Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gdzieś, "w środku niczego"

13.07.2015

W Polsce rozgrzewa się dyskusja na temat tego, czy powinniśmy przyjmować w naszym kraju uchodźców. Mądrzą się dyżurne "autorytety", wypowiadają rzekomi eksperci.

Problem leży jednak w tym, że ani polskie media, ani tym bardziej tzw "ośrodki opinii i think tanki" nie dostarczają publiczności rzetelnej wiedzy na temat tego co istotnie w świecie się dzieje.

Traf chciał, że właśnie włóczę się wzdłuż granicy pomiędzy Turcja i Syrią. Odwiedzam miejsca, skąd uciekają chrześcijanie i te do których – tymczasowo - trafiają. 

W tureckim Kurdystanie jest miejsce gdzie każdy, nawet najmarniejszy klasztor czy kościół, liczy sobie więcej lat niż najstarsze zabytki sakralne w Polsce. 

W tureckiej Asyrii, miejscu rozciągającym się na pustkowiu w okolicach miast Mardin i Mediyat mieszkają najstarsi chrześcijanie. Ich obrządki są bogate i pełne ważnej symboliki. Asyryjczycy szczycą się tym, że ich - trwająca niemal trzy godziny -  msza nie zmieniła się prawie od czasów Jezusa Chrystusa.

W czasie mszy dostaje surowe napomnienie od starszego mężczyzny. Nieopatrznie założyłem nogę na nogę. Tak się nie godzi. Z pokorą przyjmuje reprymendę

Wójt jednej z zagubionych w tureckim interiorze wiosek - w 2006 roku wrócił na swoją ojczystą ziemię ze Szwajcarii - opowiada, że w jego rejonie nie ma piędzi ziemi, gdzie nie wsiąkłaby krew asyryjskich chrześcijan. Jego syn, nienaganną angielszczyzną, tłumaczy, że Asyryjczycy żyją tu od dwóch tysięcy lat i nie mają zamiaru uciekać z rodzinnej ziemi przez barbarzyńcami z ISIS...

Im łatwo to zadeklarować, mimo wszystko mieszkają po bezpiecznej, tureckiej stronie granicy. Dużo gorzej dzieje się miastach północnej Syrii, takich jak Kamishli i Hasaka. Tam nieomal czuje się już oddech fanatyków spod czarnego sztandaru. 

W Kamishli, które jeszcze ciągle znajduje się w r4ękach chrześcijańskiej milicji Soturo i militarnych oddziałów kurdyjskiej partyzantki PKK, codziennie  giną ludzie. 
Słyszę strzały ulicę obok miejsca gdzie rozmawiam z chrześcijańską rodziną, której ojciec utopił sie podczas ucieczki na jachcie. 

Jak twierdzi Sam Joseph, kulturysta i muzyk, ale przede wszystkich chrześcijanin, w mieście działają tajne komórki Państwa Islamskiego. Wojownicy proroka pobierają haracze za tzw "ubezpieczenie od niespodziewanych wybuchów".

Sam Joseph uciekł do Turcji przez zielona granicę. Zapłacił pięćset dolarów, ale przemytnik zdradził go i uciekł. Wpław pokonał graniczna rzekę. Teraz czeka na wizę do Szwecji, aby wziąć ślub ze swoja narzeczoną, która właśnie tam mieszka.

W ostatnim czasie - na pograniczu turecko syryjskim - przemytniczy biznes stał się jednym z najbardziej intratnych zajęć. Ceny dochodzą do pięciu tysięcy dolarów za głowę.

Obok tradycyjnie przemycanych tu narkotyków i broni teraz najlepszym towarem stali się ludzie, głownie chrześcijanie.

Po drugiej stronie granicy, w kurdyjskim Nusaybin, pełno jest  tureckich czołgów i punktów obserwacyjnych. Nic nie umyka uwagi czujnej, rządowej siatce szpicli. 
Ledwie zdążyliśmy zrobić zdjęcia na pasie granicznym, a już w "Parku Demokracji", miejcu gdzie pijemy spokojnie kawę, pojawia się tajniak i wypytuje o powód naszej wizyty na granicy.

- Jesteśmy zabłąkanymi turystami - odpowiadamy. Tym razem udaje się uniknąć kłopotów. Administracja turecka bardzo jest jednak wyczulona na obecność zagranicznych dziennikarzy w tym rejonie. 

Nie maja zbyt wiele pracy, bo dziennikarzy tu po prostu nie ma.

Od kilku dni wysłuchujemy świadectw uciekinierów z Syrii, jeszcze gorzej niż w Kamishli jest bowiem w Hasaka i właściwie w całym pasie przygranicznym wiodącym aż do słynnego ostatnio Kobane. 

W Hasaka walki z ISIS toczą się już na ulicach. W okolicznych wioskach islamiści dokonują pokazowych mordów na chrześcijanach.

Nawet w obozie dla uchodźców w Midyat, który niedawno otworzył tam turecki rząd ani chrześcijanie, ani też jazydzi (masakrowani w okolicy góry Shingar) nie mogą czuć się bezpiecznie. 

Obok został bowiem zlokalizowany inny camp - dla uchodźców muzułmańskich. 

Tam nieomal otwarcie działają sympatycy ISIS. Nie ma dnia aby chrześcijanie i jazydzi z obozu obok nie byli przez nich zastraszani lub bici. Duże rodziny mieszkają w namiotach. Na zewnątrz temperatura sięga 47 stopni Celsjusza.

Dla nas wstęp do obu obozów okazuje się być zakazany. Armia turecka nie wydała nam zezwolenia na taką wizytę.

Trzy tygodnie temu w Asyrii gościła Angelina Jolie, ze śmiechem słuchamy jak o jej wizycie opowiadają pogodni mnisi w klasztorze na górze Mont Gabriel.
Nasza droga Angelina - mówią z przekąsem. Jej wizyta Kosztowała trzy razy więcej niż pomoc, której mogła udzielić chrześcijanom.

Wójt Beniamin smętnie się uśmiecha - żyjemy w środku niczego, nikt się nami nie interesuje, a jak już coś się zdarzy, to jest to wyłącznie medialny spektakl taki jak z Jolie.  Wtedy witał ją tu sam prezydent Erdogan i co z tego..?

Chrześcijanie z Syrii demonstracyjnie noszą na szyjach krzyże, są dumni ze swojej wiary, mimo ze płacą za nią ogromną cenę. 

Znów widzę ludzi pozbawionych domów, dobytku, zaszczutych, bez przyszłości. Znów widzę hipokryzję i egoizm Zachodu.

Jeśli zapytacie mnie, czy przyjmować do Polski chrześcijańskich uchodźców z terenów zajętych przez islamski kalifat Al Baghdadiego odpowiem wam: tak, przyjmujmy ich z otwartymi rękami. To ludzie dumni, żyjący według wartości o których Europa dawno już zapomniała. W krótkim czasie asyryjscy chrześcijanie staną się wartościową częścią naszego społeczeństwa. Są wykształceni  przedsiębiorczy i kochają swoją religię.

Gdy pisze te słowa przez ramie zagląda mi asyryjski przewodnik Eliasz nie rozumie ani słowa po polsku, ale uśmiecha się. Wie co tam pisze. 

Przyjmowanie asyryjskich chrześcijan do Polski, to okazja do wielkich narodowych rekolekcji. Nie zmarnujmy jej topiąc się we własnym egoistycznym  sosie.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook