Jedynie prawda jest ciekawa

Honorowy konsul nadaje...

15.08.2013

Spotykałem ich w różnych sytuacjach. Uśmiechnięci, wyluzowani, królowie życia. W pałacu niedaleko Szczecina poznałem Roberta, podówczas konsula honorowego Estonii. Czy mówił po estońsku? A po co?

Prywatnie był za to bliskim znajomym jednego z głównych oskarżonych w dawnych procesach mafii paliwowej. W tym czasie jeszcze się trochę dziwiłem, zastanawiał mnie bliski związek pomiędzy dyplomatą i biznesmenem podejrzewanym o spore przekręty. Potem przestałem już robić zdziwione miny.

Ryszard C. makler inwestujacy pieniądze Jacka Dębskiego na giełdzie, opowiadał mi o wizytach na krakowskich Balicach innego konsula honorowego – Jeremiasza Barańskiego. Tu troche się pochwale. Jak odkryłem (niestety jakoś to moje odkrycie nie przebija się do głównych mediów, no, ale tam królują takie wyroby jak Robert Z. Przestawiający się jako dziennikarz śledczy) status honorowego konsula Liberii załatwił Barańskiemu niejaki podpułkownik Wiktor But. Stało się to dzięki poręczeniu ze strony Słoweńca Nikolasa Omana. Te „honorowe konsulaty” służyły „komandzie gospodina Buta” jako przykrywka do rozległego procederu handlu bronią. Barański uczestniczył wtedy w handlu autriackim orężem i to ostatecznie powiesiło go w celi. Ryszard C., mówiąc to trząsł się ze strachu. Genialny makler, prywatnie kiedyś nauczyciel fizyki w jednym z krakowskich techników (dobrze, że większość jego relacji nagrałem). Wtedy pojąłem, ze bywają honorowi konsule, których lepiej na swej drodze nie spotykać. A w polskiej dyplomacji tacy honorowi konsule, to niemalże reguła. Ostatecznie o proweniencji wielu z nich przekonał mnie późniejszy los Jacka Dębskiego. Potem spotkałem jeszcze kilku honorowych konsulów, którzy jednak lepiej posługiwali się giwerą niż dyplomatycznym protokołem.

By było jasne wcale nie piję tu do konsula honorowego Brazylii niejakiego Grzegorza Hajdarowicza, nie - ten zatrudnia tylko w swojej firmie byłego dyplomatę polskiego pracującego kiedyś  w naszej ambasadzie w Brasilii. Na domiar złego Brazylijczycy gnębią naszego konsula Hajdarowicza - ciemni nie wiedzą, że to magnat medialny i człowiek wielkiej, filmowej nawet, urody i kultury... i inteligencji – za wycinanie jakiejś tam rzadkiej rośliny. Słowem całkowity brak estymy wobec dyplomaty najlepiej czującego się w towarzystwie pana Grasia na czerwonym dywanie pod śmietnikiem.

Opowiadam wam jednak o konsulach, których – tak czy owak – znam, a  jednak najbardziej intryguje mnie pewien honorowy konsul, którego nigdy nie poznałem. Jest bowiem taka postać, wżeniona w jedną z najbogatszych rodzin z Monaco, która od dwudziestu lat jest niekwestionowanym, acz honorowym, konsulem polskim (na pewno polskich pieniędzy) w skalistym raju Monaco. W wielu kręgach – nie wiedzieć czemu – konsul ów zwany jest „parkingowym”. Pan Wojciech od wielu lat opiekuje się finansami polskiej śmietanki. Często do niego przyjeżdżają, no bo kto nie chciałby trochę posiedzieć w Monaco i nieco pogrzać się w blasku światowych sław?

Pewien, legendarny już w moim umyśle, człowiek przesłał mi ciekawą informację:  „NFOZ,PFRON,CERPO, Afera Paliwowa , restrukturyzacja PZU, za wszystkimi tymi Aferami stoją te same osoby. Pan Konsul to  ciekawa postać organizująca ...(tu wyciąłem ze względu na konsekwencje prawne - WG) tych dość łatwo zarobionych pieniędzy. Tylko dlatego został i jest Konsulem. „Nie mam dowodów na to, że tak w istocie jest, niemniej mój informator, był w pewnym czasie, jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Polsce. W rzeczywistości to ciekawy zachodni biznesmen, który tak został wciągnięty w postesbecką sieć w Polsce, że ledwo uszedł z życiem i wiele lat poświęcił na jakie takie oczyszczenie swojego nazwiska. Dziś, w jednym z krajów Zachodniej Europy, jest cenionym specjalista prawa międzynarodowego. Według jego informacji pana konsula odwiedzał nawet pewien urzędujący wówczas polski premier. Prawda, że ciekawe jest to, niejawne dla przeciętnego śmiertelnika, drugie życie polskiego establishmentu, ci konsulowie (znam jeszcze kilka innych przypadków), dyplomaci, to słodkie bajorko obecnego MSZ.

Jeśli dzisiejsi władcy MSZ myślą, że mogą bezkarnie legalizować sobie na Zachodzie swoje „ciężko zarobione pieniądze”, to doradzałbym daleko idącą ostrożność. Nietykalności Władimira Putina tu, nad Wisłą, nie przewiduje, a czyny i rozmowy ciagle są skrupulatnie spisywane. Kiedyś przecież, tanecznym krokiem, wkroczymy w mickiewiczowską „dyplomację i łowy”. Wieszcz wiedział co pisze

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook