Jedynie prawda jest ciekawa

Kubeł na śmieci, a w nim Edward Gierek

07.01.2013

Czy zdrajcom, mordercom i kryminalistom należą się nazwy ulic i placów? Ktoś powie, że to idiotyczne pytanie. No bo jak czcić renegatów, zboczeńców i zwyrodnialców?

Gdyby w dzisiejszych, powszechnie krytykowanych, Niemczech były place imienia Adolfa Hitlera, ulice Hessa, Goeringa i Goebbelsa, komentatorzy pękaliby w oburzenia, a pewnie i rozgrzane trybunały miałyby trochę do zrobienia.
Tymczasem w dzisiejszej Polsce można bezkarnie reklamować produkty używając wizerunku komunistycznego zbrodniarza – niejakiego Włodzimierza Uljanowa Lenina i nikogo nie porusza fakt, że najbardziej obrzydliwe – dla historii Polski niepodległej – postaci ciągle honorowane są, w różnych miejscach, swoimi ulicami i placami, a pomniki wdzięczności armii radzieckiej (nie poprawiać, małe litery oddają różnicę jaka dzieli bolszewicką dzicz od normalnych instytucji) w wielu miejscach stoją w bezpośrednim sąsiedztwie postumentów ku czci Jana Pawła II.
Nikt nie potrafi wyjaśnić tajemnicy wiecznego trwania tych reliktów bolszewizmu z Polsce, trwałość owa ma jednak głęboki sens. Sprawia bowiem, że taki Leszek Miller – komunista, a obecnie udawany demokrata – ma czelność wystąpić z inicjatywą, aby rok 201 został poświęcony.. Edwardowi Gierkowi.
Tak, tak – rozbezczelniona komuna usiłuje wpierać teraz całemu narodowi, że PRL była takim sobie normalnym państwem, a jej dyktatorzy, używający zwyczajowego tytułu – Pierwszy Sekretarz PZPR (znaczący tyle co Capo di tutti capi), to tacy sami przywódcy państwa jak demokratycznie wybierani premierzy, prezydenci i kanclerze.
No, w tym ostatnim przypadku analogia wobec Adolfa Hitlera nasuwa się samoistnie.

Tak więc zastanawiam się dlaczego w Republice Federalnej, nikt dotąd nie wystąpił z inicjatywą, aby nad Renem rok 2013 ogłosić rokiem Adolfa Hitlera – wszak nikt tak skutecznie nie rozruszał tam produkcji przemysłowej i inwestycji w infrastrukturę. Hitler – było nie było – był też chyba większym miłośnikiem narodu niemieckiego niż Gierek polskiego. Fakt, że takie miłości zawsze mają krwawy finał, to już temat na zupełnie odrębną rozprawkę.

Gierek co prawda wpisał do konstytucji kierowniczą rolę partii bolszewickiej, urządzał robotnikom z Radomia ścieżki zdrowia, szczególnie zwalczał Kościół Katolicki i rozbudowywał wydział IV w SB, to jednak przecież dobrym paniskiem był, dbał o państwo, był „swój” - choć przybłąkał się z piątej – komunistycznej – kolumny francuskiej.

Czepiam się? Tak, no to spójrzcie choćby na sławne z solidarnościowych strajków i tzw „porozumień z władzą” Jastrzębie.
Nieprzerwanie, od czasów komuny, funkcjonują tam ulice takich zbrodniarzy jak: Świerczewski, Finder, Sawicka i Wieczorek, odnaleźć tam można – wyprodukowane już przez odnowiony samorząd – tabliczki z nazwą” „ Ulica Komuny Paryskiej”.
Prezydent Jastrzębia mieszka na najdłuższej w mieście ulicy – imienia generała Świerczewskiego.
Miasto obchodzi w tym roku jubileusz pięćdziesięciolecia, włada nim koalicja, w której znaczący udział ma Prawo i Sprawiedliwość i co?! Nic. Miejscowy PiS potulnie akceptuje skomunizowanie Jastrzębia po wieki wieków amen.

Polska od góry do dołu upstrzona jest komunistycznymi pozostałościami i z roku na rok coraz trudniej je usuwać, coraz trudniej Polskę deratyzować, bo coraz większy i coraz bezczelniejszy staje się opór postubeckiej „elity”. Oni przecież też chcą mieć gdzie składać kwiaty i do czego się przyznawać, a taki Daszyński ciągle internacjonalistycznych towarzyszy kłuje w ząbki.

Warto jednak zdać sobie sprawę z faktu, że walka z komunistyczna symboliką, to także walka o pamięć, o wychowanie nowych pokoleń.

Pamiętam jak krakowska rada miasta hamletyzowała w sprawie żeliwnej tablicy ku czci Gwardii Ludowej, która paskudziła ulicę Bracką w Krakowie. Wziąłem tedy szlifierkę kątową i w biały dzień wyrżnąłem to badziewie z zabytkowego muru, zniszczyłem tak, aby nikomu nie przyszło do głowy tego odtworzyć.
Wtedy komuchy siedziały cicho jak mysz pod miotłą – był jednak rok 1990.

Teraz pewnie stanąłbym przed sądem, za zniszczenie zabytku, miejsca pamięci lub tez mienia wielkiej wartości. Warto jednak było rozwalić tą tablicę, bo do dziś nikomu nie przyszło do głowy, aby ją na Brackiej na powrót umieścić.

Szkoda, że w Jastrzębiu nikomu nie przyszło wtedy do głowy, aby to raz na zawsze skończyć i wyrzucić Finderów, Świerczewskich i Sawickie na śmietnik, tam gdzie w uczciwym kraju jest ich naturalne miejsce – w kuble z odchodami komuny, obok pamięci po Edwardzie Gierku.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook