Jedynie prawda jest ciekawa

Msza w Ankawa

04.04.2015

Polska rzadko pojawia się w serwisach światowych agencji, mówiąc szczerze nie ma jej tam wcale. Dobrze to czy źle?

Kompleksy naszych „przywódców”, ich nieustanne nadymanie się, wielkobrzmiące pustosłowie, to wszystko skutecznie przysłania nam obraz współczesnego świata.

 Nasze media są kurnikowe, czas wypełniają w nich śmieszne spory, które nie tylko, ze nie wiodą do żadnych realnych działań, to jeszcze brzmią jak przechwałki Stefka Burczymuchy, których nikt nawet nie słyszy.

Czy jednak chcielibyśmy, aby Polska stała się tematem headline wielkich agencji?

Czy chcielibyśmy gościć na światowych łamach tak jak Ukraina, Jemen, Irak, Kenia czy Syria?!

Może z tą cisza jest nam po prostu lepiej, bezpieczniej. Być może myślenie „moja chata z kraja” wcale nie jest takie złe…

Złudne to i śmieszne.

Każdy z nas może stawiać czoła złu. Każdy może zmieniać świat. Bierne oczekiwanie sprawi jedynie, że gdy walec globalnej zawieruchy wtoczy się na polskie ziemie nikt nie tylko nie będzie gotowy, aby skutecznie działać,  podzielimy los tych, którzy teraz wydają się nam tak egzotycznie odlegli.

Smutek kurdyjskich uchodźców, śmierć chrześcijan w Indiach, w Afryce – to nie papierowe opowieści, od których możemy ze spokojem odwracać głowę.

Żyję już dostatecznie długo, aby pamiętać twarze Bośniaków, Serbów, Albańczyków przepędzanych z miejsca na miejsce…spotykam ich teraz, takich samych: zabiedzonych, bezradnych, poniżonych.

Nie ma znaczenia, że teraz są to chrześcijanie, jazydzi, muzułmanie, że mają bardziej śniade niż tamci twarze. To ciągle ci sami ludzie. Oni płacą największą cenę za globalne rozgrywki drani i milczenie dobrych ludzi.

Wygnanie zawsze pachnie tak samo – słodkawych smrodem rozkładających się resztek żywności, potem i brudem wycieńczonych ludzi. Przez chwilę oddycham ich powietrzem, przesyconym strachem, niepewnością, brakiem wiary w jutro.

Obozy w kurdyjskiej Baharce, setki rodzin stłoczonych w niedokończonym centrum handlowym „Ankawa Mall” w Erbilu, gdzie litościwy właściciel pozwolił urządzić pozbawione intymności, ciemne, wstydliwie zatłoczone, pokoiki.

Łatwo jest się wzruszyć ich losem, łatwo pocieszać i serwować gesty serdeczności. Tym łatwiej, gdy ma się świadomość, że jest się tu tylko przybyszem, że za kilka dni samolot przeniesie mnie w inną rzeczywistość.

To wstrętne uczucie wstydu, wstydu za siebie – człowieka zachodniej cywilizacji, który tu może zrobić kilka zdjęć, dobry materiał dziennikarski i…odfrunąć.

Ta bezsilność ma w sobie dość podły smak, mogę albo histerycznie wykrzykiwać o ludzkim cierpieniu – którego przecież nigdy nie zrozumiem dopóki sam go nie doświadczę, albo też stroić się w szaty Katona, który będzie łajał cały świat za głupią ciszę, jaka zawsze panuje wokół tych co cierpią.

Mogę też usiąść – dziś w Wielką Sobotę – i po prostu pomodlić się do Tego, który uświęcił cierpienie, który nadał godność poniżeniu, który…

Nie jestem księdzem, nie będę moralizował. Po prostu czuje, że Święta Wielkiej Nocy spędzone w Iraku, wśród pozbawionych domu ludzi, którzy ciężko idą na wielką mszę, dźwigając swoje krzyże, są najintensywniejsze od lat.

Już się nie przypatruje, nie szukam metafor. Po prostu klękam wraz z nimi i modle się do Tego, który cierpiał i zwyciężył.

Mam wrażenie, że ta wielka modlitwa uchodźców jest dziś szczególnie słuchana.

W końcu uświadamiam sobie, że sam jestem uchodźcą, bo każdy z nas nim jest…uchodzimy przed szarością powtarzających się chwil, przed złem w uczynkach innych ludzi, przed draństwem polityków. Uchodzimy przed samymi sobą.

Teraz, choć na moment, na chwilę, my tez jesteśmy uchodźcami, którzy z drżeniem czekają na Jego Zmartwychwstanie.

Panie chroń nas od strachliwego egoizmu, od zamknięcia uszu na głosy tych, którzy proszą. Panie chroń nas od troski o swój koniec nosa, Panie zbaw nas od małości i lęku.

Każdy z nas może zrobić wszystko…

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook