Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kopacz istnieje realnie... Niestety

14.12.2014

Wybaczcie, ale dziś będzie mocno emocjonalnie, na dodatek z licznymi odwołaniami do przyprószonej patyną czasu literatury. Będzie też niegrzecznie wobec kobiety. Poczytajcie jednak i może wybaczycie mi ten ewidentny brak manier, oczytania i szacunku wobec postaci publicznych.

Jakaś Kopacz zostaje premierem mojego kraju. Myślę sobie: rządziły tu już takie kreatury jak Bierut czy Gomułka, więc i Kopacz się zmieści. Czym bowiem taka była ZSL-ówa i pupilka prowincjonalnego sekretarza PZPR różni się od jakiegoś Wincentego Kraśko, Edwarda Babiucha,  albo Waldemara Świrgonia? 

Właściwie niczym, taka sama – gminna – maniera, takie same przaśne, ubogie słownictwo, taki sam kurzy móżdżek. I taki sam esprit, który na myśl przywodzi mi postać kawalera Pochronia z „Dziejów Grzechu” Żeromskiego. Taki sam też tępy, folwarczny pęd do pieniędzy i kariery.

To, że taka Kopacz zostaje premierem świadczy jedynie o stanie państwa i fatalnej, acz wstydliwej, chorobie, która toczy jego samozwańcze „elity”. Tam już nie ma nawet przeciętnie inteligentnych kolaborantów. Inna rzecz, ze coraz bardziej wstyd jest się z nimi pokazywać, odbierać od nich jakieś nagrody, czy nawet gdzieś publicznie wystąpić, gdy takie coś się zjawi.

Rozpłatali nam Polskę – z przeciwnej strony mamy gromady prymitywnych lizusów, korporacyjnych szczurów, których aspiracje zaspokaja bycie „po linii i na bazie” oraz spłacanie kredytów i wywyższanie się przed krewnymi „karierą w mieście”. 
Pospólstwo i czerń istniały jednak zawsze i zawsze też korzystały z nich reżimy, które usiłowały Polakom odebrać wolność. Jest ich wielu. Aktorzy, artyści i wszelakiego płazu sprostytuowani myśliciele gotowi są zjadać własne języki byle tylko nie spojrzeć na „zjawisko Kopacz” w jego właściwych proporcjach.

Osoba z folwarku wiele musi uczynić, aby nabrać nieco poloru i ogłady, a Kopacz wcale nawet tego nie chce. Ona już taka jaka teraz jest została kanonizowana przez „GW” i tefauen.  Chamy z telewizyjnych studiów odnalazły właściwa sobie idolkę. 

Kopacz nie dorasta nawet do szyku i swoistego uroczku, jaki roztaczał wokół siebie Nikodem Dyzma. Bohater, przemyślany przez Dołęgę – Mostowicza jako klasyczny cham i prostak, wdrapujący się na „urzędy” ma jednak w sobie cechy, jakich próżno by się doszukiwać w Kopacz.

On jednak cichcem czegoś się uczy, chce jakoś zadrobić swoje cywilizacyjne zaległości.  Kopacz ze swojej intelektualnej indolencji i braku kindersztuby czyni natomiast atut!

Nieszczęsny Dołęga, nawet krojąc postać chama, nie mógł sobie wyobrazić, że może to być taki cham w swojej naturalnej postaci, takie bydle soute.  Nie przyszło mu do głowy, że właśnie prezentacja braku okrzesania i kindersztuby może stać się synonimem stylu i przynależności do elity.   Dołęga jednak nie doświadczył półwiecza rządów kałmuków nad Wisłą, półwiecza słomy wylatującej z butów jak ze snopowiązałki, półwiecza smarkania w palce i wycierania cholew o spodnie. 

To półwiecze „realnego socjalizmu” nad Wisłą zostawiło nas tak skotłowanych, pomieszanych i wyzutych z dobrego tonu, że dziś Dyzma w spódnicy jest spełnieniem najgorszych snów przedwojennych krytyków sanacji. 

Jest koszmarem w postaci czystej. I wcale nie odnoszę się tu do jej powierzchowności, bo tej nikt sobie nie wybiera.  Jej „duchowość”, jej „styl”, jej tępa, zupełnie nieświadoma siebie, folwarczność sprawiają, że Polak wstydzi się za swój kraj, wstydzi się, ze ktoś taki reprezentuje nas na zewnątrz. 

Nie jestem zresztą wcale pewien czy „pani premier” potrafi poprawnie jeść nożem i widelcem. 

To podobno kiedyś było największym zmartwieniem Helmutha Kohla w odniesieniu do początkującej Anieli Merkel. Pani Aniela jednak szybko te braki nadrobiła. Teraz uczy madame Kopacz stąpać po czerwonym dywanie.

Ktoś mi zarzuci, że nie mam za grosz taktu, że postponuje – było nie było – kobietę. 

Sam jestem tym zdruzgotany. Kiedy jednak kobieta wychodzi na ring i rozdaje mocne razy, trudno ciągle całować ją w dłonie i taktownie szurać nogą w ukłonie.

Nie mogę milczeć, gdy brak manier i chamstwo przedstawia się dziś jako urok wewnętrzny i „silną osobowość”. 

Niestety, osobie która intrygami i podstępem wdrapała się na fotel premiera RP nie przysługuje żadna taryfa ulgowa. Zresztą kobiecości w tej „damie” tyle co srebra na zapałce, albo patriotyzmu w PO. 

Kopacz jest dziś symbolem nowej elity, jest symbolem tego co rozlazło się po całej Polsce i sprawia, że z coraz większej ilości miejsc unosi się nieprzyjemny fetor.

Kopacz nie podpadła mi dlatego, że jest jaka jest, to w końcu jej (chyba nieświadomy i wrodzony, jak u folwarcznego pacholęcia) instynkt, który kieruje nią w drodze przez życie. 

Ja mam do Kopacz pretensję o to, że nie zauważa jak mało subtelną jest narysowana kreską, że nie zna swojego miejsca – gdzieś tam w kącie gospody.  Była zeteselówka odgrywa dziś rolę heroiny, męża stanu i polityka – to może wzbudzać rechot, ale pełen politowania uśmiech już dawno zamarł mi na ustach.  Kopacz bowiem, z właściwą jej stanowi i intelektualnemu pochodzeniu bezrefleksyjnością, rozpycha się, poucza, rozdaje fawory. Żałosne to i niewiele warte, jednak czyni to ktoś, kto uchodzi za premiera mojego kraju!

Kopacz posługuje się językiem Jerzego Urbana, ale przecież nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Klepie to, co przygotowali jej specjaliści.  Kopacz używa fałszywek z „Nie”, do tego aby zwalczać Jarosława Kaczyńskiego, ale przecież nawet nie widzi grubych nici jakimi to wszystko jest fastrygowane. Ona, jak tępy czynownik, będzie szła taką drogą do momentu, aż coś mocno klepnie ją w czoło.

Osobniki tej natury reagują tylko na bardzo pierwotne i ekstremalne bodźce.

Osoba Kopacz jest nieustannym obciachem i żywą promocją manier rodem z „Konopielki”.

Gdyby jednak była jedynie wytworem literackiego animuszu znanego twórcy, najwyżej wzruszyłbym ramionami uznając, że tym razem mistrzowi nie bardzo wyszło. 

To jednak dzieje się na jawie....

Najgorszą bowiem wadą madame Kopacz jest fakt, że ona istnieje realnie.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook