Jedynie prawda jest ciekawa

Transfer last minute

29.08.2014

Do zamknięcia letniego okna transferowego pozostały godziny. W zasadzie wielkie gwiazdy już dawno zmieniły barwy klubowe. Ale w końcówce też może zdarzyć się kilka ciekawych ruchów. Osobiście najbardziej czekam aż gdzieś do Europy wytransferowany zostanie Donald Tusk.

Podobno jest realna szansa, że jeden z dwóch najbardziej nielubianych w Polsce klubów (tym drugim jest Legia – gratulacje za awans do Ligi Europejskiej) czyli klub parlamentarny Platformy Obywatelskiej chce rzutem na taśmę wytransferować swojego wieloletniego kapitana i podporę ataku - podobno na wewnątrzklubowych sparingach obrońcy z samego szacunku nawet nie próbują mu odebrać piłki. Normalnie, czyli w futbolu, taki ruch jest uważany za poważne osłabienie drużyny i wydaje się sportowym samobójstwem. W tym przypadku jest chyba odwrotnie, bo im dłużej Donald gra w drużynie tym większe szanse na sromotną porażkę. Zatem transfer (zdaje się na przewodniczącego Rady Europejskiej) jest raczej wyrazem desperacji, że bez Tuska uda się odwrócić nastroje społeczne. Cóż, liczę, że transfer się uda (im on dalej, tym dla nas lepiej), a nastroje i tak się nie odwrócą. Tyle z pobocza sportu czyli polityki.

W samym sporcie jak zwykle – smutno i wesoło. Smutno, bo Agnieszka Radwańska znów nie zawojuje kortów na Flushing Meadows. Podobnie jak większość Polaków (z wyjątkiem dziennikarzy TVN-u i im podobnych) mam do krakowskiej tenisistki mnóstwo sympatii, ale muszę pogodzić się z tym, że gra w US Open uwiera jąkaj cierń w trampku. Boję się zresztą – pisząc to jak sądzę narażam się paru znajomym i nie tylko – że zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym to może być dla panny Agnieszki zdobycz nieosiągalną. Nie wynikająca bynajmniej z braku sportowej klasy, gdyż tej Radwańska ma pod dostatkiem. Ale chyba jest gdzieś w głębi duszy jakaś blokada, która sprawia, że gdy zwycięstwo w Wielkim Szlemie staje się bliskie na wyciągnięcie ręki (jak rok temu w Wimbledonie gdy była w półfinale najwyżej rozstawioną tenisistką po odpadnięciu innych faworytek) – Polka nieoczekiwanie przegrywa. I proszę bardzo o nieodbieranie tych słów jako czepiania się Agnieszki Radwańskiej! Uważam, w czym nie jestem odosobniony, że gra najpiękniejszy kobiecy tenis na świecie. Nazywanie jej Federerem w spódnicy ma głębokie uzasadnienie, bo repertuar zagrań mają podobny. Tyle, że Federer ma na koncie 17 wielkoszlemowych trofeów, a Radwańska zero. I obawiam się, że na dzisiaj oboje mają równie niewielkie szanse by ten bilans zmienić. Ale jeśli to się zdarzy będę przeszczęśliwy i w ramach pokuty za brak wiary przeczołgam się przez krakowski Rynek. A za świadka mogę wziąć Witka Gadowskiego, który jak wiem ma do Agnieszki Radwańskiej stosunek niemal bałwochwalczy.

Zatem z powodu porażki panny Agnieszki było mi smutno, ale tego samego wieczoru było mi wesoło z okazji zwycięstwa koszykarzy nad Austrią (szkoda, że regulamin nie pozwolił zagrać trzeciego meczu z Niemcami i sprawić im trzeciego lania) i awansu do finałów Eurobasketu. Jasne, lepiej byłoby żeby taki awans był oczywistością, a człowiek mógłby się cieszyć z medalu, jednak po latach posuchy i dziwnych eksperymentów na boisku widać wreszcie dobrze rozumiejącą się drużynę. A to oznacza, że być może nastąpi w naszym kraju jakieś odrodzenie mojej ukochanej dyscypliny. Trener ma wizję i szacunek graczy, niech ma też czas na budowę reprezentacji. Idźmy powoli, to może w końcu gdzieś dojdziemy. Przecież nie od razu Kraków zbudowano. Kraków, po którego Rynku bardzo chętnie się przeczołgam…

Maciej Muzyczuk


Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook