Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Majchrowski – studium komuszej logiki

01.11.2014

Jacek Majchrowski – komuch sprawujący w Krakowie urząd prezydenta – jest jak guma do żucia, jak by go nie nadepnąć, taki przybierze kształt.

Wygląda tak jakby nie był w stanie, jednocześnie, chodzić i żuć gumę, to jednak jedynie pozory.

Ostatnio ogłosił, że blisko mu jest do PiS, bowiem partia ta ma – jego zdaniem – lewicowy program, a on cały jest przecież złożony z lewicowości i sprawiedliwości społecznej.

Dziadyga jest najbogatszym prezydentem miasta w Polsce, ale przecież jaki on lewicowy, jaki współczujący, jaki postępowy, a jednocześnie jaki z niego patriarcha. No całkiem starzec z Macondo. Czasem przychodzi mi nawet do głowy, że nasz Pan daje mu długie lata powodzenia, aby wreszcie wykrzesać z niego krztynę i prawdomówności.

Nie zajmowałbym się tą figurą, bo to tylko produkty słabości naszego życia politycznego, nie zajmowałbym się gdyby nie fakt, że w Trzeciej Rzeczpospolitej, takie Majchrowskie, takie komuchy, które dla kariery zapisywały się do PZPR, a w wychodkach odważnie kontestowali jej ideologię, to dziś nieomal jedyni wygrani w loterii jaką zaproponowała nam „nowa Polska”.

Takie mamy elity, takich ludzi sukcesu. Majchrowski jest tego zjawiska symbolem. To taki surfer ślizgający się po wzbierających falach gnoju Trzeciej RP. Nie liczcie na to, że można go złapać za rękę, że zatonie we własnych nieczystościach. To idealny nikt, obdarzony lisim instynktem kunktator i karierowicz, który otoczył się gronem podobnych sobie nihilistów, najczęściej z peerelowskimi legitymacjami w kieszeniach.

Peerelowska gerontokracja rządzi dziś w Krakowie.  Jedyną szansą na zmianę takiego stanu rzeczy, jest doprowadzenie do jego przegranej w nadchodzących wyborach.  

Dziś, jako realna alternatywa i poważny konkurent dla systemu komucha Majchrowskiego, liczy się jedynie bezpartyjny kandydat, poparty przez  PiS, Marek Lasota. Oczywiście Lasota ma fatalną kampanię wyborczą, a w szeregach PiS niewielu obchodzi jego wygrana, w lokalnych układach liczą się wszak jedynie indywidualne kariery.

O sposobie prowadzenia kampanii wyborczej przez PiS w Krakowie napiszę jeszcze odrębny, analityczny tekst. Dziś jednak Kraków jest sprawą ważniejszą ni przepychanki wśród prowincjonalnej, partyjnej, tłuszczy, która nominalnie powinna kandydata Lasotę wspierać.

Paradoksalnie, to nawet dobrze, ze Lasota nie posiada realnego partyjnego wsparcia, w starciu z PZPR – owskim Majchrowskim wypada bowiem nader korzystnie. Jest prawdziwie apartyjny i w istocie może stać się bardzo pożyteczny dla Krakowa i jego spraw.
Nie ukrywam, że życzę mu jak najlepiej, choć doceniam skalę przykrości, jakie stwarzają mu jego „sojusznicy”.
Wracając jednak do komucha Majchrowskiego, to ten ostatnio wymyślił rzecz przekraczającą już normalne wyobrażenia o zachowaniu się przy stole.

W poczuciu absolutnej bezkarności dosięga już wyżyny, na których może się spotkać jedynie z duchem pułkownika Muammara Kadafiego, jakimś Nazarbajewem, albo innym – prawdziwie ruskim – oligarchą.

Oto wymyślił sobie, że za pieniądze publiczne (a więc i moje) pozwie mnie do sądu, za to, że ja śmiałem złożyć przeciwko niemu doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zarzucam mu, że roztrwonił moje (obywatela) pieniądze przygotowując niedorzeczny projekt zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie, no to on – za moje pieniądze – szykuje mi pozew. Nie za swoje – jak nakazywałoby elementarne poczucie przyzwoitości – ale za publiczne. Swoich pieniędzy, to Majchrowski wydawać nie lubi, on lubi je gromadzić.

Zatem teraz karkołomnie i przy użyciu niejakiej wiceprezydent Magdaleny Sroki (nomen omen) będzie usiłował udowodnić, ze gmina Kraków poniosła ogromne straty z powodu….(?)…tego, że ja złożyłem do prokuratury doniesienie, działając w stanie wyższej konieczności społecznej i  w obronie gminnych pieniędzy!

Gmina nie poniosła strat z tytułu trwonienia publicznego grosza na olimpijskie fantasmagorie, gmina poniosła straty z powodu tego, ze ja śmiałem to publicznie zauważyć.

Rozumiecie już komuszą logikę?

Nieważne czy ma się rację, nieistotne czy wypada, ważne by zastraszyć, zaszczuć.

Nic z tego jednak miły komuszku, Gadowski śmieje ci się w nos i nie ustąpi, nawet na krok. Do końca!

Gadowski bowiem, od różnieniu od ciebie komuchu, jest człowiekiem wolnym.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook