Jedynie prawda jest ciekawa

Dziennik 1

02.04.2017

Nasze życie kipi, szkoda, że tam mało mamy czasu, aby to wszystko opisać.

Odkąd wiele dni spędzam na warszawskiej emigracji staram się znaleźć ludzki kawałek w tym mieście.

Obserwuje ludzi, czasem dostrzegam ciekawe szczegóły, barwne fragmenty.

Najprzyjemniejsze jest słuchanie i poznawanie ulicy. Właśnie na ulicy, gdzie przemieszkuje, zauważyłem arcyciekawe starcie.

Jest ono swoistym signum temporis, a zatem ma chyba wymiar większy niż tylko zaobserwowana anegdotka.

Na tej ulicy funkcjonował jeden sklep spożywczy z dosyć leniwymi ekspedientkami, naprzeciwko był mniejszy sklepik tej samej branży prowadzony przez pana o mocno prawicowych poglądach.

Czy to przez poglądy, czy też z powodu zwykłego życiowego pecha prawicowcowi naraz podniesiono czynsz i biedaczyna – ciężko zipiąc – splajtował.

Rewolucja nastąpiła także po drugiej stronie ulicy.

Przyglądam się temu ale dyskretnie, aby nikt nie zwrócił uwagi na moje zapiski. Tylko tak można bowiem dotrzeć do sedna życiowych historii.

Tak więc, jak w filmie „Człowiek, który zdemoralizował Hadleyburg”, po przeciwnych stronach ulicy trwają dwa wrogie sobie przyczółki.

Podejrzałem jak leniwa dosyć ekspedientka z tego większego sklepu nagle spakowała manatki i znalazła się po drugiej stronie ulicy.

Tam mocno uzupełniła asortyment towarów i sprawiła, że sklep jest otwarty aż do 23. 00 i to w światki i piątki.

Nastąpił moment przewagi sklepu spożywczego po prawej stronie ulicy. Szybko jednak rewolucja wkroczyła także do tego większego sklepu – z leniwymi ekspedientkami.

Zniknęły stare ekspedientki (za wyjątkiem tej arendującej sklep po drugiej stronie ulicy, która zresztą stała się niezwykle pracowita).

Sklep po lewej stronie obsadziła ekipa kobiet z Ukrainy. Cały personel został wymieniony i dziś w sklepie po lewej stronie można dogadywać się słuchając łamanej polszczyzny z wyraźnie ukraińskim (ucho mam wyczulone) zaśpiewem.

Ukraińska załoga wydłużyła godziny urzędowania aż do 23.30. I znów sklep po lewej stronie ulicy święci swój złoty okres, a ten po prawej kuleje.

Codziennie coś wymyślają. A to Ukrainki rozdają baloniki w czasie warszawskiego maratonu, a to znów sklep po prawej stronie daje do spróbowania wypieki domowej produkcji.

Toczy się podjazdowa wojna handlowa. Publicznością są mieszkańcy całej ulicy, ale chyba tylko ja pieczołowicie zapisuje etapy tego pojedynku.

Jak tylko pani po prawej stronie napisze: pomarańcze po 3.50 za kilogram, to natychmiast po drugiej stronie pojawia się jeszcze większy napis: hiszpańskie (słodkie) pomarańcze po 3.20.

Jestem w kropce. Bo z jednej strony wabi mnie rozmaitość towarów po ukraińskiej stronie, a z drugiej mam jednak do czynienia z polskim handlem i towarami nieco wyższej jakości. Jest ich tam jednak mniej.

Gdy powoli staje się częścią zwykłego życia, po jakimś czasie z jego nierozpoznawalnej dotąd twarzy wyławiam poszczególne zmarszczki, żyłki.

Nasze życie kipi, szkoda, że tam mało mamy czasu, aby to wszystko opisać.

WITOLD GADOWSKI

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook