Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Desperado... żołędny

23.06.2013

Znam takich dzikich motocyklistów, którzy jadąc jak urwani z piekła, zakładają sobie na szyję żyłkę wędkarską i przywiązują ją do kierownicy. Czym to się może skończyć – wiecie.

Kiedy spoglądam na krzywiącego usta w uśmiech premiera Donalda Tuska, odruchowo wpatruje się w jego szyję.

Coś jest w nim takiego, ze zaczynam się o niego niepokoić. Jeśli bowiem przywiązał linkę do kierownicy wehikułu swojego rządu, to musi być nieomylny, musi wiedzieć czym będzie skutkował upadek.

Ktoś, kto całe swoje życie, jego najgłębszy sens, związał z byciem politykiem – i to takim politykiem jak aktualny premier naszego rządu -  musi być zdeterminowany i jednocześnie posiada absolutną świadomośc konsekwencji.

Mamy premiera desperata, za gładkim uśmiechem społecznej inżynierii, kryje się twarz człowieka, który wszystko postawił na jedną kartę. Taki jegomość nie cofnie się przed niczym, bo też i nie ma dokąd się cofnąć. Konsekwentnie, na rzecz kolejnej wygranej partii, poświęcał wszystko co ma, zrezygnował z przestrzegania zasad, oddalił się od swoich rodaków – wie dobrze jak zareagują gdy  się zbudzą się z propagandowego snu.

Nie sądzę by Donald Tusk był człowiekiem amoralnym, czy immanentnie złym, by był manipulatorem, który czerpie radość z oszukiwania.

Nie – on po prostu jest człowiekiem postawionym w sytuacji bez wyjścia, w duzej mierze zresztą sam się w takiej sytuacji postawił. Bliski mu jest zatem dylemat gracza, który zaciąga długi tylko po to, aby jeszcze raz obstawić.

Wygrywał, wie jak smakują zwycięstwa, więc teraz – gdy karta się odwraca – nie ma w sobie siły, aby samodzielnie wstać od stołu, jak dżentelmen uścisnąć dłonie rywalom i odetchnąć świezym powietrzem, rozprostować kości. Nie, on będzie grał do końca, tylko po to, aby jeszcze raz poczuć zastrzyk narkotyku zwycięstwa. On pragnie już tylko zwycięstwa dla samego zwycięstwa, odegrania się – wierzy w szczęsliwe zrządzenie fortuny.

Co jednak będzie gdy przegra?

Znam takich graczy, sam czasem (w dzieciństwie tak reagowałem). On nie dopuści do siebie świadomości klęski, gotów jest wywrócić stolik, albo bezceremonialnie położyć na nim rewolwer. To bardzo niebezpieczny etap gry, kiedy po drugiej stronie widzimy kogoś, kto za wszelką cenę chce jeszcze raz zgarnąć pulę.

Donald Tusk jest dziś niebezpieczny nie jako człowiek o złych skłonnościach charakteru, jest niebezpieczny, bo znalazł się w sytuacji desperata. Za nim już tylko pogoń, a przed nim jeszcze miraż zwycięstwa, tryumfu, oddechu z ulgą.

Taki gracz jest w stanie zastawić majątek rodzinny, ba, nawet samą rodzinę, aby tylko nie odejść od stołu.

Każdy sojusz jest dobry, każdy podszept doskonały, byle tylko prowadziły do wygranej i oddaliły majaczące coraz bliżej widma.

Taki gracz nie śpi spokojnie, nie wiadomo nawet czy śpi w ogóle.

Przewyższa determinacją wszystkich innych. On już nie zdaje sobie sprawy z faktu, że to tylko gra, bo to właściwie całe jego życie. No bo kim prywatnie jest Donald Tusk?

Prawda, ze ciekawe pytanie?

Donald Tusk waży jedynie tyle ile waży posiadana przez niego władza – a więc i dużo i...nic.

Jest gotów złamać reguły, byle tylko pozostać tam, gdzie zrządzeniem wypadków i kaprysów możnych tego świata, się wdrapał. Jest użyteczny – nie cofnie się przed niczym.

Chciałbym go przyrównać do doktora Faustusa, ale dalibóg nie umiem. Nie znajduje w tej postaci krzty diaboliczności, krzty genialnego wyrafinowania jakie niesie podpisany ze złym cyrograf.

Taki opis pochlebiałby nam samym, mielibyśmy bowiem poczucie ścierania się z niezwykłością, siłą jakąś tajemną, siłą rzeczy zatem sublimowałoby to nasz powszedni spór.

Niestety, w rzeczywistości mamy jeno bijatykę w podrzędnej knajpie, do której wpadł ktoś z żylką na szyi. Nie jest to nawet jakaś wyrafinowana szulernia, żaden poker, żadna ruletka...niestety. Uczestniczymy w podrzędnej partii zechcyka, najprostszej partyjce, podczas której z rąk latają zatłuszczone „damy” i pomięte „dupki żołędne”.

Nie nobilituje mnie premier z żyłką na karku, któremu łapki trzęsą się, aby jeszcze raz powyciągać  z rękawa – znaczone na „marychę” - karciochy.

Nie nobilituje, bo jak i Wy – po prostu – na niego zasłużyłem

Witold Gadowski. 

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook