Jedynie prawda jest ciekawa

Kijowski idzie na audiencję...

30.03.2016

Trochę mi głupio, czuje się zawstydzony ździebko, gdy tak spoglądam na te wyścigi do ucałowania dłoni pani Obamowej i do krótkiej możliwości cyknięcia sobie kilku fotek w fotelu z jej mężem naprzeciw.

Przecież wiadomo, że z Obamą nic już nie da się załatwić. 

Prezydent USA przeżywa końcówkę swojej kadencji i niewiele – poza przyszłością własną – już go pewnie obchodzi. 

Nawet jednak w czasach, gdy coś go jeszcze obchodziło polscy politycy mogli u niego liczyć co najwyżej na protekcjonalne poklepanie po plecach. 

Nasz głos nie był przez niego słyszany, a jak nawet przyjechał do Warszawy, to naplótł coś o demokracji i równych szansach, tak jakby ktoś - w pośpiechu -  skorygował mu wcześniejszy tekst, który wygłosił w Burkina Faso.

Niestety to, jak się postępuje z Barackiem Husseinem Obamą pokazali ostatnio bracia Castro. 
Jeden – ten kiedyś ważniejszy – zrobił to pod koniec lat sześćdziesiątych.
 
Wyprorokował wtedy – i do dziś gdy sobie o tym pomyślę to prawdziwie petru latają mi po plecach – że do spotkania pomiędzy nim (Fidelem), a prezydentem USA w Hawanie dojdzie wtedy, gdy czarnoskóry będzie prezydentem USA, a w Watykanie będzie papież z Ameryki Południowej, po czym hawański bies – poważnie! - dodał ...z Argentyny.

Jaka siła tak rozjaśniła Fidelowi pod czaszką nie wiem, ale jego wypowiedź znajdzie każdy, kto sobie solidnie poszpera.

No i przyleciał Obama do Hawany, spotkał się z młodszym z braci Castro – Raulem i tradycyjnie chciał go protekcjonalnie poklepać do kamer po pleckach. 

Castro był jednak szybszy i pewnie złapał obamowska rękę w powietrzu i – przełamana nienaturalnie w tym geście - uniósł ku górze. 

Barack na moment zastygł w takiej przedziwnej pozie z nietęgim usmieszkiem na facjacie. 
Jak nie wierzycie, to sami znajdźcie sobie tą sekwencję w internecie.

A więc Castro, niezbyt ich lubię, pokazali, że z Barackiem rozmawia się w miarę konkretnie, jak mu się udzieli kilku korepetycji z dobrego wychowania.

Jak pamiętacie Bronisław Maria Komorowski też udzielał mu lekcji – o bigosie i pilnowaniu żon. Stąd też śniady prezydent wyobraża sobie pewnie, że Polska to taki niewielki kraik z sympatycznymi półgłówkami na czele i można sobie z nimi robić, to co akurat strzeli administracji do łepetyny. 

Z braćmi Castro, to już inna zabawa – ci, chociaż wyleniali i starzy, ciągle jeszcze mogą przyłożyć....

Uwaga inna: ostatnio nasi oficjele, tak na wyścigi łasili się do łapek Stalina, Chruszczowa i Breżniewa, no ale wtedy – powiecie – nie mieliśmy wolności.
 Dobra, to jeszcze trochę poleźmy w głąb dziejów.

Takie pomadowane paniczyki z Polski – na wyścigi – łasiły się do rączki imperatorowej Katarzyny, nie wiadomo z jakich powodów, zwanej Wielką.

Nadskakiwali, podkładali sobie nogi, furczeli ...który to pierwszy poliże łapkę rozłajdaczonej 

Niemry, który mocniej zaskarbi sobie jej miłe wejrzenie. 

Chwilę potem szlag trafił Rzeczpospolitą.

Historia – panowie Waszczykowski i Szczerski – lubi udzielać korepetycji, trzeba tylko nieco opuścić nos i posłuchać.

Nie podobają mi się te wasze symboliczne lansady przed Obamą i spocone szturchańce z michnikoidami w przedbiegach. 

Miast solidnej polityki i dyplomacji...gesty, puste machanie ogonkami.

Tym razem było o tyle kiepsko, że z drugiej strony, z wioski Michnika i towarzysza Waltera, wylazły najgorsze kompleksy. 

Oto, jeśli kłamać, że zamiast z prezydentowi Dudzie Obama uściśnie dłoń alimenciarzowi Kijowskiemu, może nawet potyrpie go – na balkonie Białego Domu – za ten wyliniały kucyk. 

Nie takie już przecież sztuki pokazywał stamtąd ludności.


- Może Kijowski pojechałby tam razem z Urbanem i Michnikiem, może nawet zostaliby adoptowani przez prezydenckiego lokaja! A Holland nakręciłaby z Wajdą nowy film o tym epickim fakcie... – niosły się po Warsiawie gorączkowe domysły.

Skończyło się w miarę realnie: 


Obama spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą na uroczystej kolacji, nie ma czasu na buzerowanie powietrza z panem Tuskiem (kimś tak , gdzieś tam w tej Unii Europejsko – Muzułmańskiej) i potem urzędnicy kancelarii prezydenta będą chwalić się ślicznymi selfie w Białym Domu, ale dla nas nic z tego nie wyniknie, bo poważni rządcy USA już od dawna dogadują się z Rosją jak by tu Chiny obsobaczyć.

W polskiej ambasadzie w Waszyngtonie ciągle mieszka syn sowieckiego agenta Sznepf, który pokątnie skarży prezydenckim portierom i pokojówkom na nowy polski rząd i prezydenta.

- No tak! - zapytacie,
- ale co z tym Kijowskim?

Oj byłbym zapomniał, no, on będzie miał kolejną audiencję ...u sędziego, który użera się z alimenciarzami. 

Gdzieś tam w jakimś dzielnicowym sądzie rodzinnym. Towarzyszyć mu będzie cała delegacja pcheł z jego wystawnych mundurków.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook