Jedynie prawda jest ciekawa

Angielska robota

31.03.2014

Jaka jest nasza najnowsza emigracja, czy możemy na nich liczyć w momencie, gdy w Polsce zaczną dziać się zmiany?

Takie pytania zadaje sobie spacerując po Londynie. Mam już za sobą dobre spotkania w Cambridge, Polskim Ośrodku Społeczno Kulturalnym w Londynie i w Sali Windsor Hall przy polskiej parafii na londyńskim Ealingu. Wszędzie tłumy, wszędzie nastrój skupienia i poważnej dyskusji. Odnoszę wrażenie, ze tu jest łatwiej mówić o rzeczach oczywistych, bo ludzie mają w głowach mniej tefauenowskiego mułu.

Kilka dni temu odwiedziłem, w Cambridge, rosyjskiego dysydenta i intelektualistę Władimira Bukowskiego. Przyjemnie było wymieniać myśli w pięknym, kunsztownie przez niego używanym, rosyjskim. 

Potem mieliśmy wspólne spotkanie. Tłum Polaków i Rosjan, świetne wystąpienie Bukowskiego. Niewiele już mogłem dodać. Bukowski twierdzi, że armia rosyjska znajduje się w stanie postępującego rozkładu i Putin pręży muskuły, bo wie, że już niedługo wszyscy zobaczą Rosję w jej właściwym wymiarze, jako chorego na szkorbut niedźwiedzia. 

Samego Putina Władymir też nie oszczędza, maluje go jako zakompleksionego kurdupla, który zapewne był przedmiotem drwin ze strony swoich kolegów i to już od najmłodszych lat. - Człowiek silny nie potrzebuje na każdym kroku podkreślać swojej wagi i mocy – przekonywał mnie Bukowski. Od siebie dodam, ze gdy spoglądam na różne wystąpienia publiczne ruskiego batiuszki, to nieodmiennie stają mi przed oczyma obrazki z teledysków YMCA – młodszym wyjaśnię, że swego czasu był to ulubiony zespół pederastów na całym świecie. Mimo wszystko rozśmiesza mnie wizja Putina w skórzanych, obcisłych spodniach i skórzanej kamizelce odsłaniającej tors.

Tylko dla samego Bukowskiego i rozmów z nim warto było przyjechać do UK, a tu jeszcze spacer po Cambridge, spokojna kawa w uniwersyteckim parku, dla mnie – krakusa – to wszystko wydaje się znajome i nosi zapach czegoś, za czym od dawna tęsknie – bezinteresownej, intelektualnej przygody.

Spotkanie w POSK, ludzie nie mieścili się w dużej Sali. Projekcja filmu „Mitzvah” i niezwykle ciepła reakcja polonijnej elity. Dyskusja, która trwała do piątej rano. Polacy w Londynie – ci myślący – pięknie przeżywają nasze problemy. Cieszy mnie to, że ciągle poszukują dróg do zmiany sytuacji w Polsce, żyją sprawami naszego kraju.

Spotkanie w Windsor Hall, przy polskiej parafii na londyńskim Ealing i znów tłumy ludzi, gorąca atmosfera, świetne dyskusje przy podpisywaniu książek, spotkanie dawno nie widzianych znajomych.

Polski Londyn żyje, czuć w nim intelektualny ferment, to żywe zaprzeczenie rozpowszechnianych przez ludzi „polskiego mainstreamu” stereotypów o „prymitywach na zmywaku”. 

Polski Londyn nie kocha już Tuska, chce go rozliczyć. To dobrze.
Zawsze, gdy wpadnę nad Tamizę to otaczają mnie prawdziwi, polscy patrioci i to z kilku pokoleń naraz. Gorące podziękowania dla Sławka Wróbla – lidera „Polskiej Grupy Londyn”, Grześka Jarzębskiego bardziej znanego jako bloger „Ironiczny Anglosas”, pełnego angielskiej flegmy intelektualisty Tomasza Pernaka „Rolexa”, Sylwestra Iwańca menadżera „Polonia Club”, mojego gospodarza z Cambridge, Antoniego Listosia , Stefana Lipińskiego, Katarzyny Jabrockiej , Gabrieli Raś, Zuzanki Przybył i Tomasza Machury z „Klubu Jagiellońskiego”.

Jak widać lista naszych ludzi w Londynku jest długa, a to zaledwie jej niewielka część.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook