Jedynie prawda jest ciekawa

Wielka nadzieja i jeszcze większe rozczarowanie

27.10.2014

W miniony weekend oficjalnie ze sportem pożegnał się Andrzej Gołota. Kilka tysięcy ludzi zgotowało mu owację na stojąco.

Dziwi mnie to, bo dla mnie Gołota jest symbolem zawiedzionych nadziei, a nie sportowego sukcesu.

Gala transmitowana przez TVP to była jedna wielka laurka. Podkreślano co rusz jak wielkim sportowcem był Andrzej Gołota zapominając, że patrząc na jego karierę to przejdzie on do historii jako bokser, który mógł zrobić o wiele wiele więcej. A tak zapisał się w dziejach głównie z powodu spektakularnych klęsk.

W drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku wydawało się, że Andrew Golota będzie kolejną Wielką Nadzieją Białych – tak zwykło się określać pięściarzy mających szansę na przerwanie hegemonii czarnoskórych czempionów wagi ciężkiej. Pewnie każdy wie, że ten przydomek otrzymał Gołota dlatego, że dwukrotnie… przegrał z Riddickiem Bowe. Paradoksalnie drzwi do wielkiej kariery otworzyły mu porażki! Dodam, że w obu przypadkach były to porażki absolutnie zasłużone, bo Gołota za każdym razem zasłużył na dyskwalifikację. Ale w obu przypadkach był też bokserem w trakcie walki lepszym…

Potem było pierwsze starcie Gołoty w walce o tytuł mistrza świata – z Lennoksem Lewisem i klęska w półtorej minuty – dla mnie jako kibica to była trauma na lata. Później miała miejsce ucieczka z ringu po drugiej rundzie w walce z Mikem Tysonem i przegrana na punkty w mistrzowskiej walce z Johnem Ruizem, która według wielu obserwatorów powinna zakończyć się wygraną Gołoty. Dodam, że tego zdania byli tylko polscy komentatorzy…

Pięć najważniejszych walk w karierze – pięć spektakularnych klęsk. Tymczasem w trakcie pożegnalnej gali tłum fetuje Gołotę niczym mistrza, a komentatorzy co chwila powtarzają, że odchodzi jeden z największych sportowców w dziejach Polski. Oglądając transmisję wpadłem w osłupienie, ale potem doznałem olśnienia. Już wiem czemu Gołota jest tak uwielbiany. Bo wpisuje się pięknie w model skrzywdzonego bohatera! Zauważcie, że w przypadku każdej z wymienionych porażek istnieje proste wytłumaczenie przegranej – gdyby nie sędziowie, gdyby nie kontuzja, gdyby nie chwilowe zaćmienie umysłu (pomroczność czy coś w tym stylu) Gołota byłby mistrzem świata!

Wydawało by się, że boks jest sportem wymiernym. Kogo rękę sędzia podniesie w górę, ten wygrał. Tymczasem w przypadku Andrzeja Gołoty każdorazowo ktoś (sam bokser, ktoś z jego otoczenia, dziennikarze) znajdował usprawiedliwienie dla jego klęski. I to ciągłe usprawiedliwianie i gadanie co by było gdyby sprawiły, że kibice pożegnali w sobotę wielkiego sportowca, zamiast żegnać faceta, który doszedł do mistrzostwa w przynoszeniu kibicom rozczarowań.

Moim zdaniem to pożegnanie było niesprawiedliwe. Nie wobec Gołoty. Wobec Justyny Kowalczyk, Adama Małysza, Kamila Stocha (trzy pierwsze przykłady z brzegu). Wobec mistrzów, którzy potrafili lub nadal potrafią spełnić nasze nadzieję. To jest naprawdę duża różnica.

Maciej Muzyczuk


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook