Jedynie prawda jest ciekawa

Nie ma "złotego środka"

06.07.2012

Dziś zacznie się klasycznie i spokojnie, po to by potem wpaść w furię i zakończyć mordobiciem w barze.

Osobom o słabszych nerwach, wrażliwości gastrycznej i nałogowym konsumentom TVN24 stanowczo dalszą lekturę odradzam. 

Aurea mediocritas Horacego i jeszcze wcześniejsza koncepcja „złotego środka” Arystotelesa do dziś uchodzą za najbardziej rozsądną i pożądaną postawę, jaką człek rozsądny może przyjąć wobec świata.

„Kto złoty sobie upodobał umiar

ten się uchroni przed nikczemną nędzą

i przed zawiścią, która zawsze ściga

bogate dwory”

Tak ujął to Horacy i tak jakoś się utarło, że lekki dystans do spraw i umiejętność unikania emocjonalnego się w nie zaangażowania prowadzą w rezultacie do lepszego poznania natury zdarzeń i mądrzejszego o niej wyrokowania.

Kiedy więc codziennie słyszę o sukcesach w budowie „nowoczesnej, czy też już zgoła „ponowoczesnej” Polski, w której ludzie żyją zielono i partia dokłada starań, a z drugiej strony dolatuje mnie bezradny lament polskiej prawicy opłakujący rozbite państwo, zniszczoną armię i traconą – na rzecz Rosjan – niepodległość, powinien stanąć obok, zaczerpnąć oddechu, po raz kolejny westchnąć do bożka umiaru i ...spokojnie, bez natężania mięśni szczęki, wypowiedzieć mądrą, zdrowośrodkową opinię. Takie coś np.: - być może nie wszystko idzie tak jakbyśmy sobie wymarzyli, ale przecież cieszmy się z tego co mamy i módlmy się aby gorzej nie było – a gorzej naturalnie będzie jak dopuścimy do głosu monstrum lat ostatnich, istne paramount, które po nocach erotycznie straszy towarzyszkę Paradowską – Jarosława „Złego” Kaczyńskiego.

Jeśli dwóch się bije, to rozsądnie jest zrozumieć o co chodzi i starać się rozdzielić walczących.

Dziś jednak z jednej strony wywalają furmankę gnoju – bon moty Wojewódzkiego, Figurskiego, Lipińskiej, Hołdysa, Czubaszek, księdza Sowy, a z drugiej ostrzenie kos słychać i zgrzytanie zębów.

Można oczywiście, po krakowsku, przez całe życie złoty środek trzymać – pod pierzyną – złoty środek na przetrwanie i w nic się nie angażować, poczekać na to kto zwycięży i z nim razem zakrzyknąć jak to ciężko było w tych narodowych okopach.

Z jednej strony więc bezczelna hucpa, bezwstyd i zaprzaństwo – ochocze zginanie karków przez Rosjanami i wyżywanie się na własnych rodakach, a z drugiej bezradna wściekłość opluwanych, nerwy, rozsierdzenie i zaciśnięte kułaki.

Jak zatem znaleźć „złoty środek” pomiędzy sprzedajnymi medialnymi oprawcami, ich postkomuszymi mocodawcami i siłami, które chcą sprawić, aby Polska stała się najbardziej postępackim krajem na świecie – te siły zdają się wysyłać w świat jasny sygnał, że tylko wyzucie Polaków z ich tradycji i historii, wyzucie ich z ambicji i tym samym wyzucie ich z niepodległości, może uzdrowić ten zapyziały, katolicki zaścianek.

Jak szukać środka?

Trochę opluć katolików i lekko pogrozić palcem Wojewódzkiemu?

A może, jak przewodniczący Dworak (dalibóg myślałem kiedyś, że człowiek ma odrobinę klasy) wywalić za drzwi Rydzyka i przychylnie rozkładać na raty opłaty dla poskomuszych spółek?

Polski „złoty środek” musiałby zatem polegać na tym, aby kopnąć Kaczyńskiego, a przy okazji upomnieć Tuska, podać geriavit Bartoszewskiemu i wypomnieć „Kaczorowi”, że jest tetrykiem?

Przyznacie, że to komiczne – takie chodzenie po linie nad parującym szambem.

Owszem znam kolegów, którzy chcą uchodzić za zrównoważonych i mądrzejszych od reszty, z niejaka gracją wiją się i lawirują pomiędzy szykującymi się do wojny obozami, każdemu puszczając oko – tak właściwie to ja jestem wasz, ale wicie, oni!

Na codziennym gumnie polskiej żurnalistyki uwija się całe stadko niepodległościowców bezobjawowych, ludzi wiernych wartościom (po zamknięciu drzwi od toalety).

Taki „złoty środek”, a raczej sztaudyngerowski „złoty przedział”, o którym „mędrzec nie wiedział”. Nie zapominajcie jednak złociutcy, że to jednak nie są usta, a to co się z „przedziału”dobywa żadną miarą nie przypomina horacjańskich wersów.

Jest taki publicysta, syn prominenta, prowadzący niesmaczne śniadania w kuchni TVN, o którym współpracownicy już dawno mówią, że jest „organousty” (nie cytuje dokładnie bo nie mam zamiaru wylądować w „Przekroju”), baczcie zatem rozsądni i wyważeni, abyście nie wylądowali w jego towarzystwie jako „innoorganouści”.

Nie ma w dzisiejszej Polsce żadnego „złotego środka”, coraz trudniej nawet o zwykły środek – na przykład uśmierzający nieodpartą chęć do wyrzygania się na Durczoków, Lisów i Giertychów tego padołu.

Nie ma środka i być go nie może, bo żadną miarą nie można środkowym stylem opisywać dialogów przy korycie, prawdy wydobywanej z kloaki propagandy i sprawiedliwości wypiętej jak żołdacka dziwka.

Dziś posiadanie własnego zdania, jakkolwiek kosztowne, jest jedyną drogą do odseparowania się od gromady ucztującej na truchle prawdy, zdrowego rozsądku i przyzwoitości.

Witold Gadowski 

 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook