Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Cień sosnowieckiego komucha

10.08.2014

Wybaczcie pensjonarski akcent, ale będzie on zupełnie a propos dalszej części felietonu.

Tak więc najpierw pensjonarsko: Kraków jest moją koszulą, nauczyłem się w niej chodzić, daje mi sporo wygody, ale ostro mnie też wkurza, najbardziej wkurza mnie fakt, że od dwunastu lat rządzi w nim Jacek Majchrowski, nikt, ani wybitny naukowiec, ani też działacz społeczny – słowem nikt.

Majchrowski to jednak wyrafinowany przedstawiciel rasy „ nikt”, wyjątkowo sprytny „nikt”, komuszy „nikt”, człowiek pozbawiony większych dokonań, jednak umiejętnie kreujący wokół siebie atmosferę wyjątkowości – piskorz, kameleon, karierowicz.

Takie nic rządzi jednak w Krakowie, a układ postesbecki tak umiejetnie kreuje mu sytuację, że już dziś zanosi się na to, że czwarty raz nie będzie miał poważniejszych konkurentów.

Czy to tylko przypadek, korzstny dla karierowicza i sitwy zbieg wypadków losowych? Nie sądzę, ale też i nie mam dowodów na coś więcej niż niekorzystny, dla miasta, splot wypadków. Tam, zatem gdzie nie masz dowodów, zamilcz, choć wiele informacji ciśnie ci się na język i pióro. Uprawa Krakowa, jaką od dwunastu lat stosuje Majchrowski... skutkuje absolutnym ugorem.

W kolejnych wyborach ma coraz mniej znaczących konkurentów. A przecież pamiętam jak się pojawił, jak pierwszy raz – ledwo, ledwo – wygrał z Józefem Lassotą. Zadziałał czynnik zmęczenia rządami towarzystwa okołouniowolnościowego, które każdego traktowało z góry i wszystko wiedziało lepiej, Tych ludzi dziś już nikt nie rozpoznaje, ale wtedy jakie to wszystko było dumne, jakie pyszne... Ofiarą swojego otoczenia stał się porządny człowiek i uczciwy prezydent, jakim w istocie był Józef Lassota – sam nie jestem bez winy, bo psioczyłem wtedy strasznie na rządy Józefa.

Gdybym jednak wiedział jaka banda dorwie się do publicznych pieniędzy i rządów wraz z komuchem Majchrowskim! Tyle wspominków, wrócmy jednak na moment do krakowskiej rzeczywistości. Oto kandydatką PO na urząd prezydenta miasta została niejaka Marta Patena. Hmmm... znam tą panią, znam też kulisy rozwalenia krakowskich zakładów „Armatura”, no, ale nie o tym teraz chciałem.

Oto pani Patena, od wielu lat – niejako wbrew swojemu potencjałowi umysłowemu – dobija się do najwyższych stanowisk. Zapamiętałem ją z donosu, jaki złożyła na mnie do prezydenta Andrzeja Gołasia. Był to jeszcze okres pregenderowy, ale pani Patena już uwijała się wokół konfitur, jakie z zachodnich nowinek mogą wyniknąć. Organizowała więc wizytę w krakowskim magistracie faministek, bodaj z Lipska.

Wiecie – pruskie feministki, już na samo wyobrażenie mogą zdrętwieć dziąsła. Przyszły tedy te kobity na salę obrad krakowskiego magistratu, a ówczesna wiceprezydent miasta Terenia Starmach poprosiła mnie abym poprowadził obrady. Uznałem, to za na tyle egzotyczne doświadczenie, że – czemu nie?

Stanąłem tedy – oko w oko – z regimentem bab wyglądających jak rajtarzy po rozformowaniu szyku paradnego. No baby huzary to były i urodą takowąż wabiły.

Obwieściłem więc – na otwarcie obrad – że Polska jest rajem dla niewiast. Traktujemy białogłowy z atencją, puszczamy je przodem w drzwiach, ustępujemy miejsca w tramwajach, Królową Polski jest kobieta i w ogóle kochamy nasze Panie i wielbimy.

Deutschfeministki mniały miny, jakby sam doktor Keworkian rzeźbił im w zębach.

Najroślejsza z nich natychmiast wygłosiła referat pod tytułem „Rola agresywnego samca w dziejach”.

Na drugi dzień pani Patena złożyła na mnie donos twierdząc, ze nie uszanowałem godności delegacji z Lipska i w ogóle wygadywałem jakieś samcze androny, które dopiero trzeba będzie w powszechnej świadomości pozmieniać.

Radna Marta Patena stała się ostatnio znana, bowiem sprzeciwiła się podjęciu przez Radę Miasta Krakowa uchwały potępiającej Janukowycza i morderców z kijowskiego Majdanu.

Pani Patena miała na ten temat inne zdanie.

No, teraz to osoba niezwykle poważna, która ma zagrozić samemu komuchowi Majchrowskiemu. Większość krakowskiej PO nabija się z tej kandydaturey w kułak, ale przecież na tym właśnie polega „gra Majchrowski” - udajemy, ze mamy demokratyczny wybór i...wybieramy komucha wraz jego postubecką garmażernią.

Niestety, jak na razie inni kandydaci wyglądają tak jakby ktoś ich losowo w ybrał z niezbyt zatłoczonego tramwaju.

Oj mój Kraków znów w opałach. Cóż jednak robić, dalej będę komuchowi patrzył na roztrzęsione łapy i mam nadzieje, że w końcu tak go złapię, że kryminał skończy jego tępe i marne rządy pod Wawelem.

Kraków przetrwał już nie takie kataklizmy, przetrwa też komucha z Sosnowca – Majchrowskiego Jacka.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook