Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

4 czerwca – konsekwencje strzyżenia trawnika

02.06.2014

Stara dykteryjka głosi, że Anglicy, pytani o sposób na ukształtowanie słynnych trawników na wimblodońskich kortach, niezmiennie odpowiadają: - Strzyżemy i tak nam wychodzi.

Stara dykteryjka głosi, że Anglicy, pytani o sposób na ukształtowanie słynnych trawników na wimbledońskich kortach, niezmiennie odpowiadają: - Strzyżemy i tak nam wychodzi.

Zdziwieni rozmówcy odrzekają: no, ale przecież my też strzyżemy, ale u nas nie ma takiej dobrej trawy.

- No tak – słyszą w odpowiedzi – ale my czynimy tak, konsekwentnie, od dziesiątek lat....

Anegdota, jak anegdota, nosi w sobie pewnie źdźbło prawdy i sporo licentia poetica.

Kiedy jednak wielu rozmówców pyta mnie ostatnio, dlaczego tak – niespecjalnie odważnie, niespecjalnie mądrze – wygląda dziś polskie społeczeństwo, znajduję jedynie zimną analogię do angielskiej opowieści o wimbledońskiej trawie.

Od 1939 roku okupanci dbają o to, aby ściąć u nas głowę każdemu, kto wyrasta ponad przeciętność.

Tym sposobem doginają ogółowi głowy i spojrzenia do poziomu gnoju, a tych wyrastających ponad, skracają – po prostu - o głowę.

To sposób postępowania każdego okupanta. Tak traktowali nas Niemcy, w czasie okupacji, tak potem traktowało nas barachło nawiezione ze Wschodu przez sowietów.

Krzewiono więc wśród Polaków wszelkie niewolnicze „cechu pożądane” – służalczość, zdradę za pieniądze, podstępność, niskie marzenia, brak poczucia wspólnoty, krótkowzroczny egoizm, dzikie dążenie do koryta, a w konsekwencji wyzbycie się wszelkich wartości właściwych wolnym ludziom.

Tak czyniły ruskie matrioszki przywiezione tu wprost, jak łajno na butach czerwonej hałastry, w typie ojca Aleksandra Kwaśniewskiego.

Przez dziesiątki lat „polski trawnik” była tak „strzyżony”, że bezwzględnie niszczono jego elitę, obcinano głowę każdemu kto był niezależny i miał swój pogląd na świat.

Ostatecznym akordem tego „strzyżenia” były przekształcenia gospodarcze, do jakich doszło po „okrągłym stole” - nie dopuszczono nawet do reprywatyzacji, blokując w ten sposób powrót dawnych właścicieli do swoich majątków. Tym samym świadomie zniweczono powstanie konkurencyjnej, wobec postsowieckiej, klasy finansowej.

Kolejne fale uwłaszczania się byłych funkcjonariuszy – zdradzieckiej wobec Polski – PZPR, oraz wysokich oficerów wojskowej i cywilnej bezpieki, dopełniły tego procesu „strzyżenia”.

Dziś „czerwona burżuazja i jej dzieci” kontrolują newralgiczne gałęzie finansów i gospodarki, kontrolują newralgiczne media i...

... dalej strzygą, wedle zasady: kto jest pokorny i klęka na kolanko, to troszkę (nie za dużo, aby się nie usamodzielnił) zarobi, a kto jest niezależny i niepokorny, to mu stworzymy takie warunki, że albo emigruje na zawsze, albo cicho zdechnie z głodu.

Kiedy zatem nadchodzi rocznica „4 czerwca”, to robię się nerwowy.

Bo czerwone pasożyty i ich agentura nakazują nam już nie tylko siedzieć cicho i bezwolnie poddawać się propagandzie TVN (telewizja politruka Waltera poziomem sięga już wydawanych w Generalnej Guberni polskojęzycznych pisemek, które miały prowadzić do ogłupienia i demoralizacji Polaków), ale jeszcze - bezczelnie - każą się teraz czcić i okadzać.

Rocznica „4 czerwca”, to rocznica wielkiego oszustwa, bezczelnej kradzieży i dochrapania się do wpływów najgorszych społecznie elementów.

Zamiast święta „22 lipca”, ustanowili nam teraz „4 czerwca”.

Przeciętny Polak coraz mocniej przeczuwa, że coś tu jest nie w porządku, ale cowieczorne seanse hipnotyczne TVN i jej podobnych szczekaczek, ciągle jeszcze tłumią jego odruch buntu.

Systematyczne trzebienie polskiej elity doprowadziło do tego, że oszustwa „okrągłego stołu” trwają do dziś, że kryminalne elity Trzeciej Rzeczpospolitej okadzają się na warsiawskich salonikach.

Tu nie ma co szukać dyplomatycznych formułek, owijać kopyt w szmaty i szukać bawełny, aby nie bolały słowa. One mają boleć!

Jeżeli nie zbierzemy się w jedno, nie ustanowimy sobie sensownego programu odbudowy Polskości, to te bezczelne sitwy, pomieszane kopyta agentów i bezpieczniaków, zdemoralizowane ich dzieci, będą nami zarządzały, jak własnym folwarkiem.

Tłuką nas po łbach, a my – z mądrymi minami – rozprawiamy o tym czy też Tusk (po kaszubsku jest to określenie dla pospolitego psa – pardon – ale ja mu nazwiska nie wybierałem), czy może Komorowski, Graś czy Schetyna?

Znam tych gagatków od lat i zawsze, jak któremu podaję dłoń, to potem rachuję swoje palce.

Wynajęto hycli, którzy udają polityków, a „czerwona zaraza” tuczy się w ciszy.

Jak już wyżre co tylko się jeszcze da, to sobie wyjedzie za granicę jak nie przymierzając jakiś Kulczyk... My tu jednak pozostaniemy, w zrujnowanej gospodarce, rozkradzionym państwie i zdemoralizowanym otoczeniu.

Zostaniemy, bo jesteśmy Polakami, zostaniemy z niczym – bo ciągle pozwalamy na to, aby za nos wodziły nas bezczelne łachudry, pospolici złodzieje i menty.

Polski trawnik, w odróżnieniu od angielskiego, był inaczej strzyżony.

Tam robią to Anglicy, we własnym interesie. Tu strzygą najeźdźcy, robią to tak, że wyrywają najpiękniejsze , najwartościowsze rośliny, reszcie ścinają łeb.
Na takim trawniku pleni się chwast i żeruje coraz liczniejsze robactwo. Taki trawnik jest coraz mniej zielony, coraz bardziej przypomina kupę cuchnącego kompostu.


Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook