Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Elektryczna żaba

09.11.2013

Donald Tusk, o ile jeszcze kilka miesięcy temu promieniał starannie wyuczonym, chłopięcym wdziękiem, który mógł uwodzić co bardziej rozerotyzowane kokoty postępu, to teraz jest już tym kim jest.

Czasem zdarza się i tak, że kogoś lubimy pomimo faktu, że jest birbantem, łotrem i przecherą. Taki frant ma w sobie po prostu jakiś naturalny, przyrodzony wdzięk i nic na to nie poradzimy. Gdzieś tam, w głębi duszy, czujemy, ze nie jest taki do końca zły i ma w sobie pewien – specyficzny przyznaje – honor i poczucie przyzwoitości.

Całe to otwarcie brzmi wam pewnie jak typowe intelektualistyczne kluczenie i owijanie cuchnącego w pachnący papierek.

Niestety, nawet taki umysłowy wygibas nie tyczy się naszego, ciągle jeszcze, panującego premiera.

Donald Tusk, o ile jeszcze kilka miesięcy temu promieniał starannie wyuczonym, chłopięcym wdziękiem, który mógł uwodzić co bardziej rozerotyzowane kokoty postępu, to teraz jest już tym kim jest.

To zestrachany (by nie rzec mocniej) chłopczyna, przypadkowy Dyzma, której przestało się udawać.

Prawdziwego lidera, nieważne czy szefa gangu, czy też przywódcę politycznego, poznajemy dopiero w momencie, gdy nadchodzi kryzys. Wtedy właśnie widzimy co zostaje ze starannie ćwiczonej maski. Czy taki osobnik potrafi wziąć impet ataku na klatę? Czy ma odwagę podejmować szybkie decyzje i wyprowadzić swój oddział z okrążenia. Sytuacje trudne działają precyzyjnie jak termometr i pokazują nam ile w „przywódcy” prawdziwego lidera. Mówiąc już najprościej – kryzys – pokazuje mężczyznę w stanie soute.

Donald Tusk nie tylko nie potrafi wymyślić niczego mądrego, on nie ma nawet tyle charyzmy i charakteru ile posiadał nieboszczyk Andrzej Lepper. To typ, który gotów jest rzucić wilkom z sań najbliższych, tylko po to, aby jakoś ocaleć, unieść dalej swój żałosny żywot.

Jak myślicie – jak zachowywałby się Donald Tusk w czasie okupacji? Jaką postawę wykazałby w obliczu brutalnego przesłuchania? Nie wydałby nikogo?

Zaraz zarzucicie mi niestosowność porównania, krzywdzące sugestie płynące pod adresem – sympatycznego, z powierzchowności człowieka.

Ja jednak nie oceniam człowieka, nie stawiam ludziom rodzaju Donalda Tuska przesadnych oczekiwań. Szczerze powiedziawszy, ludzie pokroju Donalda Tuska niewiele mnie obchodzą. Starannie wyplewiłem takie postaci ze swojego otoczenia. Niech sobie żyją, wegetują. Niewiele mnie to zajmuje.

Jako obywatel Polski mam jednak prawo i obywatelski obowiązek stawiać wymagania pod adresem premiera, który - było nie było -  jest przecież moim formalnym reprezentantem i – jak by to komicznie nie zabrzmiało – przywódcą.

W czasie ponad sześcioletnich rządów Donald Tusk, ani razu nie wykazał siły charakteru i twardości jaką  powinien cechować się lider.

W sytuacjach kryzysu czmycha jak pospolity tchórz, chowa głowę w piasek i czeka aż wrzawa ucichnie. Dopiero wtedy się pojawia i otrzepuje kurz z marynarki udając, ze cały czas czynnie brał udział w rozwiązywaniu kryzysu.

Czasem wydaje mi się być tak pozbawiony godności, że czekam aż wybuchnie płaczem i zacznie się kajać – jeśli tylko wszechwładne sondaże pokażą mu, że taka postawa byłaby najbardziej pożądana przez społeczeństwo.

Jako premier jest zjawiskiem pozbawionym odwagi, mikrym i policzkującym mnie osobiście.

Chronicznie już nie trawię obrazków pokazujących Tuska w międzynarodowym otoczeniu, wygląda tam jak zakompleksiony szczeniak wśród brytanów. Uwłacza mi to osobiście, bo niestety bywa tam w moim imieniu i za moje pieniądze.

Być może właśnie w tym kryje się tajemnica predylekcji pana Tuska do południowoamerykańskich i afrykańskich wojaży. Tam wreszcie czuje się jak wśród równych sobie… (mam na myśli zjawiska postkolonialne).

Wyobrażacie sobie  co by się stało, gdyby w Polsce nagle wysiadł prąd i nie byłoby możliwości oglądania propagandowych telewizji?

Jak szybko zaczęłaby się panika?

Co by się stało gdyby tysiące kompleksiaków z wielkich miast nagle utraciło hologram swojego guru i zamiast niego dojrzało skrzeczącą, wystraszona, przydeptaną przez los, żabcie?

Być może moje pisanie szokuje jakieś dewoty dzisiejszego reżimu – wyjmijcie sobie jednak kochani wtyczki z … I szybciutko zimny kubełek przemyje wam rozpalone miejsca na kapelusze.

Zgrzytajcie ząbkami, ale czas już na leczenie.

Witold Gadowski

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook