Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dziennikurstwo

14.01.2012

Wyznam, że moim ulubionym filmem rysunkowym jest obraz „Jak działa jamniczek autorstwa Juliana Józefa Antonisza – film perfekcyjnie bezsensowny i słodko pozbawiony logiki, dzięki temu uroczy i niepowtarzalny.

Niestety, jamniczek z animowanych kadrów niepostrzeżenie przedarł się do naszej namacalnej rzeczywistości i tu już nie jest tak wdzięcznie podgłupiasty – tu nadął się, napęczniał treścią trzewi na licach i – co najgorsze – zaczął zabierać głos, chmurnie, durnie, ale po linii i 'na bazie”, tak jak każdy podgłupiasty zamieniony w usłużnego kretyna.Przybrał też inne, niż kiełbaskowa forma psiaka norowego, postaci.

Raz jest chudym w okularach z wrzodowo wykrzywionym licem, raz znów grubym, bezlitośnie pustym na twarzy (jak dziewczynka z Topora, której inne dziewczynki zmyły w fontannie rysy twarzy) ale bezbrzeżnie zadowolonym z siebie prosiakiem – bobasem, innym jeszcze razem po prostu zwykłym knapikiem, synem knapika – zawsze jednak uprawia tą sama profesję – kamerdynera merdacza, któremu podstawiono pod nos mikrofon i przed oczami zawieszono marchewkę.

Z wierzchu przypomina zatem, napasionego co prawda, ale jednak dziennikarza, w rzeczywistości trudni się pewna mutacją tego zawodu, która, we współczesnej postaci, wykształciła się nad Wisłą w pierwszym dziesięcioleciu nowego millenium – dziennikurstwem.

Jak więc działa uciekinier jamniczek teraz? Posłuchajcie:

–    Mamusiu! Pali się choinka – woła mały Donek

–    Synku, nie mówi się „pali się”, tylko świeci – odpowiada zapracowana mama.

–    Aha... - Donek wraca do pokoju, za chwilę jednak przybiega z powrotem.

–    Mamusiu! Bo firanki też się świecą.

Krótka historyjka, dobrze jednak ilustruje stosunek obecnego dziennikurstwa (formy uprawianej po Smoleńsku od wybrzeży TVN do wierzchołków „GW i połonin „Wprost”) do rzeczywistości i precyzję z jaką dziennikurstwo opisuje codzienność i świat istniejący w ogóle.

Można powiedzieć: - i git! Skoro wszystkim, a przynajmniej tym najbardziej oświeconym i wczepionym w historyczny ogon króla Stasia, jest z tym dobrze, to po co wtykać w to nos i mędrkować – nosy zresztą dziennikurcy mają najczulsze i na przyziemne zapaszki wyczulone – jak na przeobrażone, krotkonóżkie jamniczki przystało. Jamniczki, dodajmy, z wielka powagą imitujące wielkie brytany.

Jak się nie podoba, to przyślemy kogoś o szóstej na przeszukanie i zabierzemy filmy Antonisza, albo oberfrajtrem Parulskim poszczujemy, żeby się w głowie nie bełtało!

Antonisz, twórca boski i krakoski (nie poprawiać!) a jakże, był też wynalazcą nowej formy przekazu, którą nazwał „Polska Kroniką Nonkamerową”.

Zmyślny był ten nasz Antonisz – przewidział dziennikurstwo w rozkwicie, jak nikt inny.

Toż on właśnie wypichcił przepis, według którego gotuje się teraz w kuchni telewizji 'cała prawdę, całą dobę”: Po co wysyłać kamerę aby dokumentować coś, o czym nie wiemy jeszcze jak mamy myśleć?

Oto kamień filozoficzny dziennikurstwa, Pytanie Doskonałe, z którego inne  wyrastają. Pełni ono dziś rolę etyki i zawodowego sumienia w jeden doskonały rdzeń zlanych i w środowisku dziennikurców otoczone jest nimbem hamletowskiego: być, albo nie być (u cycka prezesa)!

Jak się wi co myśleć, to i po co kamerować? A jak już kamerować, to po to aby ilustrować, a jak już ilustrować, to po to aby utwierdzać, zatwierdzać...zatwardzać i kasiorkę przytulać!
Ot i cały sylogizm dziennikurstwa, cała jego skomplikowana psychika mać.


Starczy! ...teraz poważniej.

Państwo jest ożywionym systemem, który dla swojego prawidłowego funkcjonowania potrzebuje wbudowanego weń mechanizmu bezpieczeństwa – swoistego systemu korków w obiegu elektrycznym.

Jednym z najpoważniejszych czujników bezpieczeństwa strzegących demokracji jest odważne, wnikliwe, niezależne i rzetelne dziennikarstwo,wrażliwy i głośny system wczesnego ostrzegania, zamontowany w krwioobieg państwa.

Jeśli dziennikarstwo nawala, psieje, to rzecz zaczyna być groźna, że nie można na nią machnąć ręka, mówiąc: a radźcie sobie sami pismaki utrapione!

Sytuacja, w której dziennikarze nie mają charakteru i odwagi i zaczynają przypominać warchlaki wytresowane do poszukiwania trufli, jest po prostu niebezpieczna dla wszystkich.

Kto bowiem krzyknie: pożar! ...gdy ogień dobierze się do ostatnich narodowych sreber?

–    Mamo! Firanki jednak się palą!

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook