Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Koniec europejskiego Rzymu?

08.09.2015

Bogata Europa zostanie skolonizowana przez dziki, biedny świat. To już nie kwestia dziesięcioleci, to dzieje się teraz.

Fala uchodźców – dzikich, biednych ludzi z Południa narasta. Nie ma co kluczyć, nikt w Europie nie wie jak się w tej sytuacji zachować. Rozpaczliwe deklaracje kanclerz Merkel i Hollanda nic nie zmienią... nic. Powoli narasta panika. Nikt nie ma recepty na nową Wędrówkę Ludów.

W Polsce jeszcze jakiś czas politycy mogą chować głowę w piasek, udawać, że nowe czasy nas wcale nie dotyczą, może wszystko przejdzie bokiem, nie dotknie nas signum temporis, prześlizgniemy się przez brudne ucho historii.

Może tak, może nie, jednak poleganie na ślepym trafie, na nieodmiennej taktyce: jakoś tam będzie, obarczone jest pewnym ryzykiem.

Co bowiem się stanie gdy nagle rzeka uchodźców, miast na Macedonię, Austrię i Węgry, runie na nasze granice?

Wtedy wszelkie wykręcanie się od problemu, wszelkie poprawnościowe beblanie – uprawiane przez naszych polityków – stanie się warte tyle, co wszy na martwym psie.

Wędrówka bliskowschodnich uciekinierów, to dopiero pierwszy strumień, za nim płynie rzeka głodnego, uciemiężonego biedą świata. Niedługo ruszy Afryka.

Fizyczne prawo naczyń połączonych bezlitośnie zadziała w sferze społecznej. Bogata Europa zostanie skolonizowana przez dziki, biedny świat.

To już nie kwestia dziesięcioleci, to dzieje się teraz.

Czym broni się bezwolna, wypudrowana kokota – jaką stała się współczesna Europa?

Niczym, mamrota ciągle o multikulti, o nowych prawach etyki i próbuje zmieniać prawa logiki.

Fizyka, także fizyka społeczna, działa jednak niezależnie od politycznej poprawności i nowospołecznych zaklęć.

Fizyka nie jest poprawna...coś co ma spaść na głowę, spadnie, niezależnie od szamańskich rytuałów gender i homopolityki.

Grecki stoik Kleantes mawiał: „Los prowadzi chętnych, a wlecze opornych”.

Los właśnie napływa na stateczkach, krypach i pontonach z Południa, szturmuje macedońskie, węgierskie i austriackie granice. Dociera do imperium nażartych Boszów.

Los ma postać milionów biednych ludzi, ma dynamikę chmury szarańczy, która spustoszy i przenicuje wszystko, co spotka na drodze.

Czy mamy się bronić? Czy mamy prawo bronić naszego – w miarę spokojnego – świata przed nimi?

Papież Franciszek wzywa do solidarności z biedującymi. Oni jednak nie chcą naszych zasad, naszej religii. Są głodni, gnani nadzieją na poprawę losu. Oni nie chcą się przejmować naszą wrażliwością i kulturą.

Oczywiście nie musimy się tym przejmować, możemy nadal ekscytować się pojedynkami pani Kopacz z panią Szydło. Póki co, mogą to być dla nas najważniejsze sprawy. Jak długo jednak będziemy sami w tym swojskim bajorku?

Myślicie, że oni nas ominą?

Jeśli nawet, to przecież przerażona kanclerz Niemiec nie pozostawi nas w spokoju. Niedługo Niemcy zaczną nam wysyłać pierwsze kontyngenty uchodźców. Przy bezwolnej postawie obecnego rządu sprawa wydaje się być przesądzona.

Mamy milczeć zaszantażowani poprawnościową retoryką i pseudoetyczną koniecznością niesienia pomocy za wszelką cenę, bez żadnych warunków wstępnych? Jak jesteśmy przygotowani na spotkanie z kompletnie obcymi nam ludźmi, którzy nie mają nawet zamiaru przejmować się naszą duchowością i zasadami? Nie ma co uciekać przed pytaniem: jak powinniśmy się zachować wobec zalewającej Europę fali ludzi z innego świata?! I nie ma tu miejsca na pustosłowne deklaracje i nic nie wyjaśniające opowieści o konieczności bezwarunkowego spełniania postulatów humanizmu.

Odpowiem zatem najprościej jak potrafię. Nie powinniśmy – przynajmniej teraz – przyjmować uchodźców muzułmańskich. To murowane kłopoty i konflikt, który nieuchronnie wybuchnie. Pogrzebie to zatem – wśród Polaków – sama ideę solidarności z ofiarami bliskowchodniej wojny.

Po pierwszych starciach z kompletnie niedostosowanymi do naszych realiów życia muzułmanami, opór wobec pomocy dla uchodźców przemieni się w nieskrywaną wrogość.

Zatem, nawet z punktu widzenia osób o najbardziej politycznie poprawnych poglądach, przyjmowanie muzułmanów dziś jest najgorszą z możliwych opcji, na jakie możemy przystać.

Osobiście od dawna propaguję pomysł, który wydaje się być jedynym realistycznym wyjściem z tej sytuacji.

Przyjmujmy w pierwszej kolejności Polaków, którzy chcą powrócić do Polski z terenów byłych republik sowieckich. W drugim rzędzie otwórzmy się na bliskowchodnich chrześcijan.

Tak, religia ma tu kapitalne znaczenie!

Nie przejmujcie się zdaniem tych, którzy postanowili na uchodźcach zarobić i będą nam teraz – pod dyktando niemieckiej polityki – wmawiać, że religia uchodźców nie ma żadnego znaczenia...

Oni zgarną swoje honoraria i znikną.

Dziś muzułmanów przyjmować nie możemy, a jeśli jednak politycy przeforsują takie rozwiązanie, to niebawem dorobimy się problemów, jakie trapią dziś Paryż, Londyn, Brukselę czy Stockholm.

Będzie w Polsce rosła rzesza ludzi obcych kulturowo i religijnie, ludzi którzy nie mają najmniejszej ochoty integrować się z nami.

Problem z muzułmanami jest bowiem inny niż przedstawiają go poprawnościowe media.

To oni – muzułmanie – nie chcą się integrować z nikim. To właśnie z ich religijnej ksenofobii wynikają problemy, które powoli zamieniają dziś zachodnią Europę w jedną wielką – islamistyczną – bombę zegarową.

Niech ujadają na mnie wszystkie Żakowskie świata, widziałem islam z bliska, widziałem islam wojujący i ostrzegam.

Nie ulegajmy poprawnościowej histerii. Organizujmy już dziś sensowny program postawy Polski wobec narastającej wojny kultur, światów i wrażliwości.

Ci, którzy nie maja woli oporu, zginą jako pierwsi.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook