Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Co widać w krakowskim lustrze

31.12.2013

Można odnieść wrażenie, że polska perła kultury i architektury, Kraków, znalazł się pod okupacją bezmózgich Wandali.

Spoglądając na największy w Europie miejski rynek – a czynię to niemal codziennie – można odnieść wrażenie, że polska perła kultury i architektury, Kraków, znalazł się pod okupacją bezmózgich Wandali.

Brud, smród, cwaniackodrobne geszefty, jarmarczna pospolitość i bezwstydne wciskanie turystom najgorszej tandety. Takie dziś oblicze przyoblekł reprezentacyjny salon miasta.

Komu zawdzięczamy to niesłychane wpuszczenie najgorszych gustów i  obyczajów do królewskiego miasta? -  ano jego dwunastoletniemu włodarzowi – pochodzącemu z Sosnowca Jackowi Majchrowskiemu.

Wywodzący się z pezetpeeru Majchrowski przez kompletny przypadek i szczęśliwy dla siebie zbieg okoliczności został kiedyś – z minimalną przewagą nad Józefem Lassotą – wybrany na stołek prezydenta miasta, od tamtego, nieszczęsnego dla Krakowa, trafu, zdołał jednak kupić sobie przychylność wielu grup interesów i tak, korzystając  z ogromnego rezerwuaru miejskich pieniędzy, rządzi już trzecią kadencję, a sposobi  się do czwartej.

Niewiele w tym czasie zrobił dla Krakowa, stał się jednak jednym z najbogatszych prezydentów miast w Polsce i wprowadził do samorządowej władzy wiele postpezetpeerowskich upiorów. Teraz – zapewne przekonany o swojej bezkarności – sylwestrowo zdewastował krakowski rynek,  zawarł porozumienie z czerwoną telewizją tvn i zafundował miejskiej i napływowej gawiedzi koncert zetlałych szansonistów i promowanych przez tvn pseudogwiazd.

W tym celu dopuścił do postawienia na rynku sceny przypominającej niewyszukaną oborę i uraczył chcących i nie chcących tego słuchać Krakowian orgią autopromocji i bezczelnego lansowania się tefauenowskich pseudogwiazdek i celebrytów.

Kraków nie dość, że wpuścił tych Hunów do swojego salonu, to jeszcze sowicie im za to zapłacił, a pewnie przez wiele następnych dni będzie usuwał wywołane przez nich szkody.

Jak by tego było mało, panu Majchrowskiemu i jego świcie przyszedł do głowy (po raz kolejny w dziejach tego miasta) pomysł zorganizowania …zimowych igrzysk olimpijskich.

Że co?, że humbuk i horrendum mówicie?

No, na zdrowy rozum oczywiście macie rację. Przez najbliższych dwadzieścia lat Kraków nie jest zdolny do przeprowadzenia olimpiady w cymbergaju, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Już powołano bowiem biuro „Olimpiady Kraków 2022” – spora ekipa pieczeniarzy przygotowała się do olimpijskiego skoku na kasę. Każdy, choćby naskórkowo znający się na sporcie, obserwator wie, że – primo, zorganizowanie zimowej olimpiady w Krakowie i okolicach logistycznie i finansowo jest niewykonalne, secundo, ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie przyniosły ich organizatorom jedynie kolosalne straty finansowe, tertio, nie o złapanie króliczka w tym wszystkim chodzi, ale o wytrwałe gonienie go.

Do 2022 roku pomysłodawcy tych wykolejonych igrzysk mają nadzieję przerobić dziesiątki, a może nawet i setki milionów złotych, tylko po to, aby na samym końcu bezradnie rozłożyć śmierdzące łapki  i powiedzieć:  - sorry wydaliśmy wasze pieniądze, było bene… no ale nie udało się.

Wyścig do publicznych pieniędzy, które mają być przelewane do prywatnych kieszeni, już się zresztą zaczął. Oto przygotowano bowiem mało profesjonalną reklamówkę telewizyjną, która ma promować kandydaturę Krakowa do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich. Reklamówka skierowana jest do…polskiego widza. A jakże?!  Przecież to Polacy będą decydować o przyznaniu Krakowowi tego zaszczytu. Ponad pięćset tysięcy złotych – z okazji wyprodukowania tej nieszczęsnej reklamówki – właśnie wędruje (w formie wykupionych emisji)  do kieszeni tefauenu, który będzie ją emitował.

Nikt nie słyszał o przetargu na realizacje tego „dzieła”, wiemy natomiast, że odmóżdżony filmik promujący Kraków jako polska stolicę sportów zimowych (nie wiedzieliście?) kosztował ponad pięćset sześćdziesiąt tysięcy złotych. Szeroki strumień publicznych pieniędzy już zatem ruszył  do kieszeni tych co trzeba. Za chwile czekają nas kolejne „niezbędne” wydatki.

Wszystko to dzieje się przy kompletnym milczeniu krakowskich, ledwodychających, mediów.

No, ale jak prezydenta Majchrowskiego ma sprawdzać, czy też – uchowaj Panie – krytykować dziennikarz, dziennikarka, która na co dzień wykłada w jego prywatnej „uczelni wyższej” lub też korzysta, za pomocą świetnie działającego systemu miejskich zleceń, z krakowskich pieniędzy przeznaczonych na „konsultacje”, „ekspertyzy” czy też „fachowe artykuły” ?

Powolutku, spokojnie, Jacek Majchrowski oplótł Kraków pajęczyna wzajemnych powiązań i obligacji. Sprytnie wykorzystuje gminę, jako największego w okolicy płatnika, do budowania swojej pozycji i sprzyjania interesom stojącej za nim postkomunistycznej kliki (tu oczywiście nikt nikogo nie jest w stanie złapać za rękę).

Wszystko to przebiega w śmierdzącej co prawda, ale jakże błogosławionej ciszy.

Majchrowski bowiem – gdy trzeba – jest jednocześnie piłsudczykiem, narodowcem, chadekiem, socjalistą, a nawet – w skrytości biesiadnych piwnic- sobą, czyli postkomunistycznym aparatczykiem udającym spolegliwego dziadunia i całymi garściami czerpiącym z miejskiej kasy, dla budowania swojej politycznej pozycji.

Majchrowski gra na oportunizmie miejskich elit, wielu znaczących obywateli i instytucji działających w mieście uczynił klientami gminnego stołu, z którego nieustannie kapią jakieś pozostałości z trwającej tam już kilkanaście lat uczty starych komuchów.

Był kiedyś, jeszcze za czasów PRL – u, podobny do niego prezydent miasta, ale jego wybierała matuszka partia, Majchrowski natomiast -  od trzech kadencji -  zwycięża w powszechnych wyborach i jest twarzą Krakowa.

Czy zatem nie nadszedł czas, aby ten – mający o sobie Bóg wie jakie mniemanie -  Kraków wreszcie dojrzał w tym lustrze, to co naprawdę ono odbija – postkomunistycznego cwaniaka, który wszystkim otwarcie śmieje się w twarz?

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook