Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Arizona dream

31.08.2012

Gdybym wprost napisał, że dzisiejsi młodzi – przemądrzali podobni są do bohaterów filmu „Arizona” autorstwa Ewy Borzęckiej, wszyscy gromko wrzasną, żem cham i wariat.

Jak można porównać młodych, wykształconych, rozumiejących prawie wszystko co mówi do nich rosyjska liturgia tvn, z rozbitymi pegierusami z początku lat dziewięćdziesiątych?

Przecież młodzi pracują w korporacjach, mają ładne mieszkania na kredyt, żyją w stadach zaludniając prestiżowe sypialnie, piją tylko w weekendy i to nie żadną tam tanią „Arizonkę”, tylko chablis (tak przynajmniej napisali im na etykietce).

Jeśli ci młodzi mają coś wspólnego ze wsią, to tylko koalicjanta ich ukochanego rządu i mamy, które wstydliwie ukrywają w czterech ścianach, aby im popilnowały dzieci, gdy oni robią swoje korporacyjne, spocone, kariery.

Coś jednak łączy was z tamtymi wiejskimi ochlapusami – powtarzam uparcie.

Obserwuje was od wielu miesięcy, podsłuchuje wasze sformatowane rozmowy, sformatowane bowiem łatwo można przewidzieć czym pochwalicie się, że ostatnio czytaliście, widzieliście lub zwiedziliście, czym się modnie fascynujecie i na kogo głosujecie.

Podobnie jak bohaterowie „Arizony” jesteście bezradni, z tą tylko różnicą, że oni, nawet bez swojego ukochanego winka, jakoś przewegetują, a wy - wielkomiejskie szczury - zginiecie marnie bez tvn, „Gazety Wyborczej” i mądrości szefa z korporacji.

Cóż by to było, gdyby pewnego dnia wyłączyli wam Monikę Olejnik, Justynę Pochanke i małżeństwo Foxy, gdyby „Szkło kontaktowe” nie ubawiło was do łez?

Prawda? Spocony sen wariata, horror metafizyczny.

Dlaczego tak nielitościwie garbuje skórę tym przyjemniaczkom? A, tak po ojcowsku, jak zaboli, to znaczy że coś jeszcze czują, że są jeszcze do odratowania.

Co zatem łączy tych wymuskanych, wielkomiejskich z tamtymi gumiakami z „Arizony”?. Ano niestety jest coś, co powinno troszkę popsuć ich szampański humorek.

Psychologowie dosyć drobiazgowo opisali tzw „syndrom wyuczonej bezradności”.

Jeżeli kogoś długo warunkujemy, tresujemy nieomal w poczuciu uzależnienia od autorytetu, instytucji, partii, figury, koloru, to okazuje się, że ktoś taki – po pewnym czasie i w warunkach totalnej kąpieli w propagandzie – staje się zupełnie bezradny, jeśli zabierzemy mu jego bóstwo. Pegierowcy w „Arizonie” naraz zostali pozbawieni PGR -u i nagle ich życie rozsypało się w drzazgi, Młodzi, na których tak tu od samego początku sobie używam, wychowani zostali w pegieerze Adama Michnika wspomaganego przez Jerzego Urbana i jego adiutanta Mariusza Waltera. Codziennie, jak rogaciżnie, zadawane są im do żłobu, prawdy, fakty, wydarzenia i mundrości, które nijak się mają do rzeczywistości. Oni jednak tak dalece oderwali się już od normalnych zjawisk przyrody, że poza kołchozem nie potrafią już, a co najważniejsze nie chcą, egzystować.

Co zatem się stanie, gdy runą ich domki z kart – korporacje wypowiedzą im pracę, banki nadal będą  żądać spłaty rat, a wokół okaże się, że zamiast „zielonej wyspy” jesteśmy bezbarwną kolonią, której budżet robi bokami i zdycha. Lukrowany świat młodych pegierowców z wielkich miast naraz się zawali, a po marzeniach pozostaną im jedynie monstrualne kredyty.

Czy jest więc sposób na resocjalizację tysięcy oczadzonych propagandą ludzi?

Owszem, terapia jest możliwa, polega ona jednak na drastycznym oderwaniu pacjenta od źródła uzależnienia, drugim etapem jest skierowanie uwagi zdrowiejącego na realną rzeczywistość, czyli  to wszystko, wobec czego dotąd był totalnie impregnowany.

W przypadku naszych pensjonariuszy „Arizony” będzie to tym bardziej bolesne, że trzeźwiejąc, będą powoli pojmować na jakich to dudków, przez wiele lat, byli wystrychnięci. Pojmą też, jak to oni, mający się za elitę i bon ton ogólny, traktowani byli jak krańcowi prostacy, którym do żłobu wystarczało wrzucać byle co, a i tak łykali karmę jak pelikany.

Zobaczą dystans jaki będą musieli pokonać, aby na powrót odnaleźć się w świecie. To będzie naprawdę bolesne, tym boleśniejsze, że wyjdzie na to, ze największe – w ich mniemaniu - oszołomy i taliby miały rację. Ci, z których bezceremonialnie się dotąd wyśmiewali, okazali się bardziej przezorni niż ich wyrafinowani przewodnicy..

Aby alkoholik zaczął trzeźwieć musi go coś mocno stuknąć w głowę, z narkomanami sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, tym bardziej, że za sprawą „Ramonki” te używki zyskały ostatnio status uprzywilejowany.

 Obserwuje was lemingi, czasami bywacie nawet sympatyczne, stąd też doradzam wam prosty eksperyment – wyłączcie telewizory, odstawcie (choć na tydzień) ulubione gazetki i posługując się jedynie własnymi zmysłami, spróbujcie na powrót zrozumieć świat.

Będzie jak po długim, pijackim ciągu – boleśnie, mało kolorowo, ale prawdziwie.

 

Witold Gadowski

Facebook