Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jako tako najedzeni Polską

19.10.2014

Często zachodzę w głowę szukając jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: gdzie tkwi sedno dzisiejszej bylejakości?

Gdzie znajduje się przyczyna tego, że wobec polskiej niepodległości, wobec marzenia o polskim państwie, jesteśmy letni, bylejacy, nieuważni?

Odpowiedź, jak każda dotycząca procesów społecznych, musi kryć się gdzieś w naszej wspólnej historii. Gdzieś tam nastąpiło jakieś fatalne przełamanie, moment, w którym przestaliśmy przeżywać niepodległość jako coś związanego z naszą własną wolnością. O samą wolność też zresztą przestaliśmy codziennie dbać.

Kiedy zatem – szukam w świadomości takich zdarzeń – nastąpiła ta fatalna zamiana Polaków na serio, w Polaków „aby, aby”. W takich rozważaniach nieodmiennie na myśl przychodzą mi niedawne lata okupacji: niemieckiej i sowieckiej.

O ile jednak Niemcy zabrali nam wolność, to Rosjanie zdecydowali się na projekt bardziej perfidny, postanowili Polakom zabrać duszę i w jej miejsce zaszczepić to co sami w sobie posiadają – wielką pustkę, która (z zewnątrz) wygląda na jakiś wysublimowany, eschatologiczny (acz uwodzący i niepozbawiony wdzięku) fatalizm, przekonanie, że jak się do czegoś zabierzemy, to tylko pogorszymy sobie los. 

W tym celu – wybaczcie truizm -  nawieźli tysiące matrioszek, zabili setki tysięcy ludzi, zastraszyli miliony i wyhodowali zwichnięte elity.

Bronił nas tylko Kościół, ale z tym znakomicie ostatnio radzi sobie „światowość” produkowana w prorosyjskiej TVN.

To oni – Rosjoazjaci - są sprawcami tego, że w 1989 roku, kiedy formalnie odzyskiwaliśmy atrybuty niepodległości, nie towarzyszyła temu nawet cząstka tego entuzjazmu i długoterminowego zaangażowania, która wiodła Polaków od 1914 roku do 1939.

Wtedy jednak byliśmy głodni Polski, jakiejkolwiek, ale naszej, własnej, niepodległej Polski! 

Korzystne zdarzenia na arenie międzynarodowej sprawiły, że nasz kraj realnie odzyskał niepodległość. Pełni zapału i entuzjazmu mogliśmy budować własne państwo. Popełnialiśmy liczne błędy, ale były to nasze błędy, działo się wiele afer, ale były to nasze afery. Naraz nastąpił cud i przez chwilę nad Wisłą nie było „Onych”. Głód wolności, głód posiadania własnego państwa sprawił, że wychowaliśmy wtedy najpiękniejsze pokolenie Polaków.

W 1989 roku owszem, początkowo był nawet entuzjazm, ale rychło spostrzegliśmy, że cała ta nowa Trzecia Rzeczpospolita jest takim zegarkiem, który działa niezależnie od naszych wysiłków, a kluczyk do nakręcania jego sprężyny ciągle dzierżą Kiszczak z Jaruzelskim. 

W 1989 roku mieliśmy nawet apetyt na wolność, chcieliśmy niepodległości, jednak niepodległość, która nie kosztuje kropli krwi, niepodległość, która nie porządkuje własnego domu i nie wymiata z niego obcych śmieci - jest taką politycznie poprawną niepodległością, taką Anną Grodzką – osobą podającą się za kobietę, ale jak naprawdę jest wszyscy i tak wiedzą, choć często boją się o tym głośno  mówić.

W 1989 roku nie byliśmy dostatecznie głodni niepodległości, wystarczyło nam minimalistyczne myślenie Adama Michnika i Jacka Kuronia, że przecież i tak jest dużo lepiej niż było, a wojny z Rosją nie chcemy i nie jesteśmy w stanie jej wygrać.

 Od tego czasu każde bardziej śmiałe myślenie o niepodległości było natychmiast pałowane argumentami z arsenału kwiecistej retoryki Adama Michnika. 

W końcu powstał kraj, który owszem jest krajem niepodległego Adama Michnika, ale niewiele ma wspólnego z poważnym państwem. Powstał kraj, który obawia się prowadzić własną politykę zagraniczną, boi się zbudowania własnych służb specjalnych obawia się posiadać silnej armii i obawia się wreszcie własnych obywateli. Powstał kraj, na czele którego stoją niepoważne władze, powstał kraj, w którym statystyczny Kowalski dostrzega nikłą jakość intelektualną i etyczną prezydenta i premiera. Macha jednak zrezygnowany ręką, bo i tak lepszych nie będzie, bo przecież jest dużo lepiej niż było.

Dzisiejsza Polska to kraj margrabiego Wielopolskiego. Jeśli taki ma nam wystarczyć, to rzeczywiście zdejmijmy z listy szkolnych lektur Mickiewicza i Sienkiewicza. Zdejmijmy ich, aby oszczędzić sobie wstydu.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook