Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wybory na horyzoncie, czyli jak politycy podpinają się pod sport

18.02.2015

Do wyborów prezydenckich zostały niespełna trzy miesiące, do parlamentarnych – niewiele ponad pół roku. Znakomicie widać to w świecie sportu, bo politycy stają się zagorzałymi kibicami. Oczywiście kibicują tylko tym, którzy odnoszą sukcesy…

Chciałbym pochylić się nad dwoma tylko przypadkami, ale za to najcięższego kalibru. Pierwszy z nich to najważniejszy kibic III Rzeczpospolitej – Bronisław Komorowski. Swoją miłość do sportu upublicznił w zeszłym roku, kiedy po pamiętnym finale mistrzostw świata w siatkówce rozemocjonowany pozdrawiał i gratulował „naszym piłkarzom”. Ja wiem, pan prezydent często ma problem z tym by giętki język wypowiedział co pomyśli głowa, ale nie sądzę by podobna pomyłka zdarzyłaby się osobie, która sportem interesuje się na co dzień, a nie od święta. Śmiem przypuszczać, że wybrał się na finałowy mecz nie do końca wiedząc kim jest ten mały facet, który biega między wysokimi zawodnikami ubrany w inną koszulkę: czy to Libero czy liberał?

W ostatni wtorek w wypełnionej kibicami Atlas Arenie prezydent Komorowski na oczach prawie 10 tysięcy widzów wręczał lekkoatletom odznaczenia państwowe. Usłużne media potraktowały to wydarzenie na równi z występami sportowców w trakcie poważnego mityngu. Jasne, medalistom olimpiady, mistrzostw świata i Europy (a tacy byli dekorowani) takie wyróżnienie należy się jak psu buda. Ale jestem niemal pewien, że gdyby to nie był rok wyborczy, to albo ceremonia odbyła się w Pałacu Prezydenckim, bądź w Atlas Arenie znalazłby się co najwyżej któryś z prezydenckich ministrów. Mamy jednak rok wyborczy, w którym pan prezydent jest kibicem. Nieważne – siatkarzy czy piłkarzy…

Drugi przypadek to minister sportu Andrzej Biernat, rzecz jasna w niedalekiej przyszłości kandydat do parlamentu z list Platformy Obywatelskiej. Jego pierwszy poważny kontakt z wyczynowym sportem, taki prawdziwy chrzest bojowy, miał miejsce w hotelu sejmowym jakieś 8 lat temu kiedy w towarzystwie wybitnego reprezentanta Polski Romana Koseckiego próbowali w środku nocy dostać się do pokoju uroczej posłanki Samoobrony. Od tej pory kariera potoczyła się gładko i Biernat został ministrem. No i pan minister z racji zawodowych obowiązków na sportowych imprezach bywa – to jest najzupełniej oczywiste, pretensje mógłbym mieć gdyby było odwrotnie. Mam jednak pretensje o coś innego. Otóż Andrzej Biernat wziął sobie na ambicję by pokazać swój uśmiech wszędzie tam gdzie dzieje się coś w sporcie spektakularnego. Mówiąc inaczej, stara się ukraść show kiedy się tylko da.

Najlepszy przykład to wpis ministra sportu Biernata na facebooku tuż po tym jak polscy siatkarze zdobyli mistrzostwo świata: „No cóż czego się dotknę to… Złoto!!!”. To nawet nie jest nadużycie, to jest przykład nieprawdopodobnej megalomanii. Jak widać minister w zeszłym roku wywalczył złoty medal w siatkówce, ale ma też inny talenty. Niedawno witał na Okęciu piłkarzy ręcznych i uśmiechał się do kamer i kibiców z takim wdziękiem jakby to on strzelił decydującego Gola Argentynie w meczu o trzecie miejsce. Natomiast w tym tygodniu jego nienaganna sportowa sylwetka uświetniła podpisanie umowy sponsorskiej pomiędzy PZPN a Lotosem. Znaczy w piłce nożnej też musi być niezły, bo pozował do zdjęć ze Zbigniewem Bońkiem. Niech przyszli wyborcy widzą z jak wybitnym kibicem mają do czynienia.

Niestety, na próżno szukać twarzy ministra wówczas gdy coś ze sportem jest nie tak. Bo jak wybuchła afera korupcyjna w Polskim Związku Piłki Siatkowej to Andrzej Biernat dyskretnie stanął z boku. On się do spraw związku nie miesza. Oczywiście dopiero od czasu jak osobiście wywalczył złoty medal.

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook