Jedynie prawda jest ciekawa

Mydlenie i polewanie wodą

06.05.2012

Nie jestem specjalistą od lotniczych katastrof. Wiem o nich na szczęście tylko tyle, ile wyczytam z gazet i dokumentów.

Staram się jednak logicznie myśleć i właśnie ta logika, to proste składanie ze sobą przesłanek, przyczyn i skutków sprawia, że ludzie napompowani telewizją i „Gazetą Wyborczą” wybuchają w mojej obecności jak nieopatrznie dotknięte purchawki.

Ilekroć pytam czy nie budzi ich zastanowienia fakt, że na miejscu katastrofy w Smoleńsku szarogęsili się jedynie rosyjscy tajniacy (przedstawiciele państwa bądź co bądź z nami niezbyt sprzymierzonego – no chyba, że członkostwo Polski w NATO jest już tylko tytularne), że nic do powiedzenia nie miały tam nasze służby?

Tylekroć słyszę, żem: cham, dureń, prostak i niczego dla Polski nie zrobiłem, więc mordę mam mieć zamkniętą i nie pytać – bo pytam agresywnie, nienawistnie.

Jeśli w tym samym towarzystwie staram się jak najdłużej trzymać język za zębami, to fakt milczenia i tak nie chroni mnie przed atakami, towarzystwo bowiem i tak uznaje, że milczę prowokacyjnie, agresywnie i na pewno w duszy natrząsam się z Donalda Tuska i jego komilitonów.

Ostatnio byłem na działkowej imprezie u przyjaciela, dawnego działacza podziemia – opowiadaliśmy sobie o pogodzie, przyrodzie i sporcie, aż tu naraz zjawił się jeden ze zwolenników „sekty smoleńskiej, pancernej brzozy”.

Początkowo było spokojnie, przybysz ciągle jednak wiercił spojrzeniem, kręcił się nieswojo, zygał „smoleńskimi żarcikami” i coraz mocniej denerwował się nie słysząc reakcji na swoje nudne, w gruncie rzeczy,  przewidywalne do bólu, prowokacje.

Przybysz w przeszłości był wielkim admiratorem Tadeusza Mazowieckiego, teraz jednak uwielbia Lecha Wałęsę i broni jego czci z zapałem Michnika i Wujca razem wziętych (nosi jedynie mniejszy rozmiar kapelusza).

Kiedy jął wykrzykiwać, że Lecha Kaczyńskiego należy jak najszybciej usunąć z Wawelu, bowiem Wawel nie jest przeznaczony dla „takich ludzi” – spokojnie spytałem, kto w jego mniemaniu, zasługuje zatem na wawelską kryptę?

Zbulwersowany wyczuwanym w moim głosie sceptycyzmem, stwierdził, że: -  Kaczyński nie może przecież leżeć obok Piłsudskiego!

Sprowokowany (mea maxima culpa), nie oszczędziłem mu więc wywodu, udowadniającego, że nikt inny jak właśnie Lech Kaczyński, nie zasługuje tak wprost na miano piłsudczyka, zwłaszcza w odniesieniu do uprawianej przez poległego prezydenta polityki zagranicznej – miłośnik Mazowieckiego i Wałęsy zakrzyknął, żem kiep, prowokator i menda.

Tak to już bowiem w dzisiejszej Polsce się utarło, że ilekroć nasze logiczne i poparte zaczerpniętymi z historii przykładami, argumenty natrafią na żarliwców z krzewiącej się obok (na medialnym nawozie) sekty „rusorealistów”, natychmiast muszą być egzorcyzmowane zwyczajowym stekiem inwektyw zaprawionych kilkoma pogróżkami.

Te pogróżki stanowią pewne novum, dotychczas wystarczały inwektywy podsycane okładkami „Newsweeka”, „Wprost” czy „Przekroju” i językoznawstwem lejącym się z katedry ich magnificencji Durczoka, Mrozowskiego i Pochanke.

Gdyby mój interlokutor zwietrzył szansę wygranej w boju na pięści, to i pewnie do tego by się porwał. Skoro jednak nie zwietrzył, to poprzestał na rytualnym wgniataniu osoby rozmówcy w ziemię.

Przygoda na działce jest jedynie plastyczną ilustracją tego w jakim dialogu obecnie trwamy.

Jakiego porozumienia oczekują dewoty obecnej władzy.

Jeżeli, dla świętego spokoju, nie chcemy wyzbywać się własnego zdania i prostych umiejętności dodawania dwóch do dwóch, musimy nauczyć się jakoś z nimi egzystować.

Dlaczego? Trudno wyobrazić sobie bowiem, ze dokonamy takiej czystki naszego otoczenia, takiej selekcji znajomych, że nigdy, na żadnym weselu i komunii, nie natrafimy na wyznawcę religii „rusorealizmu”.

Wyobraźcie sobie na dodatek, ze może to być osoba z gruntu uczciwa, godna szacunku – mająca jednak ten feler, że lubiąca czuć się „inteligentem”, być po stronie „rozsądnej większości”, czy też po prostu zbyt namiętnie oglądająca tvn 24. Co wtedy?

Obrażać się? To jednak tak jakbyśmy fukali z oburzeniem na wybryki ludzi pozbawionych daru własnego sądzenia rzeczywistości. Pamiętajcie, że ludzi porządni też są poddawani praniu mózgów, pozaświadomościowemu warunkowaniu. Nie możemy traktować ich jak regularnych wariatów i nie drażnić z nadzieją, że... siostra w końcu zrobi zastrzyk.

Machinalne przytakiwanie też jest dla nich obraźliwe, nie są bowiem ani dziećmi, ani też osobami obłąkanymi.

No dobrze, stwierdzicie – skoro ani normalna dyskusja nie ma, w ich przypadku, sensu, ani też ignorowanie ich obecności nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, to cóż czynić, gdy w naszym otoczeniu znajdzie się taki, zwolniony przez media z myślenia, „rusorealista”?

Odpowiedź nieco was rozczaruje...

Nie możemy uczynić nic więcej ponad uparte powtarzanie, że ziemia jest okrągła, noc następuje po dniu, a Bóg jest na niebie.

Bardziej subtelni mogą oczywiście w tym miejscu dodawać cytaty z Kanta.

Efekt będzie pewnie taki jak zawsze, ale czy na utrzymanie czystości rąk wymyślono inny sposób  niż mydlenie i polewanie wodą?

Witold Gadowski

 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook