Jedynie prawda jest ciekawa

Dlaczego ogórek nie śpiewa?!

03.08.2015

Czy Polska ma własną politykę zagraniczną?

Pytanie durnowate, no bo jakby mieć nie mogła. Wszyscy mają, to i Polska przecież mieć musi.
No a jeśli ma, to powiedzcie mi - uczeni politycy, analitycy i profesorowie, dewoci rządu i antagoniści - jaką politykę zagraniczną ta nasza Polska ma?
Może taką jak opisał ją imć pan Sikorski Radosław?:  przewodnia rola Berlina! Robienie seksualnej uprzejmości Stanom Zjednoczonym?

A może taką jak ją postuluje pan Michnik:  od ściany do ściany, ale zawsze z solidnym biczowaniem polskiego ciemnogrodu, tradycji, dumy i tego co zastaliśmy?
A może po prostu takiej polityki nie ma, bo jej nie potrzeba... bo po co wkładać paluchy w to czego nie pojmujemy?
Może z tą polska polityka zagraniczną jest jak z ogórkiem pana Gałczyńskiego?
Nieborak chciał śpiewać, ale to śpiewanie jakoś cieniutko i w kiszony sposób brzmiało.

"Jeśli ogórek nie śpiewa,

i to o żadnej porze,

to widać z woli nieba

prawdopodobnie nie może."

Dlaczego więc polski ogórek (słodkie określenie koalicji PO - PSL nieprawdaż?) w zagranicznym chórze nie ma nawet najmniejszego dyszkanciku?
Sylogizm w tej sprawie jest prosty: jak owo ogóra kiszenie:
 politykę zagraniczna uprawiają państwa, które są wewnątrzsterowne, niepodległe, albo takie ambicje przejawiające.
Poważną politykę zagraniczną prowadzi na przykład kraj taki jak Czechy. Wszędzie ma swoich emisariuszy, radców handlowych, organizacje "pożytku publicznego".

Prezydent Czech dzięki temu, co jakiś czas, całkiem sensownie i odważnie zabiera głos na forum międzynarodowym i - co ciekawe - ten głos jest słuchany i cytowany.

Tymczasem u nas , w naszym wiejskowarsiawskim saloniku, dominuje pogląd, ze nie ma co robić żadnej własnej polityki zagranicznej, bo tylko narazimy się możnym tego świata i potem nie będzie już widoków na żadne lukratywne posadki.

Przypadek Tuska Donalda jest w tym względzie wielce symptomatyczny.

Jak już dochrapał się - dzięki protekcji pani Anieli Merkel - posadki, to siedzi na niej cicho jak mysz pod miotłą i do głowy mu nie przyjdzie, ze mógłby samodzielnie coś wymyślić. Siedzi na wycugu i liczy zarobione pieniądze. Nic więcej nie może, nie potrafi, nie chce.
Laleczka Donald powinna zatem dziś stać na biurku każdej osoby odpowiedzialnej za polską politykę zagraniczną. Nie podskakuj, siedź w kącie, a jak grzecznie posiedzisz, to nawet dostaniesz coś, co spadnie z niemieckiego stołu.
Jeśli nie mamy polityki zagranicznej, to znak, ze nasze elity nie mają nawet wyobrażenia o tym, że Polska mogłaby o jakąś własną politykę się pokusić.
Niepodległe państwa mają własną politykę zagraniczną, terytoria uzależnione takiej polityki mieć nie muszą, a nawet nie powinny o niej myśleć.
 Za takie nieszczęsne obszary politykę zagraniczną uprawiają ich metropolie.

Berlin ma dobrą politykę, więc Warszawa ma jedynie być jej pudłem rezonansowym.

Tak, tak, ogórek może sobie śpiewać w słoju.
Na zewnątrz stanowić ma jedynie zagryzkę pod wódeczkę wypijaną przez bardziej prominentne usta.
Podoba się.....?
Słowa te szczególnie kieruję do Andrzeja Dudy.
Mam nadzieje, że on akurat nie widzi swojego miejsca pomiędzy koperkiem, czosnkiem i stęchłą - kiszoną - zalewą.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook