Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Lutek” - stalker baronessy

23.04.2012

Uważam pannę Tusk Katarzynę za jabłko, które niedaleko padło od jabłoni, zatem nie interesują mnie jej blogi, minki, szminki i korale.

Ogólnie nie gustuję w blondynkach o wolim spojrzeniu. Kiedy jednak okazało się, że panna Tusk padła ofiarą poważnego przestępstwa, że nieznany jej z oblicza absztyfikant gnębił ją enemesowo i słownie za pomocą telefonu, zagrała we mnie niezdrowa żyłka sensacjonisty.

Czasem sprawia, żyłka owa, że przystaję gdy dwóch facetów na ulicy leje się po pyskach i z ciekawością im sekunduje. Nie ma co ukrywać, jak każdy chuligan mam swoje wady.

Wada nałogowego sekundanctwa, które czasem przeradzało się niestety w uczestnictwo, ona też  niestety sprawiła, ze zajrzałem na kilka plotkarskich portalików, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tarapatów kaszubskiej baronessy. Okazało się, że nieznany (jak już zaznaczyłem) pannie Tusk Łukasz P. wycyganił numer jej telefonu  i począł posyłać jej zagadkowe esemesy, ponoć nawet ośmielił się wydzwaniać do jej Torebkowej Wysokości.

Na nogi poderwano wszystkie trzeźwe służby nadwislańskiego kraju, zmobilizowano starych weteranów ORMO, a wszystko po to, aby życie baronessy uczynić na powrót sielankowym i słodkim jak sens przemówień jej Wielebnego Tatusia.

Sprawa okazała się jednak niełatwa, ba - w sposób perfidny i czarnosecinny skomplikowana.

Oto bowiem Łukasz P. okazał się być wcale niemłodym już synem Bardzo Znanego Taty i Mamy. Bardzo Znanych i Cenionych przez Jego Wielebność Premiera Państwa P., którzy czemu jak czemu, ale władzy obecnej żadnego despektu nie chcieliby sprawić.

Na dodatek okazało się także, że Łukasz P., dla znajomych „Lutek”, wycyganił numer prywatnego telefonu Katarzyny Tusk od pani W. dziennikarki pisma „Gala”, która z niczego nieświadoma Kasią lub jej matulą (nie pamiętam dokładnie)  Premierówną lub Premierową, podróżowała sobie do Paryża i tam syciła się europejskim oddechem świata, do którego Umęczony Małżonek usiłuje przytargać na swoich wątłych barkach Polskę.

Mąż pani W., tez pisuje do gazet, i tez słusznie, politycznie i poprawnie formułuje swoje sądy.

A tu masz! Cały wysiłek na nic. Podstępny „Lutek” wykradł im tajny telefon Kasi Tusk i rozpoczął stalking. A właściwie nie rozpoczął, bo właśnie prokuratura orzekła (a jakże prokuratory w te pędy poleciały prześladowcę tropić i osaczać), że „Lutek” nawet na rasowego stalkera się nie nadaje, bo przeszkadzał pannie Tusk zbyt krótko i zbyt mało intensywnie.

Nie przejawiał też zbyt wielkiej namiętności i upodobania ku wdziękom młodej Tuskówny, zajmował się natomiast czymś co prokuratorzy, pomimo całego oddania do Pana Premiera i jego progenitury, w żaden sposób nie są w stanie prawnie zakwalifikować.

„Lutek” wydzwaniał do panny Tusk pytając ją czy zna generała Amona....Uuuuu, teraz to pewnie głębiej umościcie się w fotelach i zakrzykniecie:  - grubo Gadowski, grubo jedziesz!.

Nic podobnego, na wstępie już przecież zaznaczałem, ze w plotki się jeno bawię i plotki podczytuję.

Znam „Lutka”, to fakt (tym razem prokuratory maścilos postawiły uszy), kiedyś nawet byłem uczestnikiem zorganizowanego przez „Lutka” happeningu pod hasłem: „Lutek przygotował referat o przejęciu władzy przez komunistów w Czechosłowacji”.

Po trzeciej godzinie zajmującego wykładu „Lutka” P. wymiękłem – a był dopiero przy sprawie pojawienia się Klementa Gottwalda w Pradze.

„Lutek” skończył kilka uczelni. Jest dyplomowanym lekarzem, psychologiem, bankowcem.

Opowiadał, że właśnie w czasie jego pracy w jednym z najpoważniejszych banków poznał oficera WSI, który udawał bankowca – rzecz w końcu ani niezwykła, ani rzadka – i tenże wsibankowiec opowiedział mu o działalności w Polsce generała KGB o nazwisku Amon.

Nikt, poza „Lutkiem”, o owym Amonie nie słyszał, niemniej „Lutek” przystąpił do tropienia tajemniczego generała i jego znajomych.

Prawdopodobnie promieniowanie kosmiczne, „Lutek” potrafi odbierać jego sygnały jak nikt inny, przekazało mu wieść, że znajomą złowrogiego Amona jest Katarzyna Tusk, a resztę już znacie.

Tak więc tajemnica stalkera, w końcu każda gwiazda powinna mieć porządnego stalkera, została rozwikłana.

Tylko trzeźwi śledczy (ostatnio podobno służby piją na umór, ciekawe czemu?) mieli problem z doprowadzeniem sprawy do końca.

Jak tu bowiem nękać Szacownego Kompozytora i Jego Nie Mniej Szacowną Małżonkę?

„Lutek” natomiast brylował w krakowskim Zaułku Świętego Tomasza opowiadając kolegom i przygodnym pijusom także, że jest najlepiej inwigilowaną i chronioną personą w Polsce. Za każdym razem wskazywał na tłumy tajniaków żłopiących wodę mineralną przy stolikach obok (cienkie te fundusze operacyjne ostatnio).

Śledczy byli strapieni, dostatecznie za skórę załazi im już „Lutek” co jakiś czas wzywając policję do posiadłości Państwa Kompozytorstwa po zarzutem uprawianego tam ponoć hurtowego handlu narkotykami.

Policja wyjeżdżała potem z dworku z podkulonymi ogonami, a „Lutek”, stojąc w oknie, knuł już następną finfę.

Rzecz pewnie skończy się jakoś polubownie. Prezydent, znany meloman i miłośnik kantat komponowanych na róg, przyzna Wielkiemu Tacie Kompozytorowi okolicznościowe odznaczenie państwowe, a Wielki Tata skomponuje kantatę na dzwonki ku czci najbardziej rozpromienionego Prezydenta RP i jego druha serdecznego Wielebnego Premiera Najjaśniejszej. Po czym wszyscy zgodnie napiją się reńskiego i w nastroju trzech kumpli, zapomną o sprawie.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook