Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Donald Plusk, plusk...

20.10.2012

Pech istnieje i wierzcie mi, że są takie osoby, które los wyposażył we wszelkie przymioty biblijnego Jonasza.

Jeśli na dodatek prężą się i zuchują, miny stroją i groźne zmarszczenia przed lustrem ćwiczą, to mamy efekt lepszy od tego gdyby sam Buster Keaton naraz piosenkę zaśpiewał.

No bo dajmy na to taki Tusk Donald, toż on dopiero teraz objawił nam wszystkie swoje talenty. Pewnie jak roztrzęsieni spece od reklamy powiedzą mu, że naród oczekuje na taniec, to Tusk Donald gotów zastępować na sejmowych schodach i jak Gene Kelly podskakiwać z jesiennym parasolem pod pachą.

Cóż się tak chłopa czepiłem?
Ano, bo zuch to niepospolity. W czasie największej od wielu dekad suszy udało mu się podtopić Stadion Narodowy imienia Smerfa Ważniaka, oraz na dobre zalać budowę warszawskiego metra i coś tam jeszcze. Nie on sam co prawda to uczynił, a bardziej Natura 2012 i głupawi współpracownicy pana Donalda, podekowani na rożnych szczeblach nomenklatury, ale z takim premierem to jeszcze niejeden cud się niebawem zdarzy.
 Tu pan Tusk Donald słowny jest jak Belfegor, obiecał cuda i macie cuda. Cegła na łeb w drewnianym kościele i potop w czasie suszy.
A jak wiadomo w czasie suszy szosa sucha i chrząszcz nie brzmi ni krztynę, więc jeno Mucha nam pozostała co się na futbolu jeszcze nie poznała, ale się uczy...

Z tym potopem na Narodowym imienia Ważniaka, to wcale nie taka głupia koncepcja. W gałę to się tam, jak widać, haratać za bardzo nie da, ale basen byłby jak się patrzy i to o wymiarach paraolimpijskich, a w paraolimpiadach to jesteśmy potęgą i ogólnie para to nie taka zła koncepcja na przyszłość – ot choćby para Donald i Mucha Joanna – już sobie pono Papuasi o niej opowiadają. Z wodzem się poróżnili nawet, bo żądaja odprawienia czarownika na rządowa emeryturę i sprowadzenia Muchy z Donaldem, albo Donalda z Muchą. Powiadają, że deszczówki mieliby wtedy pod dostatkiem nawet w czasie suchej jak pieprz pory.

Nie sztuka bowiem wybudować porządny stadion czy autostradę, tak robią na całym świecie i nudą od tego wieje jak, nie przymierzając, angielską flegmą od Niesiołowskiego Myszkina Stefana. Sztuka, to tak wybudować, aby poczucie rozsądku wyonacyć (to takie barwne słówko z mojej rodzinnej gwary góralskiej, znaczy tyle co w innych regionach: wytorbić, lub w salonowej mowie: przekręcić, choć to ostatnie tłumaczenie nie oddaje w pełni soczystości znaczenia).

Tak tedy cuda dzieją się niejako w detalu i po promocyjnej cenie. Wysuszona Wisła odsłania przedwieczne skarby, zrabowane nam jeszcze przez monarchicznego (a więc politycznie niepoprawnego) Szweda, a na stadionie Lwy Albionu w potyczce z Orlami Donaldystanu po kostki w wodzie defilują.
Śmiejecie się boście nie pojęli jeszcze istoty Donaldyczności, za młodzi jesteście i nie pamiętacie pierwszych dewizowych żuwaczek – gum do żucia Donaldów – każda z nich miała w sobie inny komiks opowiadający o przygodach Donalda – rozciągliwe to było i balonowate.

Tusk Donald, gdy teraz patrzę na niego spojrzeniem dziecięcego posiadacza balonówki z czasów PRL od razu wydaje mi się sympatyczniejszy i od razu też rozumiem go całą swoją spracowaną szczęką.

Kiedy więc myślę o ostatnich wyczynach Pana Premiera i jego „Państwa”, to gdzieś z tyłu głowy napływa mi do płatów czołowych stara piosenka naszego, krakowskiego Andrzeja Sikorowskiego i jego grupy „Pod Budą”:

„Lato było jakieś szare
i słowikom brakło tchu (…)”
a potem:
„Kap kap płyną łzy
w łez kałużach ja i ty
wypłakane oczy
i przekwitłe bzy”

Te łzy to ze śmiechu, śmiechu przez łzy.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook