Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Głodówka

23.03.2012

Pięciu moich kolegów podjęło decyzję o rozpoczęciu głodówki w proteście przeciwko degradacji poziomu nauczania historii w polskich szkołach.

Wcześniej próbowali różnych metod, pisali listy do ministerstwa, prosili... bez skutku. 

To jednak ludzie, którzy w swoim życiu przeszli już przez pałowania i więzienia, nie zwykli zdejmować czapki przed władzą.

Adam Kalita - działacz pierwszego NZS, Grzesiek Surdy - kiedyś rzecznik strajku w Hucie imienia Lenina, Leszek Jaranowski - podziemny drukarz „Hutnika”, najbardziej bojowego pisma krakowskiej opozycji, Marian Stach - więzień polityczny i Bogusław Dąbrowa–Kostka - działacz telewizyjnej „Solidarności” od czasu jej powstania, ostatnio badający dokumenty komisji weryfikujących dziennikarzy w stanie wojennym i za to chyba zwolniony z krakowskiego ośrodka TVP, podjęli decyzję o rozpoczęciu protestu głodowego, domagają się zmiany polityki Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Zamknęli się w kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach i walczą, ale przecież nie o kilka złotych dla siebie, o odszkodowania, o swoje interesy, a o kształcenie młodego pokolenia, o kształt Polski za kilkanaście lat. O to, aby nasze dzieci nie były jedynie wyrobnikami w rozwijającym się świecie.

Przesiaduję z nimi godzinami, rozmawiamy o życiu, o przeszłości, o marzeniach. Niepostrzeżenie wsiąkam w jakiś inny świat. To tak, jakby Kalita i jego koledzy, być może zupełnie nieświadomie, włączyli magiczny wehikuł czasu i naraz wszyscy znaleźliśmy się znów w atmosferze lat osiemdziesiątych, tamtych protestów i tamtych emocji.

Co z tego wyjdzie? Nie wiadomo, tak samo nie wiadomo, jak wtedy. Jak wtedy także lekceważy nas władza, milczą główne media i wyśmiewają modnisie. Jest za to wspaniały ksiądz, są radyjka, flagi i własnoręcznie pisana gazetka. Jest przyjaźń i troska.

Być może tylko odpalone laptopy wskazują na to, że ta podróż w czasie nie jest dosłowna.

Codziennie przychodzą nowi ludzie, przynoszą kwiaty, przysiadają, gawędzą, przynoszą wieści z zewnątrz i dobre słowa. Godziny płyną inaczej, wolniej, z większym namysłem.

Głodujący czytają coraz to nowe głosy poparcia i czują, że to co robią ma sens. Tak jakby  na  chwilę wskrzesili ducha dawnej „Solidarności”. Reakcje świadczą jak dziś jest to potrzebne.

Jest w tym spokojnym proteście jakaś niewytłumaczalna energia i ona właśnie powoduje, że skromny głodówka pięciu panów w średnim wieku zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.

Do salki w podziemiach kościoła napływają głosy poparcia od regionów „Solidarności”, od organizacji młodzieżowych i od naprędce zawiązujących się grup obywateli. Dzwonią artyści i pisarze.

Protest przeciwko degradacji nauczania historii to w istocie sprzeciw wobec deprecjonowania tego co polskie, wobec wszechobecnej w mediach pogardy dla polskiej tradycji, patriotyzmu i dumy z tego, że urodziliśmy się nad Wisłą.

Ludzie wyczuwają szczerość odruchu, który pchnął pięciu działaczy do zaryzykowania własnego zdrowia dla rzeczy, które są niemierzalne.

Do głodujących dołączyli młodzi krakowscy studenci. Adepci dziennikarstwa na Uniwersytecie Papieskim imienia Jana Pawła II z ochotą przyszli na zajęcia, które odbyły się właśnie w miejscu głodówki. Z powagą słuchali opowieści o podziemnym dziennikarstwie, o powielaczach i peerelowskiej cenzurze. To było dla nich dziennikarskie doświadczenie uczestniczenia w ważnym wydarzeniu. Bo wbrew milczeniu głównych telewizji i mediów jest ono ważne. Jest dzwonkiem, który alarmuje władze o tym, że obywatele nie są bezwolną masą, nie można nimi zamiatać jak starą miotłą, mają swoje ideały i pragną, aby władza w ich państwie wreszcie zaczęła słuchać swoich obywateli.

Nie wiem jak skończy się krakowska głodówka, jedno jest jednak pewne, ten opór ma sens.

Ten opór może nieco otrzeźwić władzę i pokazać jej, że istnieje świat poz magicznym piarem, poza błyskotkami przychylnych jej mediów. Ten świat to nasz świat. Nas - wolnych obywateli.

Może jestem nieznośnie sentymentalny, może na siłę chcę zanurzać się w czasach gdy wszystko było prostsze, ale jestem przekonany, ze krakowski protest już dziś dał wiele do myślenia ludziom, którzy myśleli, że w swoich odczuciach pozostawieni są sami sobie.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook