Jedynie prawda jest ciekawa

Tak się kręci lody!

31.01.2015

Piątkowy mecz piłkarzy ręcznych z Katarem przejdzie do historii polskiego sportu – nie mam co do tego wątpliwości.

Absolutnie nie zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy twierdzą, że Polacy przegrali bo zagrali słabe spotkanie. Wręcz przeciwnie – zagrali najlepiej jak mogli w sytuacji, która była praktycznie beznadziejna. I mojej opinii nie zmienię nawet wówczas, gdy w finale Francuzi rozbiją Katarczyków w puch.

Nie chodzi mi o sprawę tak zwanej reprezentacji Kataru, składającej się z obywateli czterech kontynentów. Ktoś kiedyś zaproponował w piłce ręcznej reguły, które pozwalają na robienie podobnych szwindli. Zresztą Katarczycy robią tak od lat w różnych dyscyplinach i kupując sportowców pozbawionych tożsamości narodowej śmieją się reszcie świata w twarz. To jest zjawisko przykre, skandaliczne, niemoralne – przymiotniki można mnożyć. To jest jednak działanie w ramach granic obowiązującego w sporcie prawa. Prawa, które okazuje się szalenie ułomne.

Natomiast bezczelne wypaczanie wyniku przez sędziów jest działaniem, którego w żaden sposób zaakceptować nie wolno. A jestem głęboko przekonany, że z czymś takim mieliśmy w piątek do czynienia.

Rozmawiałem o tym meczu z kilkoma osobami, które twierdziły, że rzekomo stronniczym sędziowaniem sami zawodnicy próbują usprawiedliwić swoją kiepską grę. Ktoś inny powiedział, że kibice zrzucając winę na arbitrów odreagowują polskie kompleksy. A ja twierdzę, że każdy kto myśli w podobny sposób jest naiwny i nie wie na czym polega sport. Jesteście jak dzieci we mgle sądząc, że Polacy byli po prostu sportowo gorsi od Kataru!

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Masz dzisiaj w południe rozmowę kwalifikacyjną na temat pracy, w której możesz zarabiać 30 tysięcy złotych miesięcznie. Jest tylko jeden kontrkandydat, o którym wiesz, że ma gorsze kwalifikacje. Wchodzisz do siedziby firmy rekrutacyjnej i widzisz jak twój wymarzony pracodawca zaprasza kontrkandydata do windy, a tobie mówi, że masz iść na 7 piętro po schodach. Kiedy już się na nie wdrapiesz, czeka cię kolejna niespodzianka: kontrkandydat siedzi w wygodnym fotelu, a ty na zdezelowanym taborecie. Gdy zaczyna się rozmowa kwalifikacyjna, jego pytają o pogodę za oknem i hobby, a tobie każą wyliczyć skomplikowane równanie z dwiema niewiadomymi. I wreszcie na końcu dostajecie wspólne zadanie – do wielkiej Sali wchodzi zarząd firmy, który ma zdecydować kto dostanie pracę. Na ich oczach trzeba dopasować maleńki element do wielkiej układanki. I nagle okazuje się, że tobie drżą ręce i nie możesz dopasować puzzli. Kontrkandydat jest spokojny, wykonuje zadanie jako pierwszy i dostaje angaż. Zarząd firmy dokonał właściwego wyboru – wybrał tego, który był lepszy. Wszyscy widzieli.

Ci którzy krytykują grę Polaków w meczu z Katarem są jak ten zarząd firmy. Nie widzieli, jak od pierwszej minuty serbscy sędziowie - odgwizdując każde najmniejsze przewinienie Polaków, ignorując jednocześnie faule Kataru – systematycznie wyprowadzali naszych zawodników z równowagi i pozbawiali pewności siebie. Polska obrona przez 10 minut została praktycznie rozbita, bo defensywa, która była akceptowana przez sędziów w spotkaniach ze Szwecją i Chorwacją, tym razem została błyskawicznie oceniona na 6 minut kary i 2 rzuty karne. A Polska zaszła w tym turnieju tak daleko właśnie dzięki obronie. Zadaniem sędziów było odebranie naszym tej pewności w obronie i wywiązali się z tego znakomicie. Polacy stracili 10 goli więcej właśnie dlatego, że nie mogli bronić tak jak mają w zwyczaju. A bez szczelnej obrony tracimy jakość, bo w ataku Polska jest przeciętna. Artyści handballu to są Francuzi (dlatego ich będzie trudniej przekręcić w finale), Polacy to gladiatorzy, którzy zwycięstwo muszą wyrwać harówką w defensywie.

Oceniając przebieg meczu nasz rozgrywający Michał Szyba powiedział znamienne zdanie: „Wiedzieliśmy, jaka będzie atmosfera i do pewnego momentu byliśmy skupieni, ale każdy ma swoje granice”, Na tym właśnie polegał sędziowski szwindel – na wyprowadzeniu Polaków z równowagi.

W sporcie tak zwane kręcenie lodów ma długą tradycję. Czasem bywa bardziej oczywiste, czasem bardziej subtelne. W piątek było tak oczywiste, że dziwię się, iż ktoś mógł tego nie zauważyć.

 

Maciej Muzyczuk

Autor bloga

muzyczuk

Maciej Muzyczuk

Reżyser, scenarzysta, producent telewizyjny. Autor kilkunastu filmów dokumentalnych. W przeszłości dziennikarz sportowy – zainteresowanie sportem (czynne i bierne) towarzyszy mu do dzisiaj.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook