Jedynie prawda jest ciekawa

Lato pachnące wojną

13.07.2014

Cristina, znajoma z Beer Shevy pokazywała mi na skype smugi rakiet lecących z Gazy. Miriam opowiada o nadciągającej wojnie. Czołgi, samoloty, bombardowania, krew. Giną Żydzi, w odwecie giną dziesiątki Palestyńczyków, kobiety, dzieci...

 W Iraku sunnicka armia Iraku i Lewantu al Baghdadiego podchodzi już pod stolice państwa, trwa rzeź, w Syrii masowo giną ludzie, żołnierze Putina weszli na Ukrainę, są trzy kilometry poza rosyjską granicą, w Macedonii Albańczycy zabili sześciu rybaków, policyjna obława i masowe protesty Albańczyków, pachnie wojną, którą ledwo udało się zatrzymać w 2001 roku.

 Wokół nas świat zaczyna gorzeć, a my spokojnie...mieszamy kawkę i przyglądamy się jak Janusz Korwin Mikke leje w twarz Michała Boniego. My rozważnie liczymy na jakie też wakacje stać nas w tym roku.

Mamy swoje problemy, buntujemy się przeciwko złej władzy – odnoszę jednak wrażenie, że coraz bardziej stajemy się tacy jak mieszkańcy Zachodniej Europy. Zapatrzeni jedynie we własne sprawy, egoistyczni, do cna zmaterializowani. Guzik nas obchodzi wojna, ta jak Francuzów i Brytyjczyków w 1939 roku.

Mamy swoje „ważniejsze” sprawy. To wszystko dzieje się gdzieś daleko, w nierealnie oddalonym świecie, z którego migawki leniwie oglądamy na ekranach naszych telewizorów, w przerwie między jednym a drugim meczem mistrzostw piłki kopanej.

Kiedy toczyły się wojny na Bałkanach wielu z moich przyjaciół angażowało się w akcje charytatywne, jeździliśmy tam, pomagaliśmy. Teraz jest inaczej – Ukrainie jeszcze ktoś tam pomaga, resztą nikt się nie interesuje.

Wierzcie mi, to nie jest zwykłe lato. Czuje, że nadchodzi zmiana. Oczywiście możecie powiedzieć, że na stare lata zaczynam fiksować i zapodawać wam tu jakieś profetyczne, egzaltowane bzdety.

Nie piszę tego wszystkiego, aby zepsuć wam urlopy. Właściwie przecież nie jestem lepszy, też gonię od pierwszego do pierwszego i mało rzeczy mnie porusza, ale kiedyś widziałem jak wygląda wojna. Wiem tylko tyle, że w czasie wojny nikt nie ma racji, a większość zachowuje się jak bydlaki lub spocone szczury.

Wojna nie destyluje szlachetności, tylko na filmach oglądamy sobie herosów, wzruszamy się wielkimi czynami.

Siedzę w słońcu i myślę o tym, że tam wszędzie ludzie też mają rodziny, też klecą swoją małą stabilizację i nagle zaczyna się coś czego nie pojmują, ale co przewraca mi cały świat do góry nogami.

Wyobraźmy sobie, że nagle przestają działać urządzenia, siada internet, sklepy ktoś pozamykał na głucho a zewsząd lecą pociski. To takie niemożliwe?

Nie przygotowałem żadnej efektownej puenty, po prostu głośno myślę i postanowiłem trochę was tymi myślami poszturchać.

Niewiele możemy w tym świecie zmienić, ale to co możemy...może warto właśnie teraz zacząć. Nasza polityka zagraniczna nie istnieje. Sikorski nie jest zdolny prezentować czegoś, czego nie ma w głowie. To taka tabula rasa – bardziej tabula dyzmasa – co na niej napiszą w Berlinie, albo w Moskwie, lubo w Waszyngtonie, to wygada tym swoim w miarę poprawnym angielskim. To człowiek, wobec którego sprawdza się powiedzenie, ze dobrze mówić językami obcymi, ale jeszcze lepiej mieć w nich coś do powiedzenia.

Sami, naszą polityką, ale i mentalnością, skazujemy się na bycie kelnerami silniejszych, na bycie taką zapyziałą (pod każdym względem) prowincją świata.

Jeśli gdzieś mamy szukać naszej, polskiej siły, to wyłącznie tu..nad Wisłą.

Tu możemy znaleźć nasz pomysł na świat wokół. Jeśli rację ma profesor Andrzej Nowak, to Polskość jest czymś zupełnie unikalnym, jest rodzajem wspólnoty etycznej, a skoro tak, to nasze obowiązki nie mogą dotyczyć jedynie tego co widać na naszych horyzoncie.

Polska to jakość, która powinna być widoczna w świecie, to coś co my możemy zaproponować innym. Nie jesteśmy militarną potęgą, ba – jako państwo – jesteśmy ciągle tworem mikrym i źle ostatnio ewoluującym, ale czy to oznacza, że jesteśmy zwolnieni z myślenia, zwolnieni z buntu, z troski o świat?

Siła nie bierze się z muskułów, siła bierze się z charakteru, z pewności drogi, z pomysłu na świat, który zakorzeniony jest w eschatologii.

To żaden patos, chcę po prostu, aby – korzystając z chwili urlopu – powstały w nas pomysły, z którymi wrócimy do pracy. Nie jesteśmy jedynie małym narodem w środkowej Europie.

Jesteśmy ludźmi i jako tacy – w tym samym stopniu co Amerykanie i Żydzi – dźwigamy na barkach cały świat.

Mesjanistyczne to wszystko, ale przecież już nasi wielcy romantycy mówili o tym, że polskość nie może zarastać błona podłości.

Nasz świat, nasze obowiązki. Żadna śmierć nie może być nam obojętna i ta w Palestynie i ta w Tel Avivie i ta w Doniecku i ta w biednych dzielnicach Bagdadu.

Tusk nie zwolnił nas z bycia Polakami w najlepszym sensie tego pojęcia.

Witold Gadowski


Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook