Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Nowi Ruscy” – produkt pedagogiki Putina

12.08.2012

„Nie należy uogólniać” – prawda, jakie to mądre? A jakie poprawne, a jakie bezdennie pozbawione wyrazu. Kiedy ktoś nie ma nic oryginalnego do powiedzenia często chowa się za takimi poprawackimi (poprawackie, nie od prawicowości, a od idiotycznie pojmowanej poprawności) wytrychami.

„Nie ma jednej prawdy – każdy ma swoją prawdę”, „Nie wolno koncentrować się na własnej nacji”, „Do nieba, jeśli ono w ogóle istnieje, trafią prawdopodobnie wszyscy” – kiedyś ułożę cały słowniczek poprawackich, dobrze brzmiących, bzdur – napuszonych frazesów, które chronią od wypowiadania własnych poglądów, albo, co najczęstsze, pozwalają pseudointelektualistom ukrywać nędzę własnego przeciętniactwa, strachu, pustogłowia i faszystowskiej tendencji do udupiania każdego, kto odważy cię pomyśleć.

Pisząc swoje felietoniki wpadłem już w taką mechaniczną manierę, że zanim cokolwiek powiem poprzedzić to muszę antyfaszystowską antyfoną. Tak jest i tym razem, bowiem zasadniczo chcę Wam napisać parę słów o „Nowych Ruskich”.

Przebywałem z nimi przez ponad dwa tygodnie i mimowolnie czyniłem pewne obserwacje. Dalibóg chwilami czułem się jak imć Malinowski na wyspach Triobrandzkich, opisujący życie seksualne…..

Był to mój pierwszy tak intensywny kontakt z „NR” od czasów Borysa Jelcyna, kiedy zdarzało mi się z Ruskimi drużyć, pić wódkę, recytować Lermontowa i ogólnie bardzo przyjemne odnosić wrażenia. Tamci Ruscy byli otwarci na nowe, ciekawi świata, ciepli i bardzo lubiący Polaków.

Teraz napotkałem prawdziwych „Nowych Ruskich” z Kazania, Petersburga, Moskwy, Krasnojarska – przeważnie byli to urzędnicy administracji Władimira Putina ze swoimi latoroślami, kochankami i urzędowymi kobietami także. Napasieni nieftdolarami i pozbawieni wszelkich hamulców. Nieftcziki, obok bezpietczików oczko w głowie gospodina priezidienta niczym nie musza się przejmować. Dopóki skłonni są czyścić buty każdemu wyższemu od siebie o szczebelek, dopóty mogą być pewni swego miejsca na ziemi i poniżać mogą do woli tych, którzy stoją od nich o szczebelek niżej.


Azjatyckie wospitanije Putina i jego bezpieczniackich towarzyszy przynosi już pierwsze owoce. Putin wychował już całe pokolenie putinczików. A mnie przyszło z tym „produktem” żyć przez kilkanaście dni. „Pierwszą bowiem cechą konstytutywną „Nowego Ruskiego” jest „nie wyróżnianie się ze swojego stada” – wszyscy z nich (kobiety, dzieci i mużyki) są jak spod sztancy wycięci, spod putinowskiej sztancy naturalnie.

Niestety, z dużym smutkiem zauważyłem, ze „NR” urzędowo nie lubią Polaków i nie chcą z nimi nawiązywać żadnych kontaktów.

Polskę uważają za przeszkodę w porozumieniu pomiędzy Rosją i Unią Europejską, Polaków obwiniają o nieustanne pretensje pod adresem Związku Sowieckiego, jakie ponoć zgłasza wobec Putina cały świat (nie słyszałem o takich rzeczach, ale co drugi „NR” tak właśnie zaczynał ze mną rozmowy).  „NR” szczególnie nie lubi „rzymskiego papieża, a szczególnie tego polskiego papieża”, jego zdaniem papieże byli „promotorami faszyzmu” – oj oświeć panie kiedyś te zbłąkane putinadą umysły.

„Nowi Ruscy” nie są zbyt  dobrze wychowani, ba -  nie są w ogóle wychowani -  co objawia się w prostych sytuacjach życiowych. Nie lubią stać w jakiejkolwiek kolejce, wielkopańsko wydzierają się w restauracjach, a ponieważ im się należy, wpychają się zawsze na pierwsze miejsca i są mocno zdziwieni, gdy ktoś ośmiela się protestować.  Nie szanują starszych, nie lubią słuchać niczego poza noworosyjską – dodajmy tanią i flaki wywracającą – muzyczką.

Konsumują gorzałę od rana do wieczora. „NR” są przekonani o swojej doniosłości i niebywałej roli, jaką mają do odegrania w dziejach świata i okolicy.

„Nowi Ruscy” nie wierzą w Boga, ani w żadne tego typu „nienaukowe przesądy”. „NR” uważają Związek Sowiecki za najlepsze wcielenia rosyjskiej państwowości. Diadia Putin, najlepszy z przywódców po Józefie Stalinie, wpoił im, że są narodem imperialnym, który w głębokiej pogardzie powinien mieć inne, mniejsze, a wiec słabsze, a więc nie mające, racji, narody.

„Nowi Ruscy”, a może tylko ich urzędnicza, putinowska emanacja, nie kierują się żadnymi miernikami ludzkiej wartości poza siłą, a zwłaszcza siłą pieniądza. Wierzą w pieniądz, modlą się do pieniądza, pożądają pieniędzy.

Kobiety „Nowych Ruskich” obwieszone są drogocennymi świecidełkami – im tego więcej tym lepiej – noszą kreacje autorstwa światowych krawców, a przynajmniej ich drogie podróbki, są głośne i jak na papugi przystało, niebyt mądre.

Obserwowałem ich dniami i wieczorami, widziałem ich wzajemne stosunki oraz postawy jakie prezentowali na zewnątrz i wiedziony smutną potrzebą kreślę te słowa.

Włóżcie pomiędzy bajki nasze stare sercoszczypatielnyje obrazki słowiańskiego powinowactwa, wspólnoty dusz, porozumienia z „prostym ludem”. Tego typu brednie pozostawcie panu Danielowi Olbrychskiemu i panu Andrzejowi Wajdzie oni od lat pieczołowicie wykonują swoja robotę d influence.

Wiem, że nie należy uogólniać, ale – jak już wspomniałem w antyfonce – mam to głęboko w nosie, jak każde inne zaklęcie uczniów bezpieczniackiego filozofa Baumanna.  Na starość i tak siądą w znienawidzonej kruchcie i z widoczną trudnością skreślą na piersiach znak krzyża. Niejednego już widziałem takiego towarzysza, który potem w pierwszej ławce siadywał na sumie.

Boje się, że dłuższe pozostawanie towarzysza pułkownika Putina u władzy całkiem po azjatycku wyborsuczy dusze naszych sąsiadów, a skutki tego niedługo odczujemy na własnych plecach.

Trudno, jakby co to ostrzegałem – widziałem słowiańsko wyglądających Azjatów w działaniu. Wychowani przez Putina „Nowi Ruscy” nadchodzą.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook