Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie śpijcie spokojnie, na Bałkanach znów będzie wojna

24.02.2012

Kosowo – ilekroć myślę o tej byłej prowincji Jugosławii, moje emocje biorą górę nad racjonalnością.

Emocje, bo właśnie z Kosowem związanych jest wiele moich wspomnień i przygód, w Kosowie mam serdecznych przyjaciół i to zarówno wśród Serbów jak i Albańczyków.

Bywałem tam przed wojną, włóczyłem się tam też w czasie, gdy w całej prowincji Kosowa i Metohji grasowały oddziały pijanych serbskich policjantów, wspieranych przez bojówki „Tygrysów Arkana”, widziałem wreszcie rezultaty NATO – wskich, bezmyślnych bombardowań i albańskie   prowokacje takie jak „masakra w Racaku” (styczeń 1999) – gdy politycy z UCK (albańskiej Armii Wyzwolenia Kosowa) zwieźli tam zmarłych z całej okolicy i upozorowali ciała tak, by wyglądały  na ofiary masakry dokonanej przez serbskie oddziały – już Eisenhower podkreślał przecież, że wojny tak naprawdę wygrywa opinia publiczna. Dodam: także ta zmanipulowana, zdewociała na punkcie tolerancjonizmu opinia publiczna Europy.

Przez wiele miesięcy poszukiwałem na Bałkanach serdecznego druha Envera Krasniqi, któremu Serbowie spalili dom Prisztinie i wrzucili granat do samochodu. Uciekł z cała rodziną i na długo słuch o nim zaginął.

Pamiętam szczęśliwy dzień, gdy znalazłem go w kawiarni przy placu Skanderbega w Tiranie, przed oczami stoi mi też skwarny dzień pięknego lata, gdy obaj klęczeliśmy w przydrożnym rowie, a nasze głowy pijany, serbski policjant trącał lufą zarepetowanego „kałasza”. Do dziś w głowie tłucze mi się moje skandowane wówczas, trochę chyba piskliwym głosem: - ja sam novinar! Ja sam novinar! On je mój wozacz!

Pamiętam ciepło pięknej plaży w czarnogórskim Ulcinje, gdzie rejestrował swoje samochody inny mój albański przyjaciel. Czort wie skąd on brał te samochody, ale na kilometr śmierdziało to jakąś „lewuchą”..

Potem zorganizowałem dwa duże konwoje z pomocą dla ofiar kosowskiej wojny. Dwie, obfitujące w niezwykłe przygody, wyprawy, które wyruszyły z Krakowa

Po co tak się rozwlokłem nad swoimi bałkańskimi przypadkami?

Ano, aby w ten, niezbyt wyszukany, sposób pokazać, że los Kosowa nie jest mi obojętny, oraz, że moje sądy na temat „państwowości” tej krainy biorą się z realnych doświadczeń, setek rozmów i wielu tygodni oddychania tamtejszym powietrzem.

Kiedy prezydent Lech Kaczyński ostatecznie zatwierdził uznanie przez Polskę niepodległości Kosowa, było mi przykro. Mój prezydent usankcjonował krzyczącą niesprawiedliwość.

Wraz ze znajomymi Serbami wyszedłem na krakowski Rynek....i protestowałem.

Kosowo jest serbskie i co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Historycznie, mentalnie i państwowo Kosowo nie może funkcjonować jako normalne państwo bez związku z Serbią.

Większość albańska na tamtym terenie – to zjawisko z drugiej połowy dwudziestego wieku, kiedy Kosowo było najbiedniejszą prowincją federacyjnego państwa dyktatora Josipa Broz Tity. Emigracja Serbów na północ, oraz napływ Albańczyków z Albanii i eksplozja demograficzna wśród kosowskich Albańczyków, sprawiły, że Serbowie stali się mniejszością w kolebce własnego państwa. W miejscu gdzie stoczyli najważniejszą bitwę z wojskami tureckimi.

Zabranie Serbom Kosowa jest wydarzeniem porównywalnym do odebrania Polsce Gniezna!

Wiem, ze nikogo w Dostatniej Europie nie obchodzą jakieś tam „zapadłe kąty Bałkanów”, ale w przypadku Kosowa Serbowie zostali skrzywdzeni i nie należy o tym milczeć.

Co dziś dzieje się w najmłodszym kraju Europy? (nota bene hymn Kosowa napisał mieszkający w Polsce Albańczyk)

Na południu umościła się amerykańska armia i prawem kaduka użytkuje wielkie lotnisko i bazę w Ferizaju.

W Prisztinie i Peciu, największych miastach dawnej prowincji, króluje najbardziej bezwzględna i hermetyczna organizacja przestępcza w Europie – albańska, „sziptarska” (jak mawiają Serbowie) mafia. To prawdziwy przestępczy kombinat, związany wielowiekowymi regułami klanowymi, bezwzględny i najbardziej brutalny na całym kontynencie.

Przestępcy z Kosowa wyspecjalizowali się w przemycie ogromnych ilości heroiny z Tureckiej Anatolii, handlu kokainą, handlu „żywym towarem”, porwaniach oraz zabójstwach na zlecenie.

Sam przywódca UCK, a obecnie najbardziej wpływowy polityk kraju, Hashim Thaci, w dokumentach dawnego Interpolu występował jako jeden z najbardziej wpływowych przywódców kosowskiej mafii.

Dziś Kosowo nie jest żadnym państwem. Króluje w nim przemyt, przemoc i kult siły.

Kosowska mafia, korzystając z bałkańskiego matecznika, rozwinęła swoje macki na całą Europę i USA.

Kraj żyje z nielegalnych dochodów jego obywateli, praktycznie nie funkcjonuje żaden przemysł, nikogo nie interesują cła ani podatki.

Kalekie państwo powstałe dzięki naciskom płynącym z Berlina, nie wykształciło normalnych instytucji życia publicznego, a po śmierci Ibrahima Rugovy, „politycy” w Prisztinie nawet nie zachowują pozorów legalnego działania.

Do dziś mam przed oczami obrazki jak z czasów rewolucji bolszewickiej w Rosji. Przypominam sobie rozwścieczony tłum kosowskich Albańczyków demolujący najstarsze na Bałkanach prawosławne cerkwie. Pijani Kosowarzy zrzucali z dachów cerkwi krzyże i mordowali popów.

To wszystko działo się w Europie, w przewrażliwionej na tle praw człowieka Europie, pod koniec dwudziestego wieku.

Sztuczny twór państwowy – Kosowo – nie jest w stanie przetrwać, a jeśli międzynarodowi biurokraci  nadal będą go podtrzymywać, to doczekają się wizyty śniadych mężczyzn w swoich miastach, eksplozji rynku narkotyków i bezwzględnych morderstw na ulicach swoich miast.

Jeśli państwo mafii nie zniknie z mapy Europy, to nie oczekujcie, że po wycofaniu się międzynarodowych jednostek wojska z Bośni i Kosowa, na Bałkanach nadal panować będzie spokój.

Wojna w tych dwóch krajach pewna jest jak amen w pacierzu.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook