Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kryminogenny felieton pełen cytatów i nienawiści

16.05.2012

„Świat nie jest piłką futbolową. Świat się podbija głową! Głową! Głową!...” - mawiał nieodżałowany Antoni Słonimski.

Nieodżałowany, bowiem pozostał po nim jego niezbyt zdolny asystent, którego nie zdołał wyszarpać za uszy, pozostał i zwietrzywszy, że mistrza nie ma już na tym padole, dokazuje z właściwym sobie słuszniackim brakiem polotu i wdzięku.

Gdybyż Adam Michnik miał w sobie tyle czaru „co siarki na zapałce” (ukradzione z czasów gdy polska literatura potrafiła cokolwiek wyrażać) upijałby młodzież swoimi konceptami, uwodził lekką myślą, metaforą brzemienną a nie nahajem codziennej gazety, knucikami wysługujących mu się ekspertów i sądowymi procesami.

Adam Michnik bowiem tyle ma z poezją, że od czasu do czasu sądzi poetę większego, od swoich o poezji wyobrażeń.

Wygrywa w sądzie z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem i nie dba o to, że w tej samej chwili, chwili ziemskiego tryumfu jego nieszczęsny mistrz posyła mu z zaświatów morderczą frazę:

„Są tacy, którzy mówią 'poprzedni felieton był lepszy”, albo konstatują, że ktoś się już skończył. Tak o mnie napisał niedawno ktoś, kto nie skończył się z prostej przyczyny, że się jeszcze nie zaczął”.

Adam Michnik żyje jednak tym życiem i groźne miny mistrza z zaświatów wcale go nie przejmują. On jest wielki, bo cierpiał, a cierpiał, bo jest wielki. On pisze – i sam fakt pisania, nawiasem mówiąc ostatnio na poziomie zeszytów maturalnych, sakralizuje go i uświęca.

Adam Michnik jest wielki przez sam fakt, że jest.

Adamowi Michnikowi wypada, tak jak dawnemu partyjnemu czynownikowi, który szczać mógł wszędzie...bo mógł. Stąd też Adam Michnik przychodzi do prezydenta RP jak do obory, w plastikowych człapach i brudnych spodniach.

Adam Michnik naucza, ze swojej katedry, do której zbliżać mogą się jedynie krajowe pieszczoszki i indywidua w rodzaju ryżego Daniela Cohn Bendita, miłośnika małych dziewczynek.

Poezją jest to, co Adam Michnik uświęci swa uwagą i przychylnym grymasem, literaturą zaś mogą mienić się tylko te utwory, które występują ze słusznych pozycji, odważnie krytykują zacofanie nadwiślańskiego ludku i prężnie wspierają spółkowanie wszystkich ze wszystkimi.

Dziś nawet Bernanos byłby przez Adama Michnika uznany za grafomana i zapędzony na salę sądową za frazy typu|:

„Nie ma połowicznych prawd” - wszak już z tej linijki wieje nietolerancją i agresywnym nazizmem logiki.

„Kościół potrzebuje świętych, a nie reformatorów”.

„Na przyszłość nie patrzy się jak krowa patrzy na przejeżdżający pociąg, przyszłość jest naszym zadaniem”.

Taki Bernanos poszedłby u nas z torbami,

Adam Michnik pokazałby mu w sądzie gdzie raki, a raczej katole, zimują.

Bernanosa lubił kiedyś Andrzej Wielowieyski i nawet usiłował zarazić tą sympatią Tadeusza Mazowieckiego, na szczęście Wielki Literat, Wyrocznia Karpat Niższych interweniował w porę i odciął Pana Tadeusza od niestosownej lektury, z czasem sam Wielowieyski zrozumiał swoje wypaczenia i wykształcił córkę na wspaniała piewczynię strof Mistrza Adama Współczesnego.

Słonimski wypiąłby się pewnie na tą menażerię i napisał coś w stylu:

„Zawsze w takich sytuacjach winni są Żydzi, cykliści, ale najczęściej literatura. Czytając ten artykuł miałem od razu wrażenie, że nie orzeł to pisał ale reszka” - uuu jakież to znane!

Dzisiejsi ynteligo święcie wierzą, że to cytat z Ich Wielkiego Przewodnika Adama, a tu taki psikus – nie dość, że ukradł to pryncypałowi, to jeszcze niedokładnie cytuje i w wymowie wykrzywił.

Po co piszę te wszystkie kąśliwe i agresywne uwagi?

Dla prostej obserwacji jeno, prostego stwierdzenia, że każda epoka Polaków ma swojego Wieszcza Adama i nie każdy katolik, lub katolikiem się mieniący ma w sercu choćby Bernanosa, a patrząc na dzisiejsze zgliszcza wydawnictwa „Znak” rzec by się chciało: - każdy ma takiego Bernanosa na jakiego zasłużył – dla nich Bernanos przybrał postać pana Grossa i pani Manueli Gretkowskiej.

Jakaś postępacka zołza może oczywiście aksamitnym trelem Kazimiery w Środę prychnąć, co ja tu z zakurzonym Bernanosem, ateistą i Żydem Słonimskim i Żydem Mickiewiczem wyjeżdżam?

I muszę to zrozumieć – oni mają bowiem jednego Mistrza, Nieomylność i Pytię najdoskonalej wcieloną, która gdy trzeba jest Żydem, gdy okoliczności skłaniają Internacjonalnym Polakiem a innymi okolicznościami święcie oburzoną i do żywości dotkniętą Świętością świecką.

W okolicach ulicy Czerskiej w Warszawie i w miejscach snobujących się na jej bezpośrednie sąsiedztwo, działa mężczyzna, który za jednym ogłosił się emanacją „Solidarności”, Europy i Volterem nowej Polski... a ja ciągle mam takie powtarzające się wrażenie, skojarzenie niewdzięczne, że z jego niezbyt dopranych portek nieprzerwanie snuje się rasputinowska słoma.

Nowa Warszawa nurza się w iluzjach nowego świata.

Nowa ynteligensją pije wodę z Wisły cmokając jakby syciła się źródlaną świeżością.

Witold Gadowski

 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook