Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Petelicki raz jeszcze

01.08.2012

Nie wiem co myślał pan generał Petelicki w ostatnich minutach swojego życia, nie wiem jak wielkie były jego finansowe tarapaty – w ogóle niewiele – ponad to co jest żerem ogólnointernetowej publiczności – wiem w tej sprawie.

W ostatnich dniach docierają do mnie jednak dość niepokojące wieści, są niepokojące na tyle, ze pozwoliłem sobie ponownie zająć Państwa uwagę śmiercią generała Petelickiego. Kiedy w domu wydarza się tragedia, to pierwsza na miejscu zdarzenia powinna pojawić się ekipa pogotowia ratunkowego. W przypadku pana generała było jednak inaczej.

 

Kilka minut po tragicznym odkryciu zwłok Petelickiego w jego mieszkaniu zjawiła się zdyszana drużyna gierojów z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Co robili w mieszkaniu nieszczęśliwej rodziny? Skąd wziął się ten paniczny wręcz pośpiech?

To właśnie pytania, które od pewnego czasu chodzą mi po głowie. Jeśli bowiem jest tak, że pan Petelicki, jak chce zesztywniały z przerażenia (w telewizyjnym studio) generał Gromosław Czempiński, niewiele wiedział, a jego wiedza i tak była nie najświeższej daty, to po co u diabła do mieszkania Petelickiego, z ozorami na brodzie, biegli funkcjonariusze ABW?

Jeśli Petelicki, jak chce znowu pewien oficer (ładniej brzmi agent d influence) oddelegowany na funkcję zarządcy dziennikarzy w pewnym wpływowym medium, był jedynie bankrutującym mitomanem – to panika i pośpiech niedouków z ABW są tym bardziej zastanawiające. 

Tak na marginesie nie oprę się pokusie dodania kilku słów wyjaśnienia do określenia: „niedouków” w odniesieniu do panów z ABW – skąd tak ostro, tak obcesowo?

Ano znam tych „Bondziów”, a przynajmniej tych którzy nimi kierują, okna na przyśpieszonych kursach w Kiejkutach mogły był śmiało wyjęte z framug (i z kontekstu w ogóle), żaden nie potrafiłby wyfrunąć.

Wróćmy jednak do generała Petelickiego, jego ostatnich chwil i paniki w ABW. Wydaje mi się, że kilku osobom już świta co mogło być powodem, tego wzmożenia wśród nielotów z ABW. Otóż złośliwe wiewiórki doniosły mi, że generał zostawił jednak na biurku w swoim gabinecie list pożegnalny. Jego syntezę można ponoć oddać w jednym zdaniu: „ Albo ja, albo moja rodzina!” Jeśli tak w istocie było, to ponownie pytam skąd ta panika wśród wyższych czynowników ABW? Hmmm…. Generał napisał chyba w tym swoim liście coś jeszcze, ale tego na razie moje złośliwce nie ustaliły. To coś musiało wyjątkowo zagotować w móżdżkach naszych pożal się Boże undercover agents. To, że generałowi interesy libijskie nie wyszły, to już też wiemy, chodzi jednak o to coś czego jeszcze nie wiemy.

Gdzie podział się list generała?! Dlaczego trafił, jak twierdza rozplotkowane wiewióry, do pewnego syna wysokiego oficera (tatuś kierował kiedyś naszym studium wojskowym na UJ), o opozycyjnym życiorysie i poetyckim zacięciu – wydał ostatnio nawet własnoręczny tomik wierszy.

Niech pan nie będzie taki tajemniczy panie ważny, niech pan upubliczni list generała.

No chyba, że raptem okaże się, ze listu nie było.

No wtedy to Gadowski, jak zwykle, nie ma racji i felietoniku, który właśnie przeczytaliście, nie było. Jak mawiała Madzia Karwowska: - brrrrrr, wymazujemy, Stefciu! Wymazujemy!

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook