Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jaruzelski! - obok Milosewicia i Mladicia jest miejsce dla ciebie

10.09.2012

Właśnie minęło czterdzieści lat od chwili gdy narodziła się swoista symbioza: nierozerwalny związek elektronicznych mediów i terroryzmu.

Czterdzieści lat temu Palestyńczycy z organizacji „Czarny Wrzesień”, na oczach setek milionów telewidzów, zaatakowali izraelskich sportowców uczestniczących w igrzyskach olimpijskich w Monachium.

„Piątego września 1972 roku, o godzinie 4.45 pięciu śniadych mężczyzn, ubranych w sportowe dresy, przeskoczyło przez ogrodzenie wioski olimpijskiej. Wyglądający na sportowców młodzi mężczyźni pobiegli w kierunku budynku przy Conollystrasse 31, gdzie spało dwudziestu jeden sportowców reprezentujących Izrael" - to cytat z napisanej wspólnie z Przemysławem Wojciechowskim książki „Tragarze śmierci”, w której znajduje się drobiazgowy opis tych zdarzeń, wywiad z Abu Daudem, ostatnim żyjącym wówczas (zmarł ponad dwa lata temu) przywódcą „Czarnego Września”, oraz ostateczne wyjaśnienie powodu, dla którego w 1981 roku usiłowano zabić Abu Dauda w warszawskim hotelu „Victoria”.

Udowadniamy, że w ten sposób izraelski Mosad usiłował nie dopuścić do zamachu na ówczesnego prezydenta Egiptu Sadata.

Rozdział książki opowiadający o „Czarnym Wrześniu” zakończyłem takim oto akapitem:

„Sprawa Dauda pokazuje jak skomplikowane więzy łączyły służby specjalne krajów komunistycznych i międzynarodowych terrorystów...”

Wydawnictwo Prószyński wiele zrobiło, aby naszą książkę zadołować i nie pokazać szerszej publiczności, dlaczego?

Upłynęło wiele czasu i poznałem człowieka, który ścigał ludzi „Czarnego Września”, stał na czele kidonu (komanda wyszkolonych zabójców), który przez wiele lat po Monachium, ścigał palestyńskich terrorystów.

Juval stał się pierwowzorem postaci Avnera, głównego bohatera głośnego filmu „Monachium” Stevena Spielberga.

Rozmowy z Avnerem - Juvalem oświeciły mnie na tyle, że powinienem teraz dopisać dodatkowy rozdział do „Tragarzy śmierci” (i pewnie to zrobię, gdy trafi mi się poważniejsze wydawnictwo dla nowej edycji), rozdział będący wyjaśnieniem wielu zagadek, na które w książce nie potrafiłem jeszcze udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Tak więc, poza wszelką wątpliwością, mogę dziś napisać, że Abu Daud przeżył i umarł, pod Damaszkiem, śmiercią naturalną, tylko dlatego, że po zabiciu Sadata poszedł na daleko idącą współpracę z Mosadem. Okazuje się, że Izraelczycy już w latach siedemdziesiątych mieli sporą wiedzę na temat związków Abu Dauda, Jasera Arafata, Abu Nidala, „Carlosa” i innych, najsłynniejszych wówczas terrorystów, ze Stasi, SB, Securitate, oraz służbami specjalnymi CSRS, Węgier, Bułgarii i przede wszystkim KGB i GRU.

Terroryzm i terroryści nigdy nie funkcjonowali i nie funkcjonują bez wsparcia państwowych, instytucjonalnych, służb bezpieczeństwa, bez oddania im do dyspozycji profesjonalnej logistyki, łączności i baz. 

To bardzo niepopularna teza, pieczołowicie zwalczana przez wszelkich możliwych agentów wpływu.

Al Kaida nigdy nie odegrałaby roli globalnego straszaka, gdyby nie skomplikowane gry CIA, FSB, SWR i pakistańskich ISI.

W dzisiejszym świecie żadna prywatna grupa spiskowców nie ma szans dłuższego działania bez wsparcia wyspecjalizowanych wywiadów i zakamuflowanych komórek służb specjalnych.

Tak było już w czasach Monachium. Gdyby nie broń dostarczona przez ludzi z grupy Baader - Meinhoff (w rzeczywistości regularnych agentów Stasi), gdyby nie bazy na Węgrzech, w Rumunii i w... Polsce - „Czarny Wrzesień” w ogóle nie byłby zdolny zaatakować izraelskich sportowców na olimpiadzie. Warto sprawdzić z jakiej broni strzelali, czy aby nie dymiły wtedy lufy z Radomia.

Dziś, kiedy wspominamy tamte wydarzenia, pamiętajmy, że obok aktorów, którzy wystąpili (dosłownie) w blasku reflektorów, w cieniu kryli się oficerowie komunistycznych wywiadów, którzy pociągali za sznurki.

W tym miejscu nasze z Juvalem opinie są zgodne.

Jaka jest jednak konsekwencja publicznego rozpatrzenia takiej perspektywy?

Oto możemy Wojciechowi Jaruzelskiemu, podobnie jak nie żyjącym dziś - Todorowi Żiwkowowi, Erichowi Honeckerowi czy Janosowi Kadarowi - postawić zarzut wspierania terroryzmu i znaleźć nie ulegające przedawnieniu paragrafy, według których powinien odpowiadać karnie przed międzynarodowymi trybunałami sprawiedliwości. Szokujące?

Po prostu logiczne i zgodne z historyczną prawdą.

Rozmaici „eksperci od spraw terroryzmu” bełkoczący na ekranach polskich telewizorów nie stawiają jednak takich tez, nie podnoszą tego typu wątpliwości. Ponowne pytanie: dlaczego?

Tak to od historycznej rocznicy przeszliśmy do zupełnie namacalnej rzeczywistości.

Międzynarodowy terroryzm od początku był parawanem dla brudnej gry służb specjalnych.

Skoro jednak od Monachium minęło już czterdzieści lat, to o olimpijską masakrę wypada zapytać największego żyjącego eksperta – Wojciecha Jaruzelskiego, człowieka, który oferował (w imieniu MON, a później całej PRL) wsparcie dla arabskich morderców.

Skoro w III RP generał Jaruzelski został uznany za „człowieka honoru”, to może – po przedstawieniu jego zasług, choćby w dziele mordowania izraelskich sportowców i wspierania palestyńskich morderców aż do 1990 roku – zostałby, przez ogólnoeuropejskie salony, dokooptowany do grona „mędrców Europy” i ludzi, którzy budowali jej dzisiejsze podwaliny.

To szczególnie inspirujący i jakoś mało nagłośniony wątek zasług „ojca okrągłego stołu i polskiej, pokojowej transformacji”.

 

Witold Gadowski

P.S.

Na marginesie zamachu w „Victorii” warto zwrócić uwagę na tzw „szczurzy ślad”, który został po raz pierwszy opisany w „Tragarzach śmierci” - to kryptonim jaki nadano agenturze Mosadu działającej wewnątrz służb specjalnych PRL.

Po zamachu na Abu Dauda Czesław Kiszczak zarządził tajne śledztwo, sam mi o tym opowiadał, śledczy dotarli wtedy do wysokiego oficera wywiadu PRL o pseudonimie „Aleks” - to on maczał palce w nagłym odwołaniu funkcjonariuszy kontrwywiadu chroniących Abu Dauda w Warszawie. Oficer ten da się we znaki jeszcze w III RP, ale o tym napiszę przy innej okazji.

Po prostu od czasów zmarłego niedawno w Jerozolimie Wiktora Grajewskiego (materiał na cudowny film), który dzięki bliskim kontaktom z Łucją Baranowską, sekretarką Ochaba, wykradł dla Mosadu tajny tekst referatu Chruszczowa (było tego tylko siedem egzemplarzy) polscy komuniści nie mieli szczęścia do służb państwa Izrael i na szczęście do dziś boją się ich panicznie, jak to zwykły czynić kundle widząc rasowego psa.

Referat ukazał się wtedy na pierwszej stronie New York Timesa, hi, hi.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook