Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gra na zwł (...)oki

21.01.2013

Wielu rozsądnych ludzi, od trzech lat, zachodzi w głowę szukając odpowiedzi na pytanie: co stało się w Smoleńsku? Nieodmiennie towarzyszy temu także drugi powód do zastanowienia: czym kieruje się Władymir Putin i jego akolici, kiedy robią ze „Smoleńskiem” to co robią?

Kiedy sytuacja jest niejasna, mnożą się coraz bardziej fantastyczne teorie i próby wytłumaczenia zagadki tego, co stało się z samolotem wiozącym polskiego prezydenta.

To, że z podejrzaną zagadką mamy do czynienia, wiadome jest nawet wnukom przywiezionych do Polski ubeków.

Powstają tedy myśli bałamutne, ale tak składnie połączone, że noszą znamiona racjonalnego myślenia.

Wśród tych – wynikających z braku dokumentalnej wiedzy o faktach – zmyśleń i zamyśleń wyróżniam:

– teorie celowo produkowane przez rosyjską agenturę w Polsce,

– teorie powstające niezależnie, niemniej napędzane rozbuchanym ego ich autorów

– oraz teorie całkowicie psychiatryczne, których autorzy równie żarliwie (w innej sytuacji) ścigaliby pewnie kosmitów indukujących wiedzą jasnowidza z Człuchowa, czy też jedenaste wcielenie "Boskiego Elvisa Wiecznie Żywego” (nie mylić z Leninem).

Wśród teorii celowo produkowanych przez rosyjską „razwietkę” na pewno znajduje się opowieść o tzw. „smoleńskiej maskirowce”, którą – świadomie bądź nie – powtarza kilku znanych blogerów i nawet jakiś tam samopromujacy się literat.

Opowieść o tym, że prezydencki samolot wylądował wcześniej, wszyscy zostali zabici, a na miejsce katastrofy podrzucono szczątki i zbudowano pozorne dekoracje, nie tylko nie wytrzymuje próby logiki, ale nawet nie stanowi materiału do budowania hipotez, wszystko w niej jest kompromitująco sprzeczne. I chyba właśnie o taką kompromitację chodzi.

Kiedy bowiem normalnie myślący stykają się z „maskirowkami” pukają się wymownie w czoło i z gruntu tracą zainteresowanie wobec materii, której owa „maskirowka” dotyka.

Swoja drogą zdumiewa mnie bezkarność autorów największych smoleńskich bredni. Nikt ich do sądu nie pozywa, nikt na nich nie grzmi publicznie – tak jakby pewnym autorom po prostu było więcej wolno niż innym.

Leszek Szymowski napisał książkę „Zamach w Smoleńsku”, pomylił w niej fakty, reprodukował nieprawdziwe zdjęcia i oskarżał konkretne osoby. Nikt nie wytoczył mu procesu. Jeśli zestawi się to z postępowaniami sądowymi przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi czy Rafałowi Ziemkiewiczowi, to trudno wyjść ze zdumienia.

Tak więc „maskirowki”, gigantyczne elektromagnesy, a nawet teorie o helu i mgle można spokojnie przeczytać jako charakterystyczną dla putinowców maskaradę, działanie mające na celu skompromitowanie wysiłków tych, którzy – mimo wszelkich przeszkód – próbują dotrzeć do prawdy o tym, co stało się 10 kwietnia 2010 roku.

Podobnie – w konsekwencji – rzecz ma się z tzw autorskimi wyjaśnieniami „Smoleńska”. Budują się na tym samozwańczy śledczy internetowi i chwilowe gwiazdy netu, krążące wokół „Smoleńska” jak ćmy zwabione światłem.

O psychiatrycznych aspektach smoleńskich „dociekań” mówić już nie warto, bowiem w takiej sytuacji należałoby zestawiać konkretne teorie z klinicznym opisem objawów każdej z psychicznych dolegliwości.

Wszystko to zebrane razem w jeden, spiskowy garniec, służy jedynie ratowaniu obecnego rządu z poważnej opresji i sianiu zamętu wśród patriotycznie nastrojonych obywateli.

Warto przy okazji zauważyć, że tzw „rządowe wyjaśnienie wypadku w Smoleńsku”, czyli raport komisji pana Jerzego Millera, tak się ma do faktów i zdrowego rozsądku, jak przedstawione powyżej teorie. Czyli: od „maskirowki” do „anodino-millerowki” mamy do czynienia z tym samym zamętem i celowym działaniem dezinformacyjnym.

Ktoś jednak zapyta, dlaczego ludzie Putina tak jawnie grają na nosie rządowi Donalda Tuska, dlaczego ministrom wszechwładnego nad Wisłą układu rządzącego nie udało się nawet do tej pory wyżebrać od Rosjan wraku rozbitego samolotu?

Odpowiedź jest najprostsza z możliwych - Rosjanie wiedzą, co zdarzyło się w Smoleńsku. Co więcej, wiedzą, że nie tylko oni znają prawdę o 10 kwietnia 2010, jednak teraz wyraźnie grają na dwóch strunach.

Po pierwsze chcą udowodnić Europie, że Polska to tylko kurica, a nie żadna ptica (i to przy spolegliwie służalczym rządzie Donalda Tuska udaje się znakomicie), więc troska o jej niepodległość nadal powinna mieć smak krokodylich łez, jakie lał Zachód w Teheranie i Jałcie.

Po drugie Rosjanie chcą udowodnić samym Polakom, że wyżej sempiterny nie są w stanie podskoczyć i łapa niedźwiedzia i tak zawsze będzie wyżej. Szkoda więc zachodu „bracia Słowianie”!

Po trzecie, putinowcy zwyczajnie chcą siać w Polsce zamęt, destabilizować, dezinformować (poprzez potężną agenturę wpływu i jej rezonatory rozmieszczone w mediach), prowadzić dywersję mentalną i ideologiczną.

Od czasów Katarzyny Wielkiej nic innego przecież nad Wisłą nie robią.

Czy więc w Smoleńsku był zamach?

Prawdopodobieństwo takiego przebiegu wypadków jest dość spore, na pewno większe niż logiczna podbudowa teorii o „pancernej brzozie”.

Jeśli jednak prezydencki samolot nie rozleciał się na skutek zamachu, to w konsekwencji smoleńskiej tragedii i tak nastąpił rosyjski zamach – zamach na polski zdrowy rozsądek.

Ten zamach trwa do dziś, a Rosja - siejąc zamęt i brutalnie pokazując władzom Polski figę w aksamitnej rękawiczce - gra na zwłokę. I to gra na smoleńskich zwłokach, licząc na to, że będzie w stanie tak zdestabilizować sytuację w Polsce, że jej władze same poproszą o rosyjską pomoc, o rosyjską „misję stabilizacyjną”, która potrafi uratować rządzących w Warszawie przed rosnącym zniecierpliwieniem społeczeństwa.

Przypominam, że Jaruzelski też liczył na sowiecką interwencję, a gdy się jej nie doczekał to i tak – przez wiele lat – skutecznie grał na strachu przed konfliktem ze wschodnim sąsiadem.

Dziś też – gdy zadajemy rozsądne pytania o Smoleńsk – słyszymy, że chcemy rozpętać wojnę z Rosją.

To już, panowie, było i to w lepszym, bo sowiecko – generalskim układzie.

Już Jaruzelski skutecznie grał na zwłokach i bolesnej o nich pamięci.

 

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook