Jedynie prawda jest ciekawa

Kto kogo wybrał i dlaczego....

24.11.2014

No to wiele się już wyjaśniło. Pojąłem po co był ten tydzień, w czasie którego ucierały się wyniki wyborów samorządowych. Wiem także o co w tym wszystkim chodziło.

Jeśli chcecie także wejść do grona wtajemniczonych wystarczy, że spełnicie jeden warunek: przeczytacie ten felieton.

Oto przez tydzień Państwowa Komisja Wyborcza liczyła głosy, czyniła to za pomocą „systemu”, a potem już na piechotę.

Co kilka godzin podawane były opinii publicznej coraz to nowe, coraz bardziej kosmiczne, wyniki. Wszystko to sprawiało wrażenie absolutnego chaosu i niekontrolowanego upadku.

Nic jednak bardziej błędnego. Tym wszystkim kierowała pewna, nader pragmatyczna i skuteczna strategia..

Aliści medialny wrzask i robienie szanownej publiczności kisielu z mózgu za pomocą Moniki Olejnik i innych medialnych dojarek, było nieodzowne i konieczne.

Nawiasem mówiąc pułkownikównie Olejnik, wykwalifikowanej dojarce, po studiach zootechnicznych, przyznaję zasłużony tytuł dziekana korpusu „dziennikarskiego” i godność Królowej Lewatywy, nikt bowiem tak dzielnie nie zasłaniał piersią i godnościom osobistom „honoru” pana prezydenta, największego lewatywownika RP – Komorowskiego Bronisława.

Lewatywa to specjalność, która pleni się ostatnio na salonach Trzeciej RP i rezultaty, zwłaszcza intelektualne, daje takie jak widać na przykładach panów Stuhra Jerzego i Kowalewskiego Krzysztofa.

Obaj dysponują głębia intelektualną i płynącymi z niej przekazami tak wyrafinowanymi jak dylemat czy myć ręce, czy też myć nogi.

Obaj zresztą wyglądają jakby od dawna nie czynili ani jednego, ani drugiego.

Wróćmy jednak do wyborów.

Tydzień był tym razem potrzebny do tego, aby oswoić obywateli z faktem, ze ostateczne wyniki nie będą miały nic wspólnego z pierwszym sondażem, opublikowanym zaraz po głosowaniu.

Testowano sprytnie ile też może dawnemu ZSL – owi przyróść i na ile można okraść z wyniku stronnictwo PiS.

Przemyślnie podawano najpierw, że niemal cała Polska stała się zielona, czyli czerwone cwaniaki spod znaku przemalowanego ZSL – u wygrały wszędzie. W Świętokrzyskim dostali nawet połowę wszystkich oddanych w wyborach głosów.

Potem badano jak mocne będą protesty i pod wpływem społecznego sprzeciwu 'korygowano” sukces zielonej tłuszczy.

W końcu stanęło na tym, ze wynik wzrósł im o 6 procent wobec wyników sondażu. Wzrósł oczywiście kosztem PiS, któremu prawie tyle spadło. A w ogóle, to, jak zwykle wygrało PO. Rozumiecie?

To jak z pobożnym Żydem, który uskarżał się rabinowi na ciasnotę w jakiej mieszka jego rodzina. Rabin poradził mu natychmiast nabyć kozę. Wtedy wierny Żyd jęknął, że teraz już nie ma jak się poruszać po jego mikroskopijnym mieszkanku. - To teraz sprzedaj kozę – poradził rabin. Biedny Żyd natychmiat odczuł poprawę i przestał się skarżyć.

Z zielonej Polski pozostało 23 procent, koza została wyprowadzona. Ludzie poczuli ulgę.

Tak więc miniony tydzień i teatrzyk niesprawnej PKW potrzebny był ku temu, aby przetestować jaki też wynik wyborów polskie społeczeństwo jest w stanie przełknąć. Czy więc było to wyborcze fałszerstwo? Ależ skąd!

Był to po prostu sondaż badający jaki wynik pomieści się społeczeństwu w głowie. Taki nowy rodzaj demokracji, demokracja testowana.

Po co to wszystko było?

Wszak przecież taka szopka to i koszty niebagatelne i wysiłek niemały i strata czasu.

Odpowiedź jest najbanalniejsza z możliwych. Wszystko musi się po prostu opłacać. Inwestycja musi nosić znamiona sporej stopy zwrotu.

Tu idzie o tzw „nową perspektywę finansową Unii Europejskiej”. Mówiąc bardziej po ludzku, od stycznia zacznie obowiązywać nowy budżet w UE. Do Polski zacznie spływać ostatnia transza wielkich dotacji. Tym razem pieniądze pójdą bezpośrednio do sejmików wojewódzkich. Rozumiecie teraz?

To właśnie sejmiki będą decydować na co przyznać, a na co nie przyznać miliony euro, które płynąć będą z UE.

To ostatni wielki skok na kasę. Sitwa nie mogła wypuścić ze swoich rąk ani jednego sejmiku. Skoro już nie dało się wydrukować ogromnego sukcesu PO, to trzeba było podciągnąć wyniki wiejskiej hołoty z PSL, tak aby wszystko pozostało po staremu i aby ta sama klika, do tych samych rąk, przepuszczała strumień unijnych pieniędzy.

A co do nieszczęsnej firmy z Łodzi, która budowała system informatyczny dla PKW, to przypadkowo oczywiście wiceszef Agencji Wywiadu, także pochodzi z Łodzi. Ptaszek wie sporo o kulisach tego przetargu.

Proste to wszystko? A jakże ...i co najważniejsze możliwe. Howgh.

Witold Gadowski


Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook