwszy raz myślałem o tym, gdy oglądałem krakowską inscenizację „Drogi do Damaszku” Augusta Strindberga. To, co widziałem, to było zmajstrowane przez Jana Klatę na deskach „Narodowego Teatru Starego” w Krakowie.

Głupie to było i żenująco nieporadne, ale za to jak lizusowsko wciskało się między pośladki eurogendermerii – czyli dzisiejszych bojówek „postępu i nowoczesności”, coraz  bardziej – w swojej zapiekłości i metodach – przypominajacych skrzyżowanie hitlerowskiego (lewicowego przecież) SA i SS, oraz bolszewickiej CzK.

Funkcjonariusz Klata za swoje – pozbawione sensu, ale jakże poprawne – wytwory nagradzany jest genderpieniędzmi i gendernagrodami.

Bezwartościowe intelektualnie wystawienie „Do Damaszku” spełniało wszelkie kryteria ideologicznej poprawności – było obrzydliwe estetycznie, wulgarne intelektualnie i obsceniczne moralnie. Spełniało więc wszelkie kryteria nowego socrealizmu. Było jednak jedynie platonicznym odbiciem tego co teraz nosi się w Europie.

Tak, tak, dziś atakują nas po prostu kanonem nowego socrealizmu, ze ściśle skodyfikowanymi zasadami. Karierę zrobią zatem nawet największe półgłówki, warunkiem jednak jest gorliwe spełnianie nakazów estetycznych i intelektualnych nowego socrealizmu.

Ma być antychrześcijańsko, antyrodzinnie, antyestetycznie i najlepiej jak podleje się to pedalskim sosem.

Taki Klata nie musi się martwić, wystarczy aby – tak jak Andrzej Wajda w „Pokoleniu” według Czeszki, czy też Roman Bratny w „Roku w trumnie”  – szedł po linii partii i gorliwie śpiewał  w chórze genderastów.

Gdy widziałem „Drogę do0 Damaszku” po raz pierwszy chciało mi się wyrzygać na narodową scenę.

***

Drugi raz zemdliło mnie, gdy przypadkowo włączyłem telewizor, a tam na ekranie baba z brodą. Tak się uśmiechała, że musiałem wybiec z pomieszczenia, aby nie upiększyć ekranu natychmiastowo rzuconym na niego pawiem. 

Takie jakieś babie z brodą i wysmarowanymi szminka ustami wygrało „Konkurs Piosenki Eurowizji”, wygrało i drżącym głosikiem wyszeptało, że na tym nie poprzestanie.

To co teraz zrobi?:  – sparzy się z osłem i wystąpi z nim w duecie?

Oto cuś z brodą wygrywa, bo tak się podoba genderastom – takie są nowe tryndy socrealizmu.

Za chwilę intelektualistą zostanie już nie kabewiacki renegat Bauman, a na przykład baba ucharakteryzowana na Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego i do tego wygra wybory Miss Świata.

Nigdy nie interesowały mnie festyny „Trybuny Ludu”,  na których namiętnie bywał ojciec Moniki Olejnik, czy Andrzeja Morozowskiego, brzydziły mnie zielonogórskie trele w rytmie sowieckich piosenek, na których debiutowała na przykład Katarzyna Szczot, bardziej obecnie znana jako Kayah. Nie muszę więc oglądać neosowieckiego „Konkursu Piosenki Eurowizji”. Kiedyś przecież bolszewicy ruscy, polscy i inni mieli swój konkurs „Interwizji”.

Tamci bolszewicy jednak baby z brodą by nie puścili – klasa robotnicza by tego nie zaakceptowała. Dzisiejsi wyrobnicy neobolszewii – klasa celebrycka, pieją jednak z zachwytu na każdą durną prowokację. Baba z brodą, to akurat numer z arsenału wsiowych głupków, koncept na miarę hrabalowskiego przygłupa Pepka Wyskocza.

Jak widać jednak marksizm kulturowy wżarł już się tak głęboko w mózgi, że wielu kiwało głowami i cmokało: - no co prawda z brodą, ale jak ładnie śpiewa, można nawet powiedzieć, że na swój sposób jest ładna. - tak prawili.

Tak nas głuptaczą, że jak niedługo jednemu z drug,im dadzą w tefauenie zeżreć psie kupsko, opakowane w barwy tefaunenu i podane przez jakąś Pochanke, albo innego Miecugowa, to będzie  cmokał z zachwytu i szczerzył zęby.

Niesmaczne? ...a baba z brodą, jako symbol europejskiej estetyki, to smaczne? Strawne? Piękne?

Miałem się zerzygać, ale zamiast pawia napisałem ten felieton.

Smacznej Conchity Wurst – alias, w pedalskim narzeczu – Piczki Kiełbaski...żryjcie do woli, cioty i wuje rewolucji.

 

Witold Gadowski

 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook